Klub Dzikiej Przyrody


Przystanek Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich
Szkolenie Strażników Miejsc Przyrodniczo Cennych.

Jest zimny dzień, 17 grudnia. Wiatr urywa głowy. Spotykamy się (Beata i ja) na zamarzniętym przystanku z Asią, Ptaśkiem, Krzyśkiem (Chrystusem), Gosią i Bartkiem. Oblegamy tył autobusu jadącego do Dobrej. Na miejscu staramy się kilkakrotnie sforsować bramę do szkoły w której mieliśmy zostać ugoszczeni. Dobijamy się do szkoły i dobijamy się do domu dyrektora szkoły, pana Śliwkiewicza. I nic. Czekamy. W tzw. międzyczasie pojawiają się: Krzyś (Tarzan) i Marcin, którzy dotarli indywidualnymi pojazdami o pięknej nazwie rower. W końcu dociera nasz gospodarz. Mamy do dyspozycji salę i kuchnię. Zwiedzamy szopki świąteczne przygotowane przez dzieci. Rozmawiamy na tematy luźne, po czym idziemy do kuchni i ucztujemy. Krzyśki przywieźli chleb domowej roboty chwała im. Kiedy już pojedliśmy powróciliśmy do sali i zajęliśmy się swoimi rzeczami. Tarzan i ja siłowaliśmy się, to była moja sromotna porażka. Beata raczyła wszystkich mądrościami z książki feministycznej (mąż brudzi!, zajmuje miejsce!, taki pożeracz energii z minionej epoki!). Uwagi te wywoływały dużo radości, zwłaszcza u czytającej. Ptasiek próbował czytać nam o wyglądzie w działalności ekologicznej, ale te treści nie budziły już takiego dużego zainteresowania.. A potem już tylko mycie, spanie i nocne pogawędki.
Dzień drugi. Po obfitym śniadaniu wyruszamy na spotkanie z panem Andrzejewskim dyrektorem Parku. Rozmawiamy o problemach w Parku, przede wszystkim dużej presji osiedleńczej i budowie nowych dróg. Podziwiamy też miejscową przyrodę. Maleńkie torfowisko na którym do niedawna były jeszcze rosiczki, źródła bijące na zboczach, rezerwat Struga Dobieszkowska z naturalna dzika rzeką. Na koniec spotykamy szczygła. Czas się pożegnać z naszym przewodnikiem. Idziemy na herbatę do miejscowej restauracji w Dobieszkowie. Nasz wygląd, ubrania (po długiej wędrówce) nie pasują do ekskluzywnego miejsca. Popijamy herbatkę, jemy bitą śmietanę, zupę cebulową, frytki, surówki. Na koniec Marcin odpala napiwek w wysokości 20 groszy i zmieniamy lokal na nasz. Po powrocie trochę szalejemy na placu zabaw, a ci co nie posilili się w restauracji zabierają się za robienie prażoków. Znów uczta. Większość się obżera. Najbardziej przeżarty Marcin musi popchnąć prażoki waflem. Wieczorem spotykamy się z panem Śliwkiewiczem i rozmawiamy o jego działalności oświatowej, oraz o jego pracy radnego w poprzednich kadencjach. Opowiada także o historii, tradycjach i zwyczajach regionu. Jest prawdziwą skarbnicą wiedzy. Więcej takich ludzi nam potrzeba aby zmienić świat. Na końcu dowiadujemy się, że miejscowa nazwa prażoków to robić dziada". Jeszcze tylko kąpiel i spać.
Akt trzeci czyli niedziela. Po śniadaniu spotykamy się z dyrektorem szkoły i w drogę. Gosia z Bartkiem oraz ja z Beatą wracamy do Łodzi. Reszta idzie na spotkanie z nauczycielem geografii, który ma opowiadać o lodowcach i procesach górotwórczych na tych terenach, lecz niestety nie pojawia się.
Na koniec bardzo chciałbym podziękować obu Panom Dyrektorom za to, że działają w ten sposób, za ich postawę i za to, że zależy im na obronie Przyrody.

Konrad

Szkolenie w Spale*

Środa
Jedziemy pociągiem do Tomaszowa (50 km tylko w dwie godzinki) potem autobusem zatłoczonym do granic możliwości. Pasażerowie cierpliwie znoszą nasze balansowanie z plecakami, ktoś uśmiecha się życzliwie: "O, jakaś wycieczka!". Po dziesięciu minutach wysypujemy się na ciemny przystanek w Spale a autobus uwozi w siną dal jeden z naszych plecaków (w którym zostały dokumenty, klucze i pieniądze). Zaczyna padać deszcz, sypią się też łzy właścicielki zguby. Po dłuższym spacerze docieramy do siedziby Spalskiego Parku Krajobrazowego, gdzie mamy spędzić najbliższe dni. W porównaniu do standardowych warunków, jakie panują zwykle na warsztatach leśnych: "Gaja -nasz dom", tu mamy prawdziwe luksusy: łazienki, pokoje z łóżkami, kuchnia etc. Jedynie chłód nieco doskwiera. Wieczorem właściciele zgubionego plecaka idą na przystanek w nadziei na spotkanie powracającego autobusu i jeszcze większej nadziei na to, że nikt nie zaopiekował się znaleziskiem. Tryumfalne wejście z odnalezionym plecakiem zastaje nas przy kolacji i gorącej dyskusji o Unii Europejskiej.
Czwartek
Dzisiejszy dzień mamy spędzić z naszym gospodarzem Jackiem Taborem, a tematem jest planowanie przestrzenne i urbanizacja na obszarach chronionych. Rano zbieramy się sprawnie i idziemy na autobus do Inowłodza. Po drodze na moście na Pilicy słyszymy rozpaczliwe kocie wrzaski. Okazje się, że ktoś prawdopodobnie zrzucił na małą wysepkę przy przęśle malutkiego czarnego kotka, który miota się teraz i wzywa pomocy. Na wysepce rosną wierzby, których wątłe witki wyrastają ponad most, i po których Ptasiek w heroicznym czynie schodzi i ratuje kocie nieszczęście. Do odjazdu autobusu zostało kilka minut, nie ma więc czasu na zastanawianie się, co zrobić z maluchem. Ostatecznie kot jedzie z nami. Cały dzień spędzamy w Inowłodzu. Jacek pokazuje nam przykłady na ludzką pomysłowość taką jak na przykład wybudowanie domu 3 metry od wylewającej rzeki, zabetonowanie obskurnym ogrodzeniem pięknej skarpy nad rzeką, czy też radosna samowola budowlana letników. Są też przykłady bardziej pozytywne: małe, drewniane domki wkomponowane w krajobraz (pochodzące sprzed wojny). Honoru współczesnych, rozumnych rozwiązań architektonicznych broni jedna drewniana chałupka przeniesiona skądś, poskładana i otoczona malowniczym płotkiem. Kot sprawuje się wzorowo większość czasu spędza na rękach bądź biegnie za nami krok w krok. W czasie postoju je cieciorkę i usypia na rzuconej w trawie czapce.
Wieczorem przyjeżdża z Piotrkowa Rysiu Stolarski wraz z ornitologiem Marcinem. Towarzyszy im luneta, przez którą oglądamy gwiaździste niebo. Przy 60-krotnym powiększeniu widać księżyce Jowisza i pierścienie Saturna. Przy kolacji oglądamy mapę wszechświata. Ogrom przestrzeni jest tak niepojęty, że szybko przechodzimy do spraw bardziej przyziemnych. Rysiu daje prawdziwy popis zaangażowania i energii opowiadając o swoich zajęciach leśnych z maluchami. Wszyscy łącznie z kotem siedzimy jak zahipnotyzowani.
Piątek
Coraz nas więcej - przyjeżdża Zbyszek Kołucki ornitolog z Piotrkowa. Zapakowujemy się w samochody i jedziemy na tamę na Zbiorniku Sulejowskim rezerwuarze wody dla Łodzi. Rozmawiamy o problemie przegradzania rzek i o innych sprawach związanych z wodą. Odwiedzamy też byłą, nielegalną kopalnię żwiru, którą udało się zamknąć dzięki interwencji Źródeł"- taka akcja zwieńczona sukcesem bardzo podnosi morale sfrustrowanych często ekologów. Zatrzymujemy się też przy ogromnej dziurze w ziemi kopalni piasku szklarskiego w Białej Górze koło Tomaszowa. Widok to iście kosmiczny.
Wieczorem Jacek pokazuje slajdy przyrodnicze natomiast silna grupa czterech najbardziej wysportowanych osób udaje się do Olimpijskiego Ośrodka Szkolenia Kadry Narodowej, gdzie odbywa intensywny trening pływacki mający na celu podniesienie i tak już wysokiej sprawności fizycznej. Kot coraz żywszy musimy się mieć na baczności, gdyż uzbrojone w ostre pazury i zęby futro atakuje bezlitośnie i znienacka.
Sobota
Znów pakujemy się do autobusu i jedziemy parę kilometrów za Inowłódz do rezerwatu Żądłowice, gdzie czeka na nas leśnik Marek Leszczyński, który opowiada o swoich zmaganiach z codziennością. Dowiadujemy się sporo o tzw. gospodarce leśnej. Las jest cudownie piękny (głównie dzięki karkołomnym wysiłkom Marka) ale chwilami rzeczywistość skrzeczy. Oglądamy sobie na przykład ambony rozmieszczone wokół rezerwatu tuż przy ścianie lasu.
Wracamy na obiad a po południu wyruszamy do lasu obserwować owady. Naszym przewodnikiem jest entomolog Jacek Kurzawa, na co dzień muzyk. Owadów spotykamy niewiele, za to opowieści o nich są dosyć ciekawe. Listopadowe dni są krótkie, wcześnie robi się ciemno więc już około piątej wracamy do domu. Jacek odpala laptopa podłączonego do czegoś w rodzaju rzutnika i łączy się z Internetem, z którego ściąga zdjęcia przeróżnych owadzich piękności. Wywiązuje się też żarliwa dyskusja wokół celowości nabijania robaczków na szpilki przez kolekcjonerów. Szczęśliwie obywa się bez ofiar w ludziach czy owadach. Najgorsze spustoszenie sieje rozbestwiony kot Zenon. Niedziela
Urządzamy wielkie sprzątanie przykładnie dzieląc się pracą. Część grupy dokonuje ponadto czynu, o którym nie chcę pisać bo mi szkoda nerwów, a który doprowadza do poważnego konfliktu na koniec pobytu. Około południa żegnamy Jacka i gościnny dom i wyruszamy pieszo z plecakami (4 kilometry!!!) do rancza Gosi. Pada pierwszy w tym roku śnieg i jest naprawdę pięknie. Rekompensuje to w pewnym stopniu koszmar dźwigania plecaka z tysiącem rzeczy niezbędnych i koniecznych. U Gosi czeka na nas spaghetti wykonane przez gospodynię jak również jej pomocnika Xperta. Jest w dodatku tak bosko ciepło, że z prawdziwym bólem biegniemy na autobus, który się spóźnia 15 minut. Wracamy pociągiem do Łodzi. W zamieszaniu na dworcu nie zdążamy pożegnać się z Krzysiem i Zenonem, którzy jadą do Sandomierza.
Epilog
Fajnie było!!!

Asia

*Tekst ten powinien był ukazać się w poprzednim numerze "biuletynu", niestety przez miją nieuwagę się tam nie znalazł, przepraszam autorkę i czytelników. Opisany wyjazd miał miejsce w listopadzie ubiegłego roku. g.


Proces Certyfikacji Lasów w Polsce

14-15 grudnia w Ustroni odbyło się spotkanie działaczy ekologicznych oraz leśników na temat wypracowania polskich standardów certyfikacji lasów.
Co to jest certyfikacja? (cytuję za Forest Stewardship Council)
- jest to nadawanie określonej przez robocze grupy utworzone w danych państwach oceny na terenie wytypowanego fragmentu obszaru leśnego;
- jest to zapewnienie "strony trzeciej", że gospodarka leśna spełnia określone wymagania;
- proces dobrowolny;
- sterowany przez rynek.
Idea certyfikacji pojawiła się po konferencji w Rio i w październiku 1993 r. została założona w Wielkiej Brytanii Rada ds. Dobrej Gospodarki Leśnej (Forest Stewardship Council).
Obecnie na całym świecie certyfikat FSC otrzymało 30 krajów, razem 16 milionów hektarów lasów. Szwecja i Polska są potentatami jeśli chodzi o wielkość powierzchni lasów z certyfikatem. W Polsce otrzymało 2 853 013 ha (Regionalne Dyrekcje LP w Szczecinie, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Szczecinku i Wrocławiu). Istnieją zatem silne przesłanki do wypracowania krajowych standardów FSC oraz przeprowadzenia akcji informacyjnej o certyfikacji.
Czy certyfikacja jest nieuniknionym procesem? Podobno tak. Będąc na spotkaniu wszyscy wyrażali się z taką opinią. Zmniejszanie się powierzchni lasów i ich degradacja jest poważnym problemem nie tylko naszym krajowym ale i światowym. Podejmowanie dotychczasowych prób ochrony lasów przez organizacje pozarządowe nie przynosiło większych rezultatów. Certyfikacja ma temu zapobiec. Polega ona na wypracowaniu przez 3 podgrupy: ekologiczną, ekonomiczną oraz społeczną, standardów, kryteriów i wskaźników, według których np. w Polsce będzie prowadzona gospodarka leśna na terenie danej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. Dotychczas jak wspomniałam objęto certyfikacją ok. 3 mln hektarów leśnych w Polsce, wszystkie przeszły bez większych problemów, czy oznacza to więc, że w naszym kraju lasy są w tak doskonałej kondycji? Nie wydaje mi się. Chyba oznacza to, że owe standardy są za niskie dla naszych lasów i że trzeba jak najprędzej je opracować na nowo.
Na spotkaniu padło pytanie czy certyfikacja chroni rynek czy las? I odpowiedź brzmiała, że jedno i drugie tzn. pomaga w sprzedawaniu drewna (firmy drzewne coraz częściej chcą kupować drewno z lasów certyfikowanych) i jednocześnie chroni las, gdyż polityka gospodarcza lasów jest uzależniona od wypracowanych standardów. Certyfikacja musi być odnawiana raz na siedem lat, czyli że raz nadany certyfikat nie jest wiecznym i że może zostać odwołany jeśli tylko polityka gospodarcza lasu nie będzie zgodna z ustalonymi regułami.
W Ustroniu okazało się, że na obecnym etapie procesu nie jest możliwy podział Grupy Roboczej FSC na trzy podgrupy. Taki podział będzie możliwy dopiero po przedstawieniu pierwszej wersji standardów i rozpoczęciu dyskusji merytorycznych oraz ustaleniu procedur. Na obecnym etapie Grupa Robocza będzie miała kształt unii organizacji i instytucji. Wyłoniony natomiast został Komitet Przedstawicielski w składzie: Krystyna Bonenberg (klub EKOS), Ireneusz Chojnacki (WWF), Szymon Ciapała (Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot), Jerzy Parusel (Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska).
Dalsze plany związane z certyfikacją polskich lasów przewidują wybór eksperta lub zespołu przygotowującego propozycje standardów oraz spotkanie Grupy Roboczej FSC i wstępną dyskusje nad standardami.

W spotkaniu uczestniczyła i informacje spisała
Monika A. Gorzelańska


Nowości w naszych lasach*

Do wszystkich, którzy zaatakowali niszczycieli Przyrody, wychowanych na własnym łonie.
Nie mam zamiaru pisać o wszystkich szczegółach "aktu wandalizmu", którego się dopuściłem. na ten temat zostało już dużo powiedziane i napisane. Opiszę tylko kilka przypadków, kiedy interwencja "wandali" mogłaby zachować dawny wygląd polskiej Przyrody. Niestety wtedy ich nie było.
Jakiś czas temu do naszych Lasów wprowadzono Dąb czerwony (import z Ameryki), który szybciej rośnie choć ma nieco bardziej miękkie drewno. Na początku było całkiem dobrze, ale z czasem sytuacja się zmieniła. Otóż dąb czerwony ma twarde woskowate liście i brak było chętnych, którzy by się nimi żywili. Poczynając od małej siewki, a kończąc na dorosłym Drzewie ma dużo większe szanse na przeżycie niż miejscowe gatunki Dębów, które na wielu stanowiskach są wypierane przez zachodniego brata.
Odsłona druga Czeremcha amerykańska. Wprowadzono ją do Lasów jako podszyt (drzewa i krzewy wypełniające część Lasu poniżej koron). Tu również problemem są silnie woskowane liście oraz duża siła rozrodcza owocują już w drugim roku, a nasiona szybko są rozprzestrzeniane przez Ptaki. Nie ma dużych ograniczeń siedliskowych (jak nasze Czeremchy) i wypiera rodzime gatunki Krzewów.
Na koniec coś dla fanatycznych obrońców Zwierząt. Bażant został sprowadzony do nas około 200 lat temu z Azji. Dziś wypiera miejscowe gatunki Kuraków, a do tego wraz z Bażantem przywędrowały do nas choroby wirusowe nie grożące dotąd naszym Ptakom, które nie potrafią się przed nimi bronić.
Takich przykładów jest bardzo wiele. Należy się zastanowić czy należy bronić każdego życia za wszelką cenę. Pewnego dnia może się okazać, że dzika naturalna Przyroda przestała być naturalna i dzika za sprawą podsadów czy wprowadzania nowych gatunków.

Konrad

* Zachowano oryginalną pisownię Autora (red.)