Opinie


Dumałki Xperta
"Przyzwolenie na łamanie prawa"


Często słyszę o sobie, że jestem legalistą, że ściśle trzymam się litery prawa nawet jeśli jest ono "niesprawiedliwe". Abstrahując już od tego, że każde prawo jest przecież "niesprawiedliwe", bo każdy inaczej rozumie słowo "sprawiedliwość", wcale legalistą nie jestem. I w przeszłości, i teraz, zdarzają mi się mniejsze lub większe występki przeciwko obowiązującym normom prawnym. Większość z lenistwa (np. przebieganie na czerwonym świetle do tramwaju), inne z premedytacji (np. różne sprawy podatkowe o których może lepiej nie wspominajmy drukiem). Nie jest więc wcale tak, że to co Panie Posłanki i Panowie Posłowie zapisali w takiej to a takiej ustawie ma dla mnie wartość najwyższą i zawsze będę się kierował literą prawa, obojętnie jakby głupie ono nie było. Tak nie jest.
Zanim przybliżę swoje poglądy na temat prawa, chciałem przedstawić pewne założenia, które przyjmuję bez dyskusji i na nich opieram swoje poglądy.

Po pierwsze żyjemy w państwie demokratycznym, co oznacza, że wszystkie prawa stanowione są przez żyjących w naszym kraju obywateli, oczywiście za pośrednictwem przedstawicieli, np. posłów. Ten system nie działa doskonale, można jednak powiedzieć, że każdy ma takie same możliwości przedstawić swoje racje i domagać się zmiany obowiązującego prawa według swoich pomysłów. W praktyce nie jest to wcale takie proste, niemniej są przykłady, że jak najbardziej możliwe. Oczywiście w praktyce okazuje się również, że tak naprawdę największy wpływ na władze ma ten, kto ma pieniądze, jest to jednak aberracja tego systemu a nie jego składowa i powstają coraz to nowe przepisy mające na celu eliminację tego zjawiska. System demokratyczny jest w ogóle bardzo podatny na aberracje i choćby przykład Niemiec w latach 30-tych pokazuje, że system totalitarny może powstać z demokracji w prosty sposób i z poszanowaniem wszystkich obowiązujących reguł, nie znam jednak innego systemu, który na takie aberracje odporny by nie był (oczywiście z wyjątkiem dyktatury właśnie). Najlepsze z punktu widzenia moralności systemy anarchizm i komunizm (każdy z nich jest dobry dla innej grupy ludzi) są na takie niebezpieczeństwa destabilizacji narażone już w stopniu absolutnym. Nie wchodząc w dywagacje nt. wyższości jednego ustroju nad drugim, chciałem zakończyć stwierdzeniem, że wprawdzie demokracja obowiązująca obecnie w Polsce nie jest idealna, niemniej jest to demokracja i rządzi się swoimi regułami, których ja nie kwestionuję.
Po drugie żyjemy w kulturze opartej na tradycji judeochrześcijańskiej. Nie odpowiada mi filozofia chrześcijańska, niemniej kultura europejska jest nią "skażona" od tysiącleci, wypadałoby uszanować więc pewne fundamentalne w tym kręgu kulturowym wartości jak wywodzące się z prawa żydowskiego zasady poszanowania mienia prywatnego czy już chrześcijańskie zasady typu "kochaj bliźniego swego". W naszej kulturze zakazy niszczenia czyjegoś mienia czy pozbawiania swojego życia są już bardziej "prawem naturalnym" niż stanowionym. Są oczywiście kultury gdzie pojęcie własności prywatnej jest w ogóle nie znane można się zastanawiać, czy nie jest to etycznie słuszniejsze, jednak w naszym kraju jest jednak inaczej i ja też tego nie kwestionuję.
Po trzecie wreszcie przyjmuję pewien dogmat o tym, iż nie ma prawdy absolutnej i każdy może mieć swoje poglądy na daną sprawę, choć mogą one wydawać się mi ohydne czy absurdalne. Zasady panujące w społeczeństwie powinny móc być stosowane przez wyznawców wszystkich możliwych w danej kulturze ideologii. Chciałem zauważyć, że nie stoi to w sprzeczności z "drugą zasadą", gdyż pewne "prawa naturalne" od razu eliminują ex definitione poglądy dopuszczające np. dowolność w zabijaniu ludzi i takich poglądów ja już w ogóle nie biorę pod uwagę stosując zasadę tolerancji. "Prawa naturalne" nie są ustanowione raz na zawsze i obowiązują tylko i wyłącznie w danym kręgu kulturowym, niemniej należy je brać pod uwagę.

Tak więc, przyjmując trzy powyższe założenia za rzecz nie podlegającą dyskusji, na ich podstawie opieram swoje poglądy dotyczące sytuacji, w których można łamać prawo. Przez prawo rozumiem tutaj nie tylko zasady zapisane w kodeksach i ustawach, ale również nasz wewnętrzny kodeks moralny oparty o wyznawane przez nas poglądy. Na przykład dla mnie taką wewnętrzną zasadą jest zrównanie ludzi i zwierząt i uznanie, że wszystkie istoty czujące mają takie samo prawo do unikania cierpienia nie jest jednak częścią żadnej polskiej ustawy. Przez łamanie rozumiem tutaj świadome i celowe postąpienie wbrew zaakceptowanym regułom (a żyjąc w państwie demokratycznym niejako automatycznie akceptujemy obowiązujące w danym kraju prawodawstwo), a nie np. sytuacje np. zagrożenia naszego życia, kiedy to nie liczy się już nic poza zwierzęcym instynktem ratowania siebie.
Otóż, moim skromnym zdaniem, jeżeli jakaś obowiązująca nas reguła (nakaz lub zakaz) jest w myśl naszych własnych poglądów niesprawiedliwa, mamy wtedy prawo ją złamać pod warunkiem przyjęcia na siebie wszystkich związanych z tym konsekwencji. Przyjęcie konsekwencji nie musi od razu oznaczać natychmiastowego oddania się w ręce wymiaru sprawiedliwości, natomiast niedopuszczalny jest fakt wypierania się swojego działania. Złamanie prawa może dotyczyć tylko i wyłącznie tej reguły, którą uważamy za niesprawiedliwą nie żadnej innej. Złamanie jakiejkolwiek reguły oznacza automatycznie przyznanie przez nas wszystkim innym ludziom moralnego prawa do łamania tej właśnie reguły w myśl ich poglądów, niekoniecznie zgodnych z naszymi. Fakt łamania przez innych ludzi jakiegoś prawa, nie daje nam legitymacji do łamania tego samego lub innego prawa.
Wyjaśnię to może na przykładach. W społeczeństwie, gdzie obowiązuje niewolnictwo będąc na przykład urzędnikiem wydającym zezwolenia na posiadanie niewolników, jeśli nasze wewnętrzne przekonania moralne uznają samo niewolnictwo za ohydne, mamy prawo złośliwie nie wydawać takich zezwoleń starającym się o nie plantatorom. Nie możemy jednak indagowani - wypierać się naszych intencji wymyślając jakieś fikcyjne powody dla których zezwolenia nie wydaliśmy. Nie możemy również w ramach protestu przeciwko niewolnictwu, zablokować drogi dojazdowej do plantacji (bo przepisu zakazującego blokowania dróg nie uznajemy za ohydny). Robiąc to jednak, musimy również przyznać prawo blokowania drogi każdej innej grupie chcącej w ten sposób zamanifestować swoje poglądy np. plantatorom żądającym zniesienia zezwoleń na posiadanie niewolników. Również fakt łamania prawa przez plantatorów poprzez np. niezgodne z prawem znęcanie się nad niewolnikami nie może stanowić dla nas legitymacji do złamania innego prawa (np. włamania na plantację i uwolnienia niewolników).
Inny przykład, bardziej z życia. W przypadku np. budowy wysypiska śmieci na terenie parku krajobrazowego, co jest niezgodne z prawem, nie możemy sami łamać prawa poprzez np. blokowanie drogi, usprawiedliwiając to faktem, iż druga strona też łamie prawo (inne). (To znaczy oczywiście możemy to robić jeśli tylko mamy taką ochotę pamiętając o tym, iż grożą za to odpowiednie kary. Nie możemy więc protestować później przeciwko takim właśnie karom.). W przypadku np. gdy budowa jakiejś inwestycji szkodliwej dla środowiska została w myśl prawa uznana za legalną, jeśli uważamy to właśnie prawo za niesprawiedliwe, możemy je łamać uniemożliwiając taką budowę ale tylko poprzez działania niesprzeczne z innym prawem. Czyli możemy np. nie chcieć opuścić terenu budowy, ale nie możemy niszczyć sprzętu budowlanego.
W ogóle uważam że zasada "non-violence" powinna dotyczyć także samoobrony. A więc nie możemy się bronić nawet przed wyraźnym atakiem (np. służb porządkowych) inaczej niż poprzez bierny opór. Nie możemy np. oddawać ciosów, możemy je jedynie blokować.

Oczywiście te wszystkie powyższe poglądy są jedynie moje własne. Każdy może chcieć postępować według innych reguł ale wtedy ja będę przeciwny takim działaniom, będę je krytykował albo starał się do nich nie dopuścić (jeśli będę miał na to wpływ).
Niniejszy tekst chciałbym zadedykować niektórym uczestnikom protestu w Pradze. Ale nie tym, którzy jak kilkoro osób z naszego Ośrodka pojechali tam, aby w pokojowy, demokratyczny sposób zaprotestować przeciwko idei, której się sprzeciwiają (czyli globalizacji) co jak najbardziej popieram, tylko tym, którzy demolowali banki i bary pewnej amerykańskiej sieci, rzucali w policję kamieniami i butelkami z benzyną, a zwłaszcza jednemu panu opisanemu w reportażu "Gazety Wyborczej", który zawzięcie niszczył wyposażenie sklepów i banków, a w momencie przyjazdu policji spokojnie wyciągał legitymację dziennikarską.
Uważam, że tego typu mentalność jest największym zagrożeniem dla każdej idei. Ten sposób myślenia będę starał się eliminować ze swojego otoczenia, również ze "Źródeł" jeśli tylko będę miał na to wpływ.

Xpert

Uprzedzając jakieś polemiki chciałem powiedzieć, że w kwestii globalizacji zgadzam się z poglądami Jana Krzysztofa Bieleckiego.