Opinie


Mielizny Ekologii

Często słyszę i czytam o głębokiej ekologii", o jej wyższości nad tak zwaną ekologią płytką", ekologią strachu". Niektórym argumentom zwolenników głębokiej ekologii nie sposób przyznać racji, pytanie tylko z jakim rodzajem płytkiej" ekologii porównywana jest ekologia głęboka (EG)? Nigdy nie uważałem się za zwolennika EG. Ten kierunek filozoficzny opiera się na kilku dogmatach, których przyjąć nie mogę przede wszystkim tego o wartości przyrody samej w sobie", gdyż z góry odrzucam możliwość istnienia jakiejkolwiek wartości samej w sobie". Każdemu zjawisku możemy przypisywać pewną wartość tylko o ile jest ono cenne (dobre, pożyteczne) dla kogoś lub czegoś. Zakładanie, iż coś może mieć wartość samą w sobie nie pozostawia żadnego pola do dyskusji z przeciwnikami takiej idei. Równie dobrze można zakładać, iż np. rozwój motoryzacji jest wartością samą w sobie.
Dla mnie osobiście przyroda ma wartość o tyle, iż jest niezbędna dla życia ludzi na naszej planecie. Nawet gdybyśmy nauczyli się np. wytwarzać syntetyczną żywność i produkować tlen z wody metodą elektrolizy, wciąż istnienie roślin, zwierząt oraz przyrody nieożywionej niezbędne jest dla zdrowia psychicznego ludzi, przyroda jest też wartością kulturową. Przyroda jest cenna, gdyż raz zniszczonej przyrody człowiek nie potrafi odtworzyć w tym samym kształcie. Niezwykle skomplikowane, niezbadane jeszcze przez człowieka powiązania ekologiczne nakazują daleko posuniętą ostrożność w przypadku każdej ingerencji w środowisko naturalne. Dlatego należy podejmować wszelkie wysiłki, żeby przyrodę chronić, i to chronić skutecznie, za pomocą działań które rzeczywiście są w stanie poprawić stan środowiska.
Wydaje mi się, że mimo pewnych różnic ideowych wciąż mój światopogląd wiele ma wspólnego z EG. A jednak nie uważałem się nigdy i nie uważam za głębokiego ekologa nie tylko na płaszczyźnie ideowej, ale również praktycznej (otóż uważam wszelkiego rodzaju rytuały będące w praktyce ważną częścią EG za całkowitą stratę czasu). Dlatego stosując nomenklaturę autorów filozoficznych podwalin EG jestem ekologiem płytkim".
Pogodziłem się z tym (mimo zdecydowanie pejoratywnego w tym kontekście wydźwięku słowa płytki") i też zdając sobie sprawę, iż nie jestem w stanie prowadzić produktywnej dyskusji z osobami zakładającymi pewne dogmaty, których podważaćnie można (to znaczy nie podlegają one dyskusji), nie próbowałem nigdy specjalnie polemizować z przedstawicielami EG, zwłaszcza iż rzeczywiście w wielu przypadkach nasze metody działania były zbieżne.
Obserwując jednak różnego rodzaju organizacje ekologiczne w Polsce oraz prowadzoną przez nie działalność, zastanawiam się jak nazwać uskutecznianą przez nie ekologię, jeśli to właśnie ja jestem tym płytkim ekologiem. Abstrahując już od słownikowej definicji ekologii" (czyli nauki badającej zależności w ekosystemie), a więc używając tego słowa w potocznym znaczeniu, oznaczającym po prostu ochronę środowiska (a więc działania, których wynikiem jest poprawa stanu środowiska), nie jestem w stanie zakwalifikować do żadnej ze znanych mi rodzajów ekologii działań (nazywanych też szumnie edukacją ekologiczną") w rodzaju sprzątania świata, monitoringu czystości wód czy oznaczania czystości powietrza za pomocą rozpoznawania występujących na danym terenie porostów.
Zwykle jestem w stanie wczuć się w sposób myślenia innych ludzi, nawet moich antagonistów. Rozumiem (co nie znaczy, że popieram) dlaczego ktoś może domagać się budowy autostrady czy zapory na rzece, albo dlaczego dla kogoś ważniejsze jest zbudowanie w danym miejscu hipermarketu niż istnienia rezerwatu przyrody. Niestety, nie mogę zrozumieć dlaczego mierzenie stanu zanieczyszczenia wody za pomocą różnych skomplikowanych odczynników chemicznych miałoby poprawić stan czystości tej wody.
Oczywiście, umiejętność sprawdzenia jak bardzo zanieczyszczona jest woda i jakiego rodzaju zanieczyszczeniami, jest niewątpliwie bardzo cenna. Być może nawet celowe jest nauczanie tego młodzieży szkolnej gdyby umiejętność taka była powszechna, każdy sam mógłby sprawdzić jak bardzo zanieczyszczony jest przepływający w pobliżu strumień. Można również np. przygotować na podstawie tak zebranych informacji specjalną tablicę informacyjną (rozwija to zdolności plastyczne), zrobić dokumentację fotograficzną, poza tym częste przebywanie w lesie dobrze wpływa na rozwój młodzieży. Tylko co to wszystko ma wspólnego z ochroną środowiska? Jakąż to korzyść odniesie środowisko z tego, iż grupa młodzieży zbada zawartość azotanów w wodzie? Czy wlewanie do probówek różnych odczynników spowoduje, iż dzieci będą lepiej chronić przyrodę? Czy w codziennym życiu zaczną używać przedmiotów mniej szkodliwych dla środowiska? Być może, jeśli przy okazji monitoringu wody nauczyciel w odpowiedni sposób je do tego przekona ale równie dobrze i o wiele mniejszym kosztem mógłby to zrobić bez żadnego monitoringu. Niestety, z codziennej praktyki naszego stowarzyszenia widać, iż młodzież biorąca udział w akcjach różnego rodzaju sprzątania świata, monitoringu czystości wód czy zbiórki aluminiowych puszek nie została nigdy przez nikogo instruowana jak żyć, żeby wyrządzać mniejszą szkodę przyrodzie. A zasady te są przecież dość proste i wystarczy kilka godzin zajęć warsztatowych, żeby młodzież zrozumiała, iż rzecz nie w tym, żeby zużytą aluminiową puszkę wrzucić do pudła z napisem Recal", tylko żeby w ogóle produktów w takich opakowaniach nie kupować; że rzecz nie w tym jakim odczynnikiem zbadać czystość rzeki, tylko żeby umiejętnie oszczędzać wodę choćby w domu; że to nie dzieci co roku mają wyzbierać wszystkie odpadki z naszych lasów, tylko żeby takich śmieci w ogóle nie produkować i unikać kupowania produktów np. w plastikowych opakowaniach. Są to rzeczy podstawowe, ale okazuje się, że młodzież biorąca udział w specjalnych programach edukacji ekologicznej nie ma o nich w ogóle pojęcia, nikt im tego nigdy nie mówił za to doskonale znają definicje sozologii czy łańcucha troficznego. A przecież to nie są rzeczy kontrowersyjne i wszyscy zgadzamy się z tym, że środowisko należy chronić.
Jeśli więc według zwolenników EG jestem przedstawicielem tego samego nurtu ekologii strachu" co autorzy wyżej wymienionych programów edukacji ekologicznej, tylko dlatego, iż dla mnie przyroda nie jest jednak wartością samą w sobie, a obecny rozwój cywilizacji nie jest jednak największym błędem ludzkości (a być może jest nawet jednym z lepszych jej osiągnięć) to ja jednak muszę tu stanowczo zaprotestować. Jeśli ja jestem płytkim ekologiem, to monitoring wód jest tej ekologii straszliwą mielizną, ba wręcz wyspą w morzu ekologii. I to, że nie wierzę w fakt, iż słuchając w środku lasu wycia wilka albo bębniąc w bęben z cielęcej skóry przybliżam się do Matki Ziemi, nie czyni mnie jeszcze zwolennikiem zielonych autostrad", ekologicznej benzyny" czy ekologicznych proszków do prania". Nie znaczy to, że trafiają do mnie argumenty typu Olimpiada w Tatrach przyczyni się do ratowania środowiska poprzez większe nakłady na proekologiczne inwestycje w rodzaju oczyszczalni ścieków i kotłowni olejowych".
Tak więc wnoszę o wyodrębnienie w ekologii trzeciej drogi" dla osób, dla których wprawdzie dzika przyroda nie jest wartością samą w sobie", które niekoniecznie podpisałyby się pod hasłem ani kroku dalej w niszczeniu przyrody", czy dla których dość śmiesznie brzmią hasła o wojnie ludzi przeciw Ziemi" ale którzy ze wszystkich sił starają się, żeby przyrodę chronić i robić wszystko co możliwe, żeby jak najwięcej z niej ocalić dla przyszłych pokoleń, nie za wszelką cenę co prawda, ale metodami, które rzeczywiście są w stanie wpłynąć na stan środowiska przede wszystkim przez edukację, czyli takie działania, które spowodują, iż ludzie naprawdę zrozumieją sens i celowość ochrony przyrody, bez odwoływania się do dogmatów.
Bo nie ma znaku równości między mną a organizatorami sprzątania świata. Jak widać poziomy płytkości ekologii mogą być bardzo różne.

Krzysztof Wychowałek


Mielizny Ekologii
przyczynek drugi

Ledwo zdążyłem napisać tekst pt. Mielizny ekologii", a już życie dopisało praktyczny komentarz do moich teoretycznych rozważań. Otóż miałem okazję brać udział w spotkaniu? konferencji? szkoleniu? pod nazwą Czysta Wisła i rzeki Przymorza" organizowanym przez Fundację Centrum Edukacji Ekologicznej Wsi z Krosna. Idea spotkania była bardzo szczytna i w skrócie polegała na tym, iż wybrani uczniowie wybranych klas ekologicznych (a więc elita elit!) biorących udział w programie Czysta Wisła" (i nie tylko, jako że dużo było osób z Rzeszowszczyzny, gdzie jak wiadomo Wisła nie płynie) zjechali na kilka dni do Spały (to już słynne dla ekologów okolice) gdzie poddawani byli zintensyfikowanej edukacji ekologicznej. Samej organizacji spotkania nie mam nic do zarzucenia, natomiast poziom świadomości ekologicznej biorących w nim udział uczniów wołał o pomstę do nieba.
Miałem okazję zaobserwować na przykład taką sytuację: kilkanaście licealistek siedzi sobie w koło podczas prowadzonych przez Gosię warsztatów. Pada pytanie - czym spowodowanejest zanieczyszczenie powietrza. Jedna przez drugą padają odpowiedzi w rodzaju spalanie całkowite i niecałkowite węgla" i inne terminy, których niestety nie byłem w stanie nawet wymówić, nie wspominając o zapamiętaniu.* Niestety, cisza jak makiem zasiał zapadała po pytaniu a jak my możemy wpłynąć na to, żeby powietrze było czystsze" albo co można zrobić żeby oszczędzać wodę". Przypominam, że były to dzieci z klas realizujących program ekologiczny! Świadczyły o tym bowiem liczne przygotowane przez uczestników plakaty-prezentacje. A więc wszystkie te grupy z zamiłowaniem fotografowały się na tle wysypisk śmieci z hasłem Sprzątanie świata rady na odpady" tudzież w szkolnym laboratorium, gdzie przelewano z pustego w próżne, to znaczy badano stopień zanieczyszczenia wody. Wielki kolorowy plakat pozwalał każdemu zainteresowanemu zapoznać się z przekrojem poprzecznym przez plechę porostu (jak wiadomo, ta wiedza jest niezbędna każdemu ekologowi). W pierwszym ćwiczeniu dla każdej grupy, które pozwala ustalić stan świadomości ekologicznej uczniów, okazywało się, że dla uczestników warsztatów synonimem ochrony środowiska" była właśnie bioindykacja oraz akcje sprzątania. Gosia, która z niejedną klasą warsztaty już prowadziła, określiła poziom świadomości ekologicznej tych dzieciaków na zero albo gorzej".
W świetle mojego poprzedniego tekstu nie będę komentował całej tej sytuacji niech każdy sam wyciągnie wnioski i zastanowi się na jakąż to ekologiczną" edukację wydawane są nasze pieniądze oraz niech nie dziwi się, że wszelkie głęboko-ekologiczne działania są źle odbierane przez społeczeństwo, skoro nawet te najpłytsze z płytkich, czyli np. zakręcanie wody podczas mycia zębów, są ze zdziwieniem przyjmowane przez zajmujących się bioindykacją powietrza młodych ekologów".
*) przy okazji dowiedziałem się skąd, zdaniem dzieci, bierze się energia elektryczna. Otóż: "z ciepła". Niewiarygodne, ale dzieci były zaskoczone, że prąd uzyskujemy przez spalanie (nie wiem czy "całkowite" czy "niecałkowite") węgla.

Krzysztof Wychowałek