Klub Dzikiej Przyrody


Puls Klubu Dzikiej Przyrody

wrzesień
26-28.09. Czechy. Załoganci z Klubu Dzikiej Przyrody: Kalina, Maja i Ptasiek biorą udział w demonstracjach antyglobalizacyjnych w Pradze. Ma tam miejsce 55. szczyt Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, organizacji odpowiedzialnych za globalną przemoc ekonomiczną. Kalina i Ptasiek spędzają jeden dzień w areszcie za udział w blokadzie czeskiego Ministerstwa Sprawiedliwości.

październik
27-29.10. Puszcza Spalska. KDP zorganizował wyjazd do Spalskiego Parku Krajobrazowego w celu zapoznania się z przyrodą i problemami tego miejsca.
W październiku i w listopadzie odbyły się także dwukrotnie spotkania organizacji ekologicznych związane z ochroną lasów w ramach międzynarodowego programu certyfikacji gospodarki leśnej. Nas reprezentowała Monika Gorzelańska, zajmująca się tą tematyką w ramach KDP

listopad
6.11. Sąd rejonowy w Łodzi. Odbył się finał procesu handlarzy zwierzętami egzotycznymi zagrożonymi wyginięciem. Mimo wyroku uniewinniającego, kampania "Egzotyczni więźniowie" trwa nadal. KDP zorganizowało happening w obronie zwierząt przed wejściem do sądu.
11.11. Bielsko-Biała. W Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot odbyło się spotkanie Porozumienia na rzecz Dzikiej Przyrody. Poruszane problemy to min.: tragiczna sytuacja w Tatrzańskim Parku Narodowym oraz stworzenie ośrodka dla dzikiej przyrody w Bieszczadach.
12 i 18.11. Korabiewice. Odwiedzamy prywatne schronisko dla zwierząt, które prowadzi p. Magda Szwarc a w którym znajdują się bezdomne zwierzęta, w tym 5 niedźwiedzi wykupionych z cyrku i wilczyca odebrana handlarzowi zwierząt. ODE "Źródła" przekazują schronisku 3000 zł.
17-18.11. Puszcza Bolimowska. Na zaproszenie Czarka przyjaciela dzikiej przyrody z Pruszkowa odwiedzamy Bolimowski Park Krajobrazowy, by poznać przyrodę i problemy tego miejsca.
20.11. Poznań. Przedstawiciele KDP w ramach Międzynarodówki Tortowej przybyli na targi PolEko w celu dokonania terapeutycznej kuracji tortowej na Ministrze Środowiska p. Antonim Tokarczuku. Minister dostał tortem w twarz za swoje dokonania niszczycielskie w Tatrzańskim Parku Narodowym i próbę zabetonowania Wisły ostatniej wielkiej dzikiej rzeki Europy.

Ze względu na wiele nieprawdziwych informacji pojawiajacych się w mediach, chcielibyśmy ponformować, iż Dariusz Matusiak nie jest ani "szefem", ani członkiem władz stowarzyszenia. Jeśli kiedykolwiek wykorzystywał wyroby cukiernicze niezgodnie z ich przeznaczeniem, czynił to wyłącznie na własny rachunek. Ośrodek Działań Ekologicznych "Źródła" stoi na stanowisku, iż są lepsze metody wyrażania swojej dezaprobaty niż mazanie kogoś bitą śmietaną.
Swojej dezaprobacie dla działań ministra Tokarczuka daliśmy wyraz kierując w zeszłym tygodniu zawiadomienie do prokuratury w związku z niedopełnieniem przez ministra obowiązków służbowych polegających na nie wydaniu rozporządzenia do ustawy o ochronie zwierząt, czego skutkiem było uniewinnienie przez sąd zatrzymanych w lutym 1999 r. na łódzkiej giełdzie zoologicznej handlarzy zwierząt. Teraz pozostałe przy życiu żółwie w majestacie prawa wrócą do swoich oprawców.

przypis redakcji (Krzysztof Wychowałek)



W każdy poniedziałek od godz. 14.00 Konrad "Smalec" Malec i działacze KDP organizują uliczny punkt informacyjny w którym oprócz kupna prasy ekologicznej można złożyć podpis pod petycjami w obronie dzikiej przyrody. Wyżej wymienionych można spotkać w przejściu podziemnym pod Centralem.
Spotkania Klubu Dzikiej Przyrody w każdą środę o godz. 17.00 w ODE "Źródła" a także w każdy nów i pełnię księżyca o godz. 18.00. Spisał Ptasiek



Certyfikacja lasów w Polsce.

Pisałam już w poprzednich numerach "Biuletynu" o procesie certyfikacji polskich lasów (zainteresowanych odsyłam do mojego artykułu: "Proces certyfikacji lasów w Polsce" "Biuletyn" nr 20 styczeń 2000). W listopadzie uczestniczyłam w dwóch spotkaniach poświęconych tej idei. Jedno odbyło się w Warszawie i było organizowane przez World Wild Found (WWF), a drugie w Puszczykowie pod Poznaniem, organizowane także przez WWF oraz Lasy Państwowe. Na pierwsze spotkanie zostali zaproszeni jedynie przedstawiciele organizacji ekologicznych, które potencjalnie będą wchodziły w pracę grupy ekologicznej w grupie roboczej Forest Stewardship Council (FSC). Muszę przyznać, iż zainteresowanie wśród organizacji ekologicznych, wydawało by się tak ważnym procesem dla gospodarki leśnej, jest znikome. I jeśli mam być szczera, to wcale się nie dziwię. Lasy Państwowe chcą zdominować prace nad ustalaniem polskich standardów dla gospodarki leśnej, w końcu to ich poszczególne dyrekcje płacą za to dzieło. "Niestety" w pracach nad opracowywaniem tych standardów muszą uczestniczyć także organizacje ekologiczne. Pojawia się więc pytanie: po co to utrudnianie pracy? Odpowiedź jest dość prosta: aby jak najwięcej lasów poddać procesowi standaryzacji wg ogólnych zasad obowiązujących w przepisach o gospodarce leśnej. Według najnowszych danych certyfikat FSC otrzymały już wszystkie Regionalne Dyrekcje (taki jest obecnie podział na jednostki certyfikacyjne) położone na całej lini granicy zachodniej. Powód tego jest bardzo prosty tamtejsze Regionalne Dyrekcje zorientowały się szybko iż w ten sposób zapewnią sobie sukces finansowy (sprzedaży polskiego drewna do krajów Europy Zachodniej).
Przedstawiciele organizacji ekologicznych będą się starali stworzyć jak najlepsze standardy dla polskich lasów. Już widać, że praca będzie trudna. Na spotkaniu zostało ustalone, że my, przedstawiciele ekologicznych NGO'sów stworzymy projekt standardów wzorując się na zasadach przedstawionych w Polskiej Karcie Lasu.
Spotkanie w Puszczykowie było bardziej emocjonujące, gdyż spotkały się tu przedstawiciele Dyrekcji Regionalnej LP, ekologicznych organizacji pozarządowych i firm przetwórstwa drzewnego. Została podjęta decyzja o stworzeniu związku stowarzyszeń, ustalony został statut tego związku, do którego Ośrodek Działań Ekologicznych "Źródła" także przystąpił. O dalszym rozwoju pracy będę informowała czytelników "Biuletynu" na bieżąco.
Monika Gorzelańska


Podróże Klubu Dzikiej Przyrody (krajoznawcze i nie tylko)

W dniach 17-20 listopada miały miejsce aż dwa wyjazdy KDP. A oto pierwszy z nich:
Spotykamy się na dworcu Łódź Fabryczna, kupujemy bilety i udajemy się do pociągu, w składzie: Beata*, Ptasiek i niżej podpisany. Do samego startu pociągu czekamy na spóźnialskich (Jacuś jest usprawiedliwiony gdyż zachorował, Czuba nie przyniósł usprawiedliwienia od znachora). Monotonie podróży urozmaica gra w kółko i krzyżyk oraz w statki. Po przesiadce w Skierniewicach, dalszą jazdę czyni przyjemniejszą Ptasiek, grą na harmonijce. Dojeżdżamy do Radziwiłowa Mazowieckiego, gdzie oczekuje nas Czarek, który zabiera nas ku naszemu celowi Bolimowskiemu Parkowi Krajobrazowemu. Przybyliśmy tu na rekonesans, by przyjrzeć się temu miejscu z bliska i ocenić skalę zagrożenia dla Przyrody i poszukać możliwości uczynienia czegoś dla niej. Nasze lokum to blaszany barak (na szczęście ogrzewany spiralką). Gdzie się podziały te piękne domy, w których bywaliśmy na dotychczasowych wyjazdach, niestety tym razem jesteśmy tu nieoficjalnie i nie korzystamy z gościny dyrekcji parku. Zgłodniali i zmarznięci zasiadamy do kolacji. Cóż za ulga dla naszych ciał. Podczas kolacji morale klubowiczów znacznie upadło! O tym co się dzieło lepiej nie pisać aby nie gorszyć czytelników. Po napełnieniu brzuszków i ogrzaniu się wyruszamy na nocne spotkania z Przyrodą. Dookoła Las (szkoda że sadzony przy pomocy linijki i z dużymi zrębami), a nad nami Jowisz i Saturn przebijające się przez chmury. Na koniec naszego spaceru ukazuje się Księżyc. Wstajemy nie najwcześniejszym rankiem, zjadamy śniadanko i w drogę. Podziwiamy okoliczne wsie, w których zachowało się wiele drewnianych zabudowań, często krytych strzechą. Są też nowe domy, które także często bywają drewniane. Zostawiamy samochód u zaprzyjaźnionych gospodarzy (tak samochód (!) ciekawe że obrońcy przyrody często podczas swoich wyjazdów poruszają się samochodami). Ruszamy w kierunku Rawki, która jest jedną z najpiękniejszych Rzek jakie spotkałem. Jest dzika i żywa, porośnięta Łęgiem w którym widać ślady bobrzej roboty, a w zaroślach słychać Ptaki nawet o tej porze roku. Wzdłuż brzegów żyje wiele starorzeczy, tak żyje, w przeciwieństwie do miejskich stawów wręcz tętni życiem. Przez Łąkę oddzielającą nas od Rzeki przebiega stado Dzików. Poziom wody jest bardzo wysoki i często zalewa nam drogę. Wielokrotnie zmuszeni jesteśmy zmieniać trasę lub przedzierać się po palikach, ale trudy te tylko dodają urokowi naszej wyprawie, choć nikt z niej nie wyszedł z suchymi butami. Żegnamy się a Rzeką i odbijamy w stronę Lasu. Idziemy do wąwozu z okresowo płynącym strumieniem. Ma tu powstać rezerwat i uwierzcie mi jest tu naprawdę pięknie. Rosną okazałe Dęby i nieco mniejsze Graby. Nie brakuje też martwych Drzew składnika wszystkich prawdziwych lasów. Ta niewielka pozostałość świadczy o tym, że nie tak dawno była tu puszcza. Spotykany tu Sarny, one jednak nie mają ochoty na dłuższy kontakt z nami. Opuszczamy ten piękny zakątek i naszym oczom ukazują się ponownie "wypielęgnowane" lasy gospodarcze, z charakterystycznymi dużymi zrębami. Nad nami przelatuje Kruk, który zachęca swym krakaniem do dalszego wysiłku dla ochrony tego miejsca. Czas wracać do Łodzi. W drodze powrotnej zaglądamy do Korabiewic, gdzie znajduje się prywatne schronisko dla zwierząt, prowadzone przez panią Magdę Szwarc. Zwierzęta nie są tu usypiane. Oprócz ogromnej ilości psów i kotów są też konie, krowa i kozioł, wszystkie uratowane przed naszymi żołądkami lub ludzkim bestialstwem. Bezpieczne lokum ma też pięć niedźwiedzi odzyskanych z cyrku i wilczyca sprzedana jako pies. Wszyscy pensjonariusze otoczeni są opieką i ciepłem jakich nie zaznaliby w zwykłych schroniskach. Jeśli chcesz pomóc materialnie lub fizycznie w utrzymaniu schroniska, lub zaopiekować się jakimś zwierzęciem to skontaktuj się z nami.
Na zakończenie czas na wnioski z podróży. Lasy są uprawiane w typowy sposób pod linijkę. Niemal nigdzie nie widać martwych Drzew. Po środku parku stoi maszt (skądś to znamy). Na terenie parku jest silne osadnictwo miejskie zarówno stałe (ludzie mieszkający tam, ale pracujący w mieście) jak i letniskowo-rekreacyjne (to też skądś znamy). I ostatni kwiatek. Przez ten teren ma przebiegać autostrada (i to również skądś znamy). Jeśli chcesz by to miejsce wyglądało inaczej lub przyszłość nie była w aż tak czarnych kolorach. Nie pozostawaj bierny! Przyłącz się do ruchu lub żyj tak by Matce Ziemi było lżej!
Wyjazdu drugiego nie można określić mianem turystyczno-poznawczego. Jeśli jeszcze nie masz dość, to czytaj uważnie, bo to co opisuję to nie przelewki, może ci to zmrozić krew w żyłach (jeśli jesteś wrażliwa/y to obejrzyj najpierw kilka filmów sensacyjnych, to może to co przeczytasz zrobi to na tobie łagodniejsze wrażenie). Niedziela późny wieczór. Spotykamy się w Źródłach na przedostatniej odprawie. Po wszystkim niewiele już czasu pozostaje na sen, a do tego nie mamy budzika, więc śpimy jak na szpilkach.. Na szczęście budzimy się na czas. W pełnym składzie (lista najbardziej poszukiwanych ludzi w kraju: Ptasiek, Jacuś i autor tej niesamowitej relacji plus Kalina, która jest naszą fotoreporterką) ruszamy na dworzec. W pociągu do Poznania spotykamy koleżanki "po fachu" z Zielonej Szkoły (nie świadome niebezpiecznego ładunku, który przewozimy). Na miejscu spotykamy Tomka i razem idziemy na miejsce przeznaczenia, gdzie dowiadujemy się, że nasz cel pojawi się dopiero o 17.00. Zapoznajemy się z terenem (sala konferencyjna) i opuszczamy go, by spotkać się z naszym filmowcem (w tej roli wystąpił Poleś). Wracamy ponownie o 13.00 na konferencję prasową. Zadajemy trudne pytania, co owocuje osobistym kontaktem z zastępcą Ministra Środowiska Antoniego Tokarczuka (to właśnie szef naszego rozmówcy jest naszym celem). Jakiż był jego szok, kiedy ujrzał nas w czasie akcji. Wychodzimy, by coś zjeść, udzielić naszemu niezłomnemu filmowcowi wywiadu i dopracować plan akcji. Przed 17.00 jesteśmy na miejscu i zajmujemy upatrzone z góry pozycje. Przeładowujemy amunicję. Na salę wchodzi nasz cel. Zaczynają przemawiać prelegenci. Dostrzegamy lepszą pozycję (by nasz atak był większym zaskoczeniem) za bocznymi drzwiami. Zajmujemy nowe stanowiska. Ponownie przeładowujemy amunicję. Do mównicy podchodzi minister i zaczyna swą długą mowę. Napięcie wzrasta. Jeśli zaraz nie skończy, to dostaniemy wrzodów na żołądku. Nareszcie kończy! Torty w dłoń i do ataku. Zachodzimy go z boku. Ptasiek nieśmiało się odzywa "Panie ministrze". Przed chwilą wspomniany odwraca się i szeroko się uśmiecha. Tort ląduje na twarzy pana Tokarczuka. Ptasiek przejmuje mikrofon i wyjaśnia, że tort jest nagrodą za dokonania w dziele niszczenia Przyrody, z szczególnym uwzględnieniem Tatr i Wisły. Misja zakończona, wracamy do domu.

Konrad


* Dla niewtajemniczonych. Osoby wymienione w tekście czyli: Beata, Czuba, Jacuś, Kalina, Ptasiek i Ja czyli twórca niniejszego dzieła, to osoby działające w Klubie Dzikiej Przyrody. Czarek to Człowiek z Pruszkowa (nie związany z mafią lecz ochroną Przyrody), a Poleś i Tomek to działacze ekologiczni z Poznania.



Potrzeba zmian

Całkiem niedawno pojawił się na liście dyskusyjnej poświęconej dzikiej przyrodzie, projekt stworzenia w Polsce jednego ośrodka działań na rzecz dzikiej przyrody. Propozycja wyszła z ust Janusza Korbela z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot z Bielska-Białej. Byłby to ośrodek poza miastem, najprawdopodobniej w Bieszczadach, w którym pracowaliby ludzie dotychczas związani z aktywnym działaniem dla dzikiej przyrody. Na kupno terenu i budynku oraz na zorganizowanie pracy w tym ośrodku są pieniądze od prywatnego darczyńcy.
Myślę, iż ta propozycja jest wspaniała, szczególnie teraz kiedy powoli zaczynają się załamywać działania w tym kierunku (ludzie odchodzą, bo na przykład są zmęczeni życiem w mieście). Byłoby naprawdę cudownie, gdyby ten pomysł doczekał się realizacji. Jednak jak zwykle są pewne problemy. Nawet nie finansowe, gdyż jak wspomniałam wyżej, są pieniądze, lecz problemy kadrowe. Brakuje osób, które zobowiązałyby się pracować ośrodku, a wiadomo że pracy będzie co niemiara. Jak na razie pomysł będzie musiał poczekać do wiosny aż śniegi stopnieją (jeśli w ogóle się pojawią). Moim zdaniem centrum działań dla dzikiej przyrody jest bardzo potrzebne choćby dlatego, że odkąd Pracownia straciła swój domek w Dolinie Wapienicy, nie ma miejsca gdzie moglibyśmy (Strażnicy Miejsc Przyrodniczo Cennych i sygnatariusze Porozumienia na Rzecz Dzikiej Przyrody) się spotkać na kilka dni i spokojnie obgadać poważne sprawy. Oczywiście jest to jeden i to mniej ważny z wielu powodów, dla których taki ośrodek jest potrzebny.

Monika Gorzelańska