Różności


Jak zostałem myśliwym
z cyklu: "Nowości w naszych lasach"

Zapraszam na organizowane przez Stowarzyszenie Obrońców Przyrody* w spalskich lasach polowanie. Dlaczego postępujemy w ten sposób? Oto odpowiedź - polskie lasy pełne sa zwierząt, które nie występowały tu nigdy naturalnie, a zostały sprowadzone przez człowieka. Ponieważ takie gatunki (np. daniele) uważa się za modne, wartościowe gospodarczo (myślistwo), dlatego innym zwierzętom odmawia się tych cech nadając im miano leśnych szkodników (np. zające). Informacje o takim stanie rzeczy potwierdzają znane autorytety przyrodniczo-łowiecki jak np. doc. Bobek* czy Jan Kowalski z Polskiego Związku Łowieckiego. Proszę więc nie zarzucać nam, że przed polowaniem nie sprawdziliśmy z pewnych źródeł jak sytuacja wygląda.
Takich przykładów jest bardzo wiele. Należy się zastanowić, czy bronić każdego życia za wszelką cenę. Pewnego dnia może się okazać, że dzika naturalna Przyroda przestała być naturalna i dzika za sprawą wprowadzania nowych gatunków.
Były też głosy osób przeciwnych naszemu polowaniu, nazwały zabijanie zwierząt "oburzającym". A przecież pijąc choćby mleko jesteśmy odpowiedzialni za śmierć cielaków, których życie należało poświęcić dla zapewnienia krowie odpowiedniej "mleczności". Czemu więc nasze stowarzyszenie nie prowadzi krucjaty przeciwko 99% polskich rolników, którzy hodują krowy? Czyżby nikomu ten stan rzeczy nie przeszkadzał?
Czy było to działanie indywidualne, czy całego Stowarzyszenia Obrońców Przyrody? Otóż oczywiście było to działanie indywidualne. Myśliwi nie nieśli ze sobą sztandaru stowarzyszenia ani nie śpiewali w trakcie polowania oficjalnej pieśni stowarzyszenia pt. "Zwierzę nie jest rzeczą".
Wszelkim przeciwnikom polowania chciałbym wyjaśnić, że nasze stowarzyszenie już dawno odrzuciło opartą na dziełach Schweitzera etykę, którą można krótko opisać jako "szacunek dla wszystkich istot" czy "ochranianie każdego życia". Dla nas liczy się tylko Dzika Przyroda, a każdą inną zniszczymy, gdyż obcując z dziką przyrodą sami staliśmy się już na tyle dzicy, by nie liczyć się ze zdaniem innych ludzi.

Xpert

*) wszelkie nazwy i nazwiska są fikyjne, również jakiekolwiek podobieństwo do realnych wydarzeń i postaci może być jedynie przypadkowe


Wampiryzm energetyczny

Jednym z największych niebezpieczeństw dla ruchu ekologicznego nie są zachodnie korporacje ani brak finansów. Niebezpieczeństwo czai się wewnątrz ruchu i określane jest mianem "wampiryzmu energetycznego". Na czym polega to zjawisko?
Jeśli kontaktujesz się systematycznie z innymi ekologami podczas cyklicznych spotkań jakiegoś stowarzyszenia i jeśli zawsze po spotkaniu czujesz się przygnębiony lub posiadasz uszczuplone zasoby pozytywnej energii, to znaczy, że ktoś w Twojej grupie jest wampirem energetycznym. Wykrycie takiego wampira jest sprawą bardzo trudną. Wbrew pozorom może to być osoba pełna życia, pomysłów i zapału do pracy. Często też może to być osoba zewnętrznie miła i sympatyczna. A jednak...
Wampir to nie jest człowiek, który świadomie pozbawia innych energii życiowej. Zazwyczaj nawet nie zdaje sobie sprawy ze swojego negatywnego oddziaływania. Jest to osoba dobrze pasująca do przysłowia: Dziurki nie zrobi, ale krew wypije". Tak więc przychodząc na spotkanie wampir wnosi pozornie świeże pomysły i nowe idee. A jednak spotkanie wydaje Ci się chaotyczne (chociaż uporządkowane), nic nie wnoszące (chociaż było dużo pomysłów i postanowień), a ty czujesz się wyczerpany, nie widzisz sensu dalszych działań, czujesz, że to był czas zmarnowany.
Najgorsze jest to, że często nie zdajesz sobie sprawy z przyczyny Twojej apatii i przygnębienia. Podczas racjonalnej analizy wszystko wydaje się być w najlepszym porządku. Szukając winowajcy takiego stanu możesz niesłusznie wytypować samego sobie (chyba się do tego nie nadaję) lub oskarżyć o to wszystko wegetarianizm (wśród innych ludzi można milej spędzić czas). I nawet nie podejrzewasz, że całe to przygnębienie może minąć, gdy tylko przestaniesz kontaktować się z wampirem energetycznym. (Wampirem może także być instytucja, grupy ludzi, rodzaj pracy, itp.).
Zerwanie kontaktów nie musi oczywiście oznaczać odejścia kogoś z ruchu ekologicznego. Można po prostu zacząć działać osobno. I, o dziwo, okazuje się, iż można wtedy o wiele więcej zrobić niż działając razem. Nie próbuj zmieniać osobowości wampira ani go w tych kwestiach uświadamiać to nic nie pomoże i nic nie zmieni! Jedyne wyjście to odejść. I to jest właśnie jedna z przyczyn, dla której warto w ruchu ekologicznym robić podziały, a nie zjednoczenia i integracje. No chyba, że grupa ludzi dobrze się ze sobą czuje, ma podobne wartości i preferuje podobne metody działań. Wtedy funkcjonowanie dwóch osobnych grup nie ma sensu, lepiej się połączyć. Jeśli jednak natkniesz się na wampira, nie wahaj się!

Robert Surma


Ale cyrk!!!

Na początek kilka faktów: cyrk Korona z tresurą zwierząt, wielu znanych aktorów bezpośrednio biorących udział w tresurze na scenie, ludzie sztuki i polityki na widowni, dochód ze sprzedaży biletów dla potrzebujących dzieci. Protestować czy nie protestować...? Oczywiście że protestować!
Wielokrotnie bywało że pod szumnymi i dumnymi hasłami przemycano działania wątpliwej natury moralnej. Ta od wieków znana metoda mydlenia oczu i uspokajania sumień tym razem miała miejsce w ramach kolejnej już edycji akcji charytatywnej ARTYŚCI DZIECIOM (11/12/99) nad którą artystyczny patronat sprawował Cyrk "KORONA". Na występach z udziałem zwierząt było obecnych wiele ważnych osobistości (m. in. premier i wicepremier RP, aktorzy, politycy i tzw. śmietanka towarzyska stolicy). Najistotniejszym elementem tej imprezy i czymś co przyciąga widzów jest fakt iż znani polscy aktorzy występują na scenie cyrkowej w charakterze treserów(!). Bardzo dobrze zostało to opisane w Gazecie Wyborczej z 13.12.99 r. Jako organizatorzy antycyrkowej pikiety (FZ, FWZ, Krąg Przyjaciół Ziemi), mając za nic ludzkie opinie i poprawność polityczną, postanowiliśmy trochę pokrzyczeć, wprowadzić zamęt i lekką przynajmniej dysharmonię w całą ceremonię a przede wszystkim obnażyć prawdę o cyrkowej rzeczywistości czyli koszmarze jaki przeżywają zwierzęta. Nie bez znaczenia był fakt dużego medialnego oddziaływania imprezy.
Z braku czasu, przygotowaliśmy jedynie oświadczenie dla mediów w którym jasno określiliśmy cel antytreserskiej pikiety, podkreślając że nic nie mamy przeciwko akcjom charytatywnym itp. Stajemy natomiast w obronie praw zwierząt skazanych na cierpienia dla zaspokojenia ludzkich niskich namiętności jaką jest dostarczanie uciechy. Wskazaliśmy również na alternatywne cyrki występujące bez zwierząt. Poza tym wystosowaliśmy list otwarty do Fundacji Frank-Niemczyckiej - organizatora akcji "Artyści dzieciom".
Na miejscu akcji było tak jak to zwykle bywa na antytreserskich pikietach. Zauważyliśmy jednak znacznie bardziej nerwowe ruch policji, która "poprosiła" nas o przesunięcie się, nie wiadomo po co, o parę metrów w prawo lub w lewo. Początkowo w ogóle chciano zabronić nam trzymania transparentów a nawet wolności demonstrowania naszych poglądów (i co na to tzw. Ustawa Zasadnicza gwarantująca wolność wypowiedzi). Nie dając się zapędzić w kozi róg twardo staliśmy na stanowisku iż pomimo całej otoczki i blichtru imprezy możemy i chcemy bronić praw zwierząt. Ochrona cyrku naradzała się z policją co robić a my tymczasem rozdawaliśmy chętnie brane ulotki. Komentarze zazwyczaj były przychylne naszemu stanowisku, jedynie pewna pani z pieskiem stwierdziła że zwierzęta z pewnością chcą występować na tak szczytnej imprezie. Skomentowanie tej śmiałej tezy pozostawiam czytelnikom. Przedstawicieli prasy i radia nie było co prawda tak dużo jak się tego spodziewaliśmy lecz parę wywiadów udało nam się udzielić (m. in. Radio Zet, Plus, Trójka). Na zakończenie nastąpiły "miłe" rozmowy z policjantami, wymiana numerów służbowych i danych z dowodów osobistych. Pomimo że pikieta przebiegała spokojnie i nie zakłóciliśmy w żaden drastyczny sposób przebiegu imprezy "Korony", zostaliśmy wylegitymowani i spisani. Chciałbym podkreślić iż policja próbował zabronić nam pikietowania (padł stwierdzenie iż akurat teraz nie należy tego robić). Nie podano również o jakie przestępstwo lub wykroczenie jesteśmy podejrzani. Cóż w sumie nic nadzwyczajnego. Widocznie byliśmy komuś niewygodni i psuliśmy odświętny nastrój.
Zastanawiająca była postawa przedstawicieli oficjalnie zaproszonych mediów (przez organizatorów akcji Artyści Dzieciom). Dano nam do zrozumienia że nie jest możliwe zrobienie jakiegokolwiek materiału ukazującego pikietę, ponieważ..., no właśnie można się domyśleć dlaczego. Jawnie spotkaliśmy się z objawami blokady informacyjnej.
Na zakończenie pokusiłbym się o parę ogólniejszych refleksji w temacie kwalifikacji moralnej imprez o charakterze charytatywnym, w których wykorzystywane są zwierzęta. Cel jest szczytny i ma pozytywną, wysoką ocenę moralną (niesienie pomocy potrzebującym dzieciom). Środkiem do osiągnięcia tego celu mogą być występy artystyczne. W tym wypadku były to występy ze zwierzętami, które generalnie rzecz ujmując są wykorzystywane do dostarczania rozrywki i robienia w ten sposób pieniędzy. Nie znamy zdania zwierząt czy życzą sobie one czy nie takiego stanu rzeczy, lecz możemy powiedzieć że są one przymuszane przez tresurę do czynienia aktów niezgodnych z ich naturą. Dochodzimy zatem do negatywnej kwalifikacji moralnej drugiej przesłanki (wykorzystywanie żywych istot dla jedynie dla dostarczania rozrywki i robienia w ten sposób biznesu jest przykładem przedmiotowego traktowania tychże istot). Uprzedmiotowienie zwierząt stoi w sprzeczności z zasadą etyczną "Zwierzę nie jest rzeczą", funkcjonującą nie tylko na terenie współczesnych systemów etyki środowiskowej1, lecz również dającą się wyprowadzić z klasycznych systemów filozoficznych takich jak tomizm2. Na podstawie tej przesłanki możemy dojść do negatywnej kwalifikacji moralnej imprez o charakterze charytatywnym, w czasie której wykorzystuje się żywe istoty, bez ich zgody lub w sposób sprzeczny z ich naturą3.
Czy człowiek zmieni swoje odniesienie do zwierząt, oparte obecnie na aroganckim humanizmie4? Na pewno trzeba apelować do sumień ludzi, którzy często nie wiedzą na czym opiera się tresura zwierząt i nie dokonują oceny moralnej cyrków prowadzących występy z udziałem zwierząt.

1. Refleksja etyczna nad środowiskiem przyrodniczym, powodowana przez destrukcyjne zachowanie ludzkości wobec ekosystemów przyrodniczych.
2. "(...) stwierdzamy iż Bóg jest obecny we wszystkich stworzeniach (...)" Etienne Gilson, Tomizm, PAX, Warszawa`98, s. 126, 153-155, 157 i następne.
3. Właściwie nie jest to tylko kwestia statusu ontologicznego człowieka czy zwierząt lecz godnego traktowania istot pozaludzkich co jest imperatywem wynikającym z faktu stworzenia świata.

Maciej Pluciński - Federacja Zielonych
03-727 WARSZAWA; al. Zieleniecka 6/8
tel/fax (0-22) 618 28 94
Czytaj Biuletyn Niecodzienny


Uwaga! Katastrofa w Bretanii

Potrzebni są ochotnicy do wyjazdy do Bretanii do Francji, aby oczyszczać ptaki z ropy, która wyciekła po rozbiciu się tankowca u wybrzeży Bretanii. Wyżywienie, nocleg, przejazd, ubrania zostaną załatwione przez organizatorów wyjazdu "Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody Salamandra". Większość kosztów wyjazdu zostanie pokryta z środków ministerstwa środowiska. Wolontariusze płacą jedynie 75 zł od osoby. Każdy wyjazd będzie trwał ok. 10 dni z przejazdem. Będzie prawdopodobnie kilka terminów wyjazdu. Najbliższy termin to początek marca.
Więcej informacji Monika Gorzelańska ODE "Źródła", tel. 6301749. Przyroda liczy na Ciebie.

Monika


Ks. Zwoliński do spowiedzi

Na rynku księgarskim ukazała się książka pt. "Rozdroża Ekologii" autorstwa prof. ks. T. Ślipko SJ oraz ks. A. Zwolińskiego, którzy zajęli się skonfrontowaniem myśli teologiczno-etycznej Kościoła Katolickiego z problemem ekologii. Książka ta z pewnością mogłaby stać się ważnym krokiem w dialogu pomiędzy Kościołem a społecznym ruchem ekologicznym w Polsce na temat przyczyn i propozycji rozwiązań współczesnego kryzysu ekologicznego, gdyby nie daleko idące uproszczenia czy wręcz pomówienia prezentowane przez ks. prof. Zwolińskiego.
A oto kilka kwiatków" z tej książki:
1. Znany filozof-teoretyk ruchu praw zwierząt prof. Peter Singer, który przed dwoma laty goszcząc w Polsce odwiedził ODE "Źródła", został przedstawiony tutaj jako terrorysta wzywający do zamachów bombowych na sklepy z naturalnymi futrami i do oblewania benzyną kobiet noszących takie futra (sic!) (str.240).
2. Twórca ruchu "głębokiej ekologii", wybitny filozof - prof. Arne Naess podawany jest jako przykład antyhumanistycznego ekologa domagającego się ograniczenia nadprodukcji dzieci w Trzecim Świecie (str.239).
3. Organizacja "Greenpeace" uznana została za grupę fanatyków którzy robią więcej szkody niż pożytku. Rozpętują histerię wokół zupełnie marginalnych spraw, pomijając te ważne, a czasem popierając "technologie zabójcze dla środowiska" (str.245). Jej działania uznano za "robione pod publiczkę", czego przykładem miały być protesty Greenpeace przeciw francuskim próbom nuklearnym u wybrzeży Nowej Zelandii. Autor nawet słowem nie wspomniał, że w wyniku akcji francuskich komandosów został zamordowany jeden z uczestników protestu.
4. W całym rozdziale o znamiennej nazwie "Ekoterroryzm" wszelkie działania związane z obywatelskim nieposłuszeństwem typu blokady, demonstracje, pikiety wrzucone zostały do wspólnego worka o nazwie terroryzm i sabotaż.
Czytając publikację ks. prof. Zwolińskiego odnoszę wrażenie, że całość jego poglądów ma służyć tezie, że ekolodzy potrzebują nawrócenia i że "nierozsądna, ekstremistyczna, antyludzka polityka ekologiczna budzi zdecydowany opór społeczny i powiększa dystans między ideami ekologii a życiem społecznym"(str.242). Jeśli więc opieranie się na niesprawdzonych faktach i krzywdzących opiniach ma być głosem w dyskusji wybitnego uczonego katolickiego to książkę tą należy potraktować jako ostrzeżenie przed kolejną falą stosów podpalanych w imię jednej słusznej idei ks. Zwolińskiego.

Ptasiek


Ruch Vegan

W rocznicowym wydaniu kwartalnika "The Vegan" 1994, No 3 możemy przeczytać o historii pierwszego na świecie stowarzyszenia wegańskiego. Oto kilka szczegółów. Założycielem "The Vegan Society" był Donald Watson i odbyło się to na początku listopada 1944 roku w "The Attic Club" w Londynie. Na tym spotkaniu stworzono także nową nazwę "vegan", która jest pochodną od "vegetarian" (trzy pierwsze i dwie ostatnie litery). Potem pojawiły się też inne propozycje na określenie diety całkowicie niezwierzęcej, takie jak "allvega", "total vegetarian", "neo-vegetarian", "dairyban", "vitan" ale na szczęście się nie przyjęły. Wiosną 1945 przyjęto uchwałę, iż weganin to osoba, która nie tylko bojkotuje mięso, ale także wszelkie wyroby pochodzenia zwierzęcego, których produkcja wiązała się z ich cierpieniem.
Zimą 1945 przyjęto w stowarzyszeniu nową zasadę: członkiem stowarzyszenia może być tylko osoba, która aktywnie wspiera stowarzyszenie finansowo (czyli "supporters" zamiast "members"). Do takich wniosków trzeba było zapewne dojść po tym jak koszty obsługi aktywistów zaczęły rosnąć wraz z ilością nowych członków. A z reguły bywa tak, że nowi członkowie czegoś "chcą" od stowarzyszenia, rzadziej coś oferują. Składkę dla aktywnych członków uchwalono na 5 funtów, wobec czego ilość uczestników spadła z 500 do 14 osób. Niestety posunięcie to było konieczne dla dalszego funkcjonowania stowarzyszenia. Ale już w 1948 ilość członków wzrosła do 50 osób.
Latem 1946 postanowiono zacząć promować buty z tworzywa sztucznego i bojkotować obuwie skórzane (!). Postanowiono także otworzyć pierwszy sklep z takim obuwiem. Wiosną 1947 wyprodukowano pierwsze mleko sojowe w proszku. Dbałość o czystość etyczną była tak wysoka, iż w 1963 roku zwrócono nawet uwagę na to, iż pojawił się nowy papier toaletowy zawierający lanolinę, który weganie powinni bojkotować.
Wbrew różnym pesymistom z ruchu fast-ecology, w wyniku prowadzonej kampanii propagującej buty bez skóry, w 1973 roku aż 50% damskich butów w angielskich sklepach nie zawierało zwierzęcej skóry. Z pewnością jest to namacalny przykład na to, iż naczelne hasło wegan "Where there's a will, there's a way!" sprawdza się w życiu, jeśli tylko bardzo się tego chce!

Robert Surma