relacje z wakacji


Sejmik publikatorów ekologicznych
W dniach 6 - 9 lipca 1999 dwoje reprezentantów ODE "Źródła" - Krzysztof Wychowałek z Kwartalnika "Psubraty" oraz Gosia Świderek z "biuletynu" wzięło udział w I Sejmiku Publikatorów Ekologicznych w woj. lubuskim. Niestety, frekwencja nie dopisała, gdyż pojawiły się jedynie reprezentantki "Kropli" (Wrocław) i "Obserwatora Przyrody" (Krosno). Nie podjęto żadnych uchwał, nie zawiązano żadnych koalicji. Uczestnicy rozkoszowali się dziką okoliczną przyrodą, po czym rozjechali się do domów.
Ecotopia '99
Dwoje przedstawicieli łódzkiego ruchu ekologicznego - Krzysztof Wychowałek i Gosia Świderek wzięło udział w tegorocznym międzynarodowym spotkaniu ruchów ekologicznych i pokrewnych "Ecotopia", które miało tym razem miejsce we wsi Bogda w południowo-zachodniej Rumunii. Krzysztof Wychowałek jako reprezentant grupy "Psubraty" poprowadził warsztaty "Prawa zwierząt w Europie Środkowej i Wschodniej po roku 1989" (jednak frekwencja była bardzo niska). Nie zgłoszono Ośrodka do żadnych międzynarodowych sieci, koalicji, federacji i konfederacji. Po obejrzeniu zaćmienia Słońca przedstawiciele "Źródeł" powrócili do Polski.
Biwak obrońców praw zwierząt
Łódzcy obrońcy praw zwierząt - Krzysztof Wychowałek i Gosia Świderek brali udział w spotkaniu pro-animalistycznych organizacji w wiosce "Eko-Espero" w Bożewie koło Płocka. Zaprezentowali założenia i przebieg kampanii "Egzotyczni więźniowie". Dyskutowano również o problemie zwierząt cyrkowych, zżymając się jednocześnie na zły przepływ informacji dotyczących zbierania przez Klub "Gaja" podpisów pod petycją w sprawie zakazu eksportu żywych koni. Ustalono konieczność naciskania na parlamentarzystów w sprawie umożliwienia miastom wydawania lokalnych zakazów wjazdu cyrków z tresurą zwierząt (obecnie prawo nie pozwala na tego typu ograniczenia - nie ma w Polsce miasta gdzie legalnie obowiązywałby taki zakaz). Wymieniono się doświadczeniami i uwagami. Nie zawiązano żadnej koalicji ani konfederacji.
3 ´ Xpert


Impresje stabieńskie
Jedziemy z Suwałk w kierunku granicy. Szosa przypomina karpatkę - górki i dołki. Pod górę pchamy obładowane sakwami i koszami rowery, w dół pedałujemy, bo akurat jest wichura prosto w twarz. Jazdę umila nam żar lejący się z nieba.
Na zielonych wzgórzach rozrzucone są stare, drewniane chałupki. Miejscowi znają dokładnie posiadłość naszego przyjaciela - reżysera Waldka Czechowskiego. Nawet jeśli ktoś się zgubi, wskażą drogę - trzeba skręcić koło krzyża, tam, gdzie kiedyś stała stara, żydowska karczma.
Na podwórzu stoją drewniane rzeźby, w niskich izbach, w których nic nie zmieniano od kilkudziesięciu lat, wiszą malowane na deskach obrazy, na ścianach tu i ówdzie widać sentencje pisane ręką poety - Andrzeja Suryna. Siedzisz sobie na koziołku przy bielonym piecu, a tu wisi sobie na suficie mądrość: "jaki ja - taki świat".
Idziemy z Waldkiem do drugiej posiadłości, tu rozbijamy tipi i organizujemy galerię. W tym roku przyleciały bociany. Teraz uczą swoje dzieci latać. Cała rodzina krąży w kominach termicznych wysoko nad nami.
Rano przychodzą na zajęcia okoliczne dzieci. Zaczynamy od rysowania. Czteroletnia Ania pierwszy raz w życiu rysuje w naszym tipi człowieka. Nad postacią z okrągłym brzuchem na cieniutkich nóżkach latają tęczowe motyle. Na ogromnej lipie wieszamy grubą, konopną i wojskowy hamak, dzieciaki szaleją w sadzie z ogromną piłką. Kończymy rysowaniem różnych kształtów liści znalezionych na spacerze.
Siedzimy przed domem na drewnianych ławach, jemy obiad. Zza drzew wynurza się samochód, z którego wysiada czteroosobowa rodzina i wręcza Waldkowi list polecający z Indii. W nim znajomy tancerz prosi o gościnę dla swoich przyjaciół. Tak poznaliśmy Walijczyków.
Z dnia na dzień przybywa dzieci. Czytamy miejscową legendę i na jej podstawie piszemy scenariusz przedstawienia. Każdy ma swoją rolę; gdy przybywa dzieci - dopisujemy rolę. Najwięcej musi nauczyć się Kamil - gra króla i ma dwie strony pisane staropolszczyzną. Uczmy go sztuki improwizacji - chwyta w lot. Największym problemem jest ciche mówienie dzieci. Przedstawienie ma się odbyć w plenerze, tym bardziej dzieci powinny być słyszalne. W czasie gdy robię kostiumy i dekoracje dochodzą mnie z sadu krzyki: to ćwiczenia głosowe, które faktycznie pomagają. Już nawet czteroletnie "drzewo" wrzeszczy: "Witaj królu na suwalskiej ziemi!!!".
Wieczorami przychodzą na nasze ogniska miejscowi. Ściąga ich muzyka niosąca się po jeziorze, które pełni tu rolę tam-tamu. Czasami słuchamy czyjegoś muzykowania, częściej śpiewamy ludowe i nieludowe piosenki. Jest też tzw. "Spotkanie z gościem". W tej roli David - Walijczyk, dziennikarz i obieżyświat. Są też tańce - królują polki i walczyki.
Jezioro jest cudnie przejrzyste. Na plaży odpoczywają łabędzie z piątką małych. Ojciec rodziny widząc nas wyskakuje z wody, nastrasza skrzydła i przeraźliwie syczy. Naprzeciwko staje Ptasiek, rozkłada ręce i wydobywa z siebie równie przerażające gulgoty. Pojedynek trwa dłuższą chwilę. Wreszcie łabędź wycofuje się i dostojnie dopływa. Zapewne dopadnie Ptaśka, gdy ten będzie nurkował pośród grzybieni.
Cały tydzień piękna pogoda a w niedzielę leje! I to w TĘ niedzielę!!! Dziesięć osób siedzi w maleńkiej izdebce i patrzy na moknący ogród. O dwudziestej premiera baśni a tu deszcz! Dziewczyny z kapeli z Olsztyna biorą skrzypce i akordeon i zaczynają grać. Po chwili dołączają się pozostali i chałupka trzęsie się od skocznych melodii. Na środku Ptasiek z Robertem wywijają hołubce. Powoli przejaśnia się.
O osiemnastej spotykamy się na próbie generalnej. Montujemy dekoracje, dzieci ubierają się w stroje. Mówią, że cały dzień się martwiły pogodą. Na szczęście wieczór jest piękny i rześki. Zbliża się godzina W, przybywają goście. Przyjeżdżają samochodami, eleganccy jak do kościoła. Zaczynamy!!! Z okna galerii dobywa się gromki dźwięk pasterskiej trąbity, na scenę wychodzą aktorzy. Widzowie zajmują połowę podwórza - jest około 70 osób. Filmują nas dwie kamery. Narrator w pelerynie rozpoczyna: "dawno, dawno, dawno temu na suwalskiej ziemi..." Wszystko idzie gładko i bez katastrof: król jedzie do Wilna, tur wygłasza przepowiednię, mniszki znajdują cudowny pierścień itd. Gromkie oklaski, aktorzy kłaniają się kilkakrotnie. Zapraszamy wszystkich na ognisko. Na przywiezionych przez jednego z gospodarzy ławach prawdziwa uczta. Wszystko przywieźli miejscowi: obrusy, talerze, kubki, ciasta, sery, owoce, napoje itp. Rozpalamy ognisko, kapela zaczyna grać. Ktoś z tutejszych śpiewa solo, potem dołączają inni. Zaczynają się tańce - najpierw najodważniejsi, po chwili pląsa już przy świetle gwiazd cała wieś. Rozchodzimy się późną nocą. Ludzie dziwią się, że udała się zabawa bez wódki.
Idziemy w kilka osób do kowala, który mieszka nieopodal pod lasem. Na nasze spotkanie wychodzi wysoki, szczupły starszy pan z zawadiacko zakręconym wąsem i śmiejącymi się oczami. Siadamy na ławeczce pod płotem i zaczyna się gawęda o starych czasach. Kowal zaciąga z lekka i wtrąca: "nu, tak to panie było". Nad nami świeci słońce a 50 metrów dalej, za stodołą pada deszcz.
Robi się coraz tłoczniej; przyjechali Hiszpanie. Słuchamy przy ognisku ich nostalgicznych pieśni. Oczywiście tutejszy tam-tam działa i ściągają miejscowi. Na stromej łące schodzącej do jeziora próbujemy tańczyć polkę, ale nie jest to łatwe.
Jedziemy za Sejny do niewielkiej wsi. W jednym gospodarstwie stoją na podwórzu wiaty a pod nimi rzędy stołów przykrytych białymi obrusami i zastawione elegancko jak do wesela. Jest tu pieczony ręcznie chleb, jajka, twarożki i sery własnej roboty, pomidory, dżemy, barszcz, soczewiaki. Królem wieczoru jest sękacz. Nad paleniskiem obraca się powoli rożen; siedząca przy nim kobieta polewa go ciastem, które zastyga w długie sople. Uczty odbywają się raz w tygodniu. Za 10zł można jeść, ile się chce. Dziś jest ponad sto osób.
Dzieci nie chcą przyjąć do wiadomości, że nie ma już "szkoły". Chcemy ostatnie dni pobytu wykorzystać dla siebie, ale nic z tego. O dziesiątej rano przed naszym płotem stoi przytupując gromada dzieci. Idziemy z całą bandą do tipi. Po drodze kłaniają się nam różne osoby: a to ktoś jadący kombajnem, a to samochodem straży granicznej. Jutro idziemy w odwiedziny do "celników" - najbogatszych ludzi we wsi. Zaprosili nas na oglądanie filmu z przedstawienia.
Ostatni dzień zajęć. Rysiek pracowicie okapca nad świeczką małe szybki. Około południa robi się ciemno i zimno. Obserwujemy zaćmienie słońca.
Dziś wyjeżdżamy. Mamy już zamówienie na następny rok. Tłumaczę małej Marcie ile to jest "za rok", ale jej wyobraźnia nie obejmuje chyba wieczności dwunastu miesięcy. Żegna nas ulewa (nawet nie zdążyliśmy dojechać pod drzewa i się schować) i ogromna, rozpięta nad zielonymi wzgórzami tęcza.
Asia


co się działo

17.06 - 24.06 "Gaja - nasz dom" - warsztat leśny w Sulejowskim Parku Krajobrazowym. W programie zajęcia przyrodnicze, astronomiczne, geologiczne, botaniczne, ekologiczne; spotkania z ciekawymi ludźmi m.in. naukowcami z UŁ, strażnikiem leśnym. Noc świętojańska - spotkanie przy ognisku.

28.06 - 03.07 Wyjazd do Starego Pola koło Malborka na warsztaty poświecone fundriasingowi zorganizowane przez Korpus Pokoju dla wolontariuszy pracujących w organizacjach pozarządowych i ich opiekunów.

31.06 i 01.07 Warsztaty "Ekologia mieszczucha" dla półkolonii z TPD-Polesie.

06.07 - 09.07 Udział w Pierwszym Sejmiku Publikatorów Ekologicznych w Mierzęcinie. Prezentacja wydawnictw Ośrodka: kwartalnika "Psubraty" i "Biuletynu"

29.07 - 31.07 Udział w festiwalu "Muzyka w krajobrazie"

w Inowłodzu k. Tomaszowa Mazowieckiego. Ode "Źródła" zorganizowały przejazd rowerowy na trasie Łódź - Inowłódz kilkunastu osób. W czasie trwania festiwalu zorganizowaliśmy wycieczki przyrodniczo-krajoznawcze po Spalskim Parku Krajobrazowym.

10.08 i 12.08 Warsztaty ekologiczne dla dzieci w ramach półkolonii w Ośrodku Kultury "Karolew".

02.08 - 12.08 Zorganizowano i przeprowadzono obóz artystyczno-ekologiczny dla dzieci i młodzieży na Stabieńszczyźnie koło Suwałk. Obóz odbywał się w "Eko-Art Village" - posiadłości reżysera Waldemara Czechowskiego. Uczestnikami obozu była młodzież z Łodzi i dzieci z suwalszczyzny.
W programie m.in. codzienne czterogodzinne zajęcia z dziećmi, w tym warsztaty teatralne, plastyczne, muzyczne, ekologiczne i ruchowe, a także zajęcia popołudniowe: spotkania z zaproszonymi gośćmi: dziennikarzami, miejscowymi twórcami ludowymi. Poza tym wycieczki, ogniska, koncerty, warsztaty taneczne, dyskusje na temat ekologii. W zajęciach wieczornych brała udział także okoliczna młodzież i dorośli mieszkańcy Stabieńszczyzny. W trakcie warsztatów dla dzieci zostało przygotowane przedstawienie teatralne oparte na motywach miejscowych legend i zaprezentowane na zorganizowanym przez nas świecie wsi, w którym wzięło udział ok. 70 osób. W obozie uczestniczyli zaproszeni goście m.in. Teatr Wiejski Wengajty, kapela ludowa z Olsztyna, goście z Niemiec, Walii, Szwajcarii, Hiszpanii i USA
16.08 i 19.08 Warsztaty ekologiczne dla dzieci w ramach półkolonii w Ośrodku Kultury "Karolew" na ul. Bratysławskiej 6a. Każdorazowo w zajęciach brało udział ok. 20 dzieci.

15.08 - 31.08 Udział w obozie ekologicznym w Bieszczadach. W ramach obozu przeprowadzone zostały warsztaty przyrodnicze, artystyczne, muzyczne i inne.

10.08 - 12.08 Udział w międzynarodowym obozie "Ecotopia" odbywającym się w tym roku w Rumunii. Przeprowadzono warsztat nt. zmian w prawie dotyczącym ochrony zwierząt po roku 1989 w krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

21.08 - 22.08 Udział w II Ogólnopolskim Spotkaniu Obrońców Praw Zwierząt w Bożewie koło Płocka. Prezentacja działań grupy Psubraty, m.in. kampanii "Egzotyczny więźniowie" dotyczącej handlu zwierzętami.