Klub Dzikiej Przyrody


Dzika Ziemia Łódzka

Już od dzieciństwa człowiek wprawiany jest w sztuki udoskonalania i naginania rzeczywistości według własnych potrzeb, marzeń i pragnień. Im są to potrzeby bardziej wyszukane, dziwaczne i im ma ich więcej, tym łatwiej zyskać mu uznanie innych ludzi (choć są też pozytywne odstępstwa od tej reguły). Rzeczywistość za oknem potwierdza jednak kierunek przemian łódzkiej metaprzestrzeni na tę mniej optymistyczną, choć wielu piewców lepszego jutra zapewnia, że jest to jedyny słuszny kierunek cywilizacyjny i że postęp musi być! Dzięki temu żyjemy dziś w regionie zagrożonym ekologicznie a jedyne pozostałości po wspaniałych zachowały się w nielicznych rezerwatach i parkach krajobrazowych. Wyglądają one w zestawieniu z wszechogarniającą ludzką techniką jakby były z innej planety. Pozwalamy łaskawie im pozostać do czasu, aż kolejny pomysł (autostrada, kopalnia cennych surowców) nie wydrze i tych resztek dzikiej egzystencji.
Jednak wśród tych gorzkich faktów, wśród których na co dzień żyjemy, nie możemy być na nie obojętni lub mówić, że nic się nie da zrobić. W Klubie Dzikiej Przyrody opracowaliśmy mapę Dzikiej Ziemi Łódzkiej czyli miejsc przyrodniczo cennych, które są poddawane presji różnych kół np. transportowych, przemysłowych, turystycznych aby zbudować tam autostradę, rozparcelować teren na działki letniskowe, osuszyć torfowiska itp. Chcemy te fakty nagłośnić podając do publicznej wiadomości a także chcemy zadać trudne pytania osobom za ten fakt odpowiedzialnym.
Jeśli więc chciałbyś przyłączyć się do nas i wesprzeć dziką przyrodę swoim działaniem, zapraszamy na spotkania Klubu Dzikiej Przyrody we środy o 1700.

Ptasiek



Hej młodzi gniewni!

Jezeli uważacie, że oglądanie TV 8 godzin dziennie wyjaławia umysł z własnych myśli i poglądów, nowe super- i hipermarkety zamieniają ludzi w maszyny do robienia i wydawania pieniędzy a dzika przyroda znika w trybach postępu cywilizacyjnego, to jesteście na dobrej drodze aby być uważanymi za wariatów i świrów. Ale nie przejmujcie się, nie jesteście osamotnieni.
Klub Dzikiej Przyrody prowadzi szkolenia dla ludzi nie poddającym się atakom reklamy, massmediów oraz kultowi pieniądza. Chcemy stworzyć ruch strażników dzikiej przyrody, których bronią będzie wiedza, doświadczenie i chęć pomocy innym a nauczycielem dzika przyroda i ludzie od lat jej broniący. Chcemy korzystać z doświadczeń ruchu non-violent i działać bez przemocy ale jednocześnie być nieugiętymi w obronie dzikiej przyrody, czyli też nas samych.
Program szkolenia:

22-24 października 1999r. - Przedborski Park Krajobrazowy
w programie:
· ochrona terenów podmokłych
· ochrona dolin rzecznych
· obserwacja ptaków wodnych
· udział społeczności lokalnej w tworzeniu obszarów chronionych
· wprowadzenie w tematykę ochrony przyrody (rola strażnika, możliwości, strategie)
Swój udział w szkoleniu potwierdzili:
· inż. Witold Sobolewski - kierownik parku
· mgr Tadeusz Osicki - nauczyciel w przedborskim liceum, od początku oddany idei utworzenia PPK

10 - 14 listopada 1999r. - Spalski Park Krajobrazowy
w programie:
· gospodarka leśna na terenach chronionych
· działalność samorządów lokalnych w parkach krajobrazowych
· prowadzenie kampanii w obronie dzikiej przyrody
· obserwacje natury - owady lasu i noc sowy.
Projekt szkolenia strażników dzikiej przyrody sponsorowany jest przez Gminę Łódź (Wydział Edukacji i Kultury Fizycznej UMŁ).

Ptasiek


Wyprawa na Okręt

To była trudna i bolesna wyprawa. Trudna bo jechałem w nieznane mi tereny, bez mapy, w zimny, deszczowo-jesienny dzień października (bez zezwolenia rodziny, a nawet przy jej zdecydowanym sprzeciwie - dopisek rodziny przepisującej ten tekst). Moim celem były zagubione w sosnowych lasach łowickich stawy o poetyckich nazwach Okręt i Rydwan. Bolesna bo na swej drodze spotkałem wędrowców przestrzeni wprost z syberyjskiej tajgi - dzikie gęsi, które pozostaną w mej pamięci wraz z hukiem wystrzałów z myśliwskich sztucerów.
Rzeka Bobrówka, która niczym życiodajna tętnica przenosi swe wody wprost do Bzury na swej drodze ma zator w postaci ogromnych stawów. Wykopane przed kilkoma wiekami ręką ludzką służą obecnie człowiekowi do dochodowej hodowli karpi a dla innych zwierząt stały się nowym domem lub elementem krajobrazu. Najbardziej ukochały sobie to miejsce ptaki. Setki dzikich kaczek i gęsi, czaple siwe i białe, kormorany, błotniaki stawowe i myszołowy to stały obraz ptasiej społeczności pływającej i unoszącej się ponad wodami zbiorników. Ich ogromna różnorodność, szczególnie w czasie wiosennych i jesiennych przelotów, była podstawą do uznania tego miejsca jako ostoi ptaków wodnych, jednak żadne próby ochrony tego miejsca, czy to w formie rezerwatu czy nawet zespołu przyrodniczo-krajobrazowego nie dały pozytywnego skutku.
Lobby myśliwskie i biznesowe nie zgadzają się na żadne przywileje dla ptaków, czego sam na miejscu byłem świadkiem.
Obecnie oba stawy są poligonem myśliwskim, na którym trenują celność strzału do ptaków zarówno myśliwi jak i kłusownicy.

Ptasiek

*Stawy Okręt i Rydwan znajdują się w zestawieniu: Mapa Dzikiej Ziemi Łódzkiej jako cenna ostoja ptaków wymagająca ochrony prawnej.


Wyjazd do Biskupina

W ramach wyjazdów terenowych Klubu Dzikiej Przyrody 18 i 19 września odbyła się wycieczka do Biskupina na Festiwal Kultury Słowiańskiej. Można na niej było się dowiedzieć jak zrobić piec do wypieku chleba oraz oczywiście skosztować magiczną kromkę bez dodatków chemicznych, można było także przekonać się ile trudu kiedyś pochłaniało wykonanie stroju, naczyń czy mebli oraz jak wyglądały chałupy dwa i pół tysiąca lat temu. Dla nie wtajemniczonych informuję, iż w Biskupinie przed Drugą Wojną Światową odkryto osadę obronną kultury łużyckiej, założoną około 550 lat p.n.e. na wyspie jeziora. Festiwal każdego roku przyciąga niesamowite tłumy, co wiąże się oczywiście z pewnym (dużym) stopniem skomercjalizowania miejsca, jednakże nie jest tajemnicą, iż utrzymanie tych wszystkich zabytków także pochłania wielkie pieniądze. Festiwal trwał aż cały tydzień, jednakże nasza grupa przebywała tam tylko jeden dzień gdyż drugiego dnia wybrała się w inne, tajemnicze miejsce, również dość stare. Ale to już inna historia.

Ptasiek


Obóz "Gaja - nasz dom"

Wprowadzenie
Obóz ten był już drugą polską edycją. Pierwszy, przypomnę odbył się w czerwcu na terenach dawnej Puszczy Pilickiej. Drugim razem było to miejsce niedaleko Zatwarnicy w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Czas zorganizowania obozu był także wyjątkowy, a mianowicie był to czas rykowiska jeleni czyli koniec września i początek października. Wszyscy obawialiśmy się drapieżników tam żyjących wilków i niedźwiedzi oraz zimna, które zbliżało się do naszego kraju wielkimi krokami.
Nasz każdy dzień
Każdego dnia spotykaliśmy się około 9.30 po zjedzonym już śniadaniu z instruktorami, którzy wprowadzali nas w tajemnice przyrody i ludzi- Bojków mieszkających kilkadziesiąt lat temu na tych terenach. Naszymi przewodnikami byli pracownicy BPN, Juro Lukac legenda słowackiego ruchu ekologicznego, pracownicy Uniwersytetu Łódzkiego i Katowickiego, ludzie pełni pasji i oddania temu co robią. Chętnie dzielili się z nami swoimi wiadomościami z dziedzin biologii, zoologii, ornitologii, etyki. Podpatrywaliśmy ptaki, zaglądaliśmy pod liście roślinom (niektórzy je zjadali). Trzeba dodać, że część z nas spała w namiotach, część pod pałatkami, a pozostali pod gołym niebem. Pożywienie na wszystkie 7 dni musieliśmy wziąć ze sobą, co było nie lada ciężarem na naszych barkach.
Spostrzeżenia
Zauważyliśmy, że nasza produkcja" śmieci była o wiele niższa niż ta, którą zwykliśmy wytwarzać w mieście, pewnie dlatego, iż nie chcieliśmy brać jeszcze większego ciężaru, wiedząc jednocześnie, że i śmieci będziemy musieli zabrać ze sobą w drodze powrotnej. Nie ma co oczywiście ukrywać, że w mieście części produktów zmieniliśmy opakowania na lżejsze, nie mniej jednak istotny jest fakt, że brak codziennego kupowania produktów spowodował spadek ilości śmieci jakie pozostają po ich skonsumowaniu. To jest jedna cenna uwaga jaką zaobserwowałam na obozie. Drugą jest to, że pod wpływem nieustannego przebywania na łonie natury zauważa się związki niemożliwe do zauważenia podczas jedynie wycieczki do lasu. Piszę konkretnie o tym, że zauważyć można, iż wszystko co znajduje się w lesie zaczynasz traktować jako święte, a przez to nietykalne (choć oczywiście to jest moja prywatna obserwacja i nie dotyczy ona wszystkich uczestników obozu). Drewno, które spadło pod jakimś nam nieznajomym wpływem powinno pozostać tam gdzie przyciągnęła je siła grawitacji. Rośliny, które ziarna zasiał wiatr czy inna moc powinny pozostać nie ruszone przez człowieka. Owoce lasu, rośliny i drewno niech pozostanie dla jego mieszkańców nie dla turysty. Turysta" wykarczował już odpowiednio olbrzymie połacie lasów, by móc zasiać rośliny, posadzić grzyby czy spełniać inne swoje zachcianki. Niech będzie miłym gościem a nie jego złodziejem.
I jeszcze trzeba dodać, iż mogliśmy przeżyć te wszystkie wspaniałe dni przy niewielkim nakładzie kosztów własnych dzięki dotacji, którą otrzymaliśmy za pośrednictwem Jonathana Chappella od Environmental Protection Agency PeaceCorps USA.

Pisała Monika Gorzelańska



Ścięte gaje

We wrześniu jako przedstawiciel Źródeł" zostałem zaproszony do Radomska na naradę nadleśniczych Łódzkiej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. Uczestniczyłem w niej jako jedyna osoba spoza branży leśnej, więc mogłem przyjrzeć się dokładnie nastrojom i trendom, jakie panują wśród szacownych włodarzy polskich lasów. Tematem spajającym dzień pierwszy narady był tzw. postęp techniczny w leśnictwie, który podziwialiśmy we wzorcowym Nadleśnictwie Gilda. To tutaj, wśród sosnowych borów, uwijają się kombajny drzewne - harwestery, które na tym leśnym froncie robót potrafią ściąć stuletnią sosnę i pociąć ją na dowolną liczbę kawałków w ciągu kilkudziesięciu sekund. Wspomagają je skiddery i forwardery - czołgi i dźwigi leśne wyciągające z lasu powalone drzewa i segregujące je na stosy. Wszystko to przypomina Gwiezdne Wojny z tą tylko różnicą, że Imperium faktycznie zaatakowało a frontem walki jest las. Każda z tych super maszyn za miliardowe sumy (głównie pożyczki z Banku Światowego) jest wyposażona w komputer z opcją: szukaj pieniędzy", którą posłuszna maszyna wypełnia przycinając drzewo na taką długość, na jaką jest akurat zbyt. Te wszystkie techniczne nowości zostały przedstawione leśniczym jako niezbędny a zarazem ekologiczny sprzęt leśny (mały nacisk kół na ściółkę, nie niszczą podszytu itp.). Pozostaje tylko pytanie: jak długo jeszcze przyroda wytrzyma takich menedżerów, którzy etykę szacunku dla lasu i jego mieszkańców zamienili na drzewny biznesplan?

Ptasiek