O ludziach i rowerach


Z przymrużeniem oka wspomnienia z Holandii

Czym jest rower? Wygodą? Gwarancją możliwości przemieszczania się? Symbolem statusu społecznego? Niezbędnym narzędziem w pracy i wypoczynku? Z powyższych trzy pierwsze stają się z dnia na dzień coraz mniej aktualne. Trudno mówić o wygodzie przemieszczania się tkwiąc w coraz to dłuższych korkach na ścieżkach. Jeszcze trudniej mówić o swobodzie, szukając przez kwadrans miejsca do zaparkowania. Posiadanie roweru coraz mniej także wyróżnia, ponieważ niedługo wszyscy będą mieć rower, a przynajmniej taki mają zamiar, co ułatwi im stale rozwijający się system sprzedaży, promocji, konkursów i innych patentów na uszczęśliwianie ludzi poprzez zamienianie ich w rowerzystów. Pomimo wszystkiego co wciskają nam spece od reklamy powiązani z lobby rowerowym, rower nie jest lekiem na zło tego świata i nie da nam poczucia szczęścia.
Przyjrzyjmy się rowerowi z bliska. Aby ruszyć musimy kupić rower i potrafić się nim poruszać, co w obecnych warunkach nie jest łatwe. Aby się przemieszczać potrzebujemy dużo energii, a jedzenie z dnia na dzień staje się coraz droższe. Potrzebujemy także ścieżek rowerowych, na których jest wciąż tłoczniej i tłoczniej. Oczywiście budowane są nowe drogi rowerowe, ale rowerów przybywa w tak zastraszającym tempie, że wciąż tworzą się korki. To najbardziej oczywiste przykłady ograniczania naszej swobody przez rower. Nie zapominajmy jednak o "drobiazgach": ubezpieczenie, opłata za komórkę na rower, nieustanne naprawy, stłuczki, wieczny strach przed złodziejami i wandalami. Koszty materialne i psychiczne posiadania roweru można mnożyć, lista jego zalet coraz bardziej się kurczy. Mało kto zastanawia się nad wszystkimi osobistymi kosztami bycia rowerzystą. Prawie nikt nie myśli o obciążeniach jakie niesie masowa cyklizacja dla nas jako podatników i społeczeństwa. Ciągła modernizacja ścieżek rowerowych i nakłady na nowe, zwalczanie chorób (np. zwyrodnienia stawów kolanowych), leczenie urazów powypadkowych, złomowanie i składowanie szczątków rowerów, a także środowiskowe koszty produkcji.
Chyba każdy z rolkarzy spotkał się nie raz z dyskryminacją ze strony użytkowników rowerów. W miastach, gdzie nie ma wydzielonych pasów ruchu dla rolek, rolkowcy spychani są przez rowery do brzegu ścieżki lub na chodnik, gdzie znowu utrudniają poruszanie się pieszym. Wyznawcy rowerowego kultu chcą zagarnąć każdy skrawek miejskiej przestrzeni, zastawiają swoimi pojazdami chodniki, mosty, przyjścia. Rolkarz jadący poboczem ścieżki jest dla nich wrogiem, walka nie jest równa: samotny rolkarz wśród tysięcy terkoczących i dzwoniących stalowych konstrukcji.
W świecie cywilizowanym coraz modniejsze staje się nieposiadanie roweru, gdyż dzisiaj ono właśnie jest symbolem prawdziwej swobody i niezależności. Wydawać by się mogło niewiarygodne, ale chyba widzą Państwo, jak bardzo jesteśmy zniewoleni przez rower.

Gosia

Wszelkie podobieństwa do artykułów z I-go numeru "Aktywności obywatelskiej" są zamierzone i nieprzypadkowe :-)


Miasta dla ludzi, nie dla rowerów

Czytając powyższy tekst, może zdziwiliście się, albo wręcz postukaliście w głowę. Tymczasem ja, po kilku miesiącach mieszkania w Amsterdamie, chciałbym z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że mieszkając w "mieście rowerów" można bardzo szybko tego środka lokomocji znienawidzić. Rowery w Amsterdamie są równie uciążliwe jak samochody w Łodzi. Wciskają się wszędzie, dzwonią, nie dają szans pieszym, nieodpowiedzialni właściciele rowerów parkują swoje pojazdy na chodnikach czy przy wejściach do budynków nie dając ludziom "niezrowerowanym" żadnych szans. To nie są żarty, jest to święta prawda. W mieście tworzą się prawdziwe korki rowerowe, a ludzie, "których Bóg nie ma dwóch kół" ze strachem przeciskają się wąskim chodniczkiem między tramwajowym torowiskiem a ścieżką rowerową. Amsterdamscy cykliści ignorują czerwone światła oraz znaki informujące że dana ulica jest tylko dla pieszych. W tej sytuacji czytając powyższy tekst Gosi naprawdę nie widziałem w nim nic śmiesznego. Raczej tragicznego. Pokazuje to bowiem, że to po prostu ludzie są głupi i nieodpowiedzialni, a rodzaj pojazdu jakim się poruszają nie ma absolutnie związku z poziomem ich głupoty i nieodpowiedzialności. Tyle tylko że samochód rzeczywiście zajmuje o wiele więcej miejsca niż rower i mimo nowoczesnych katalizatorów w jakie wszystkie pojazdy silnikowe w Holandii są oczywiście wyposażone nadal zanieczyszcza atmosferę trochę więcej niż rowerzysta, który najadł się grochu. Na tym jednak zalety roweru się kończą. Cała reszta to dokładnie ta sama historia, tylko odrobinę "przesunięta w fazie".

Xpert