Klub Dzikiej
Przyrody



Jurajski epilog
Kiedy w poprzednim "biuletynie" relacjonowałem burzliwą sesję Rady Gminy Olsztyn, na której zapadła decyzja o organizowaniu kolejnych Międzynarodowych Pokazów Fajerwerków i Laserów nic jeszcze nie wskazywało na to, że po 7 latach zmagań o ochronę tego terenu nastąpi szczęśliwe zakończenie. Nastąpiło ono 11 czerwca, kiedy to przyjechała na miejsce zdarzeń Wojewódzka Komisja Ochrony Przyrody województwa śląskiego. Ponieważ zostałem zaproszony na posiedzeniu tejże komisji mogłem uczestniczyć w radosnym finale tej sprawy. Fakty były oczywiste: impreza była robiona na obszarze chronionym a organizatorzy nie potrafili zabezpieczyć terenu w taki sposób, aby nie ucierpiała przyroda; do powietrza przedostawały się duże ilości toksycznych substancji (kilka ton) strontu i baru; organizatorzy posiadali fikcyjne oceny oddziaływania na środowisko. To wszystko przechyliło szale goryczy i komisja negatywnie rozpatrzyła prośbę gminy Olsztyn o kontynuowanie pokazów na zamku olsztyńskim. Tak więc droga do utworzenia Jurajskiego Parku Narodowego na tym unikatowym terenie, choć może jeszcze długa, ale stoi otworem.
Ptasiek


W kierunku Gai
Kiedy rok temu, wczesną wiosna jechałem na Słowację w Góry Czergowskie na tygodniowe warsztaty leśne stowarzyszenia VLK (czyli Wilk), nie przewidywałem że spanie pod gołym niebem, brak ognia i wszelkich wygód cywilizacyjnych może stać się początkiem mojego spotkania z lasem. Namacalne doświadczenie zmian w przyrodzie, którym towarzyszyły moje zmienne emocje (np. strach przed burzą, radość z powitania słońca, smutek podczas długotrwałych deszczy) dały mi więcej wiedzy o otaczającym mnie świecie i samym sobie niż teoretyczna wiedza, która faszerowałem sobie do tej pory głowę. Odkryłem, że przyroda w lesie jest całkiem inna niż ta, którą znałem z książek, wykładów, filmów. Jest zupełnie inna, bo bardzo osobista, przeżywana codziennie na nowo, zaskakująca swoją różnorodnością. Każdy przeżyje zapewne w inny sposób np. spotkanie z puszczykiem w nocy czy z sarną na słonecznej polanie i inne może wynieść z tych spotkań doświadczenie, ale na pewno warto zrobić ten pierwszy krok.
Ptasiek


Obóz przyrodniczo - leśny "Gaja nasz dom" 25 września - 2 października 1999 r. - Dolina Sanu w Bieszczadach

U stóp Pradoliny
W połowie maja trzy osoby z Klubu Dzikiej Przyrody (Ewa, Przemek i piszący te słowa) gościły w Spalskim Parku Krajobrazowym. Przewodnikiem był nasz przyjaciel Jacek Tabor - ornitolog, pracownik parku, który od kilku lat zajmuje się ochroną tego terenu. Z pewnością każdemu z nas zapadnie w pamięci coś innego, ale dla mnie dużym przeżyciem były kąpiele w czystej wartko płynącej rzece Pilicy, nad której brzegami gnieżdżą się miedzy innymi gągoły i tracze (Ewa z pewnością zapamięta dłużej te kąpiele, ponieważ zaliczyła "nura" w ubraniu do wody). Także widok pradoliny Pilicy, który do złudzenia przypomina widok wzniesień polodowcowych z Suwalszczyzny był jednym z mocniejszych przeżyć tego wyjazdu. Nasz przewodnik opowiadał nam o swoich przeżyciach związanych z pradoliną. Często przychodzi tutaj w chwilach chandry, aby koić wzrok widokiem piękna tego miejsca. Także w czasie wiosennych i jesiennych wędrówek ptaków wzgórze to spełnia bardzo ważne zadanie, pozwala bowiem na spokojne śledzenie przestrzeni nieba wraz z unoszącymi się na nim kluczami ptaków.
Jedynym problemem tego urokliwego miejsca jest usytuowana na wzgórzu pradoliny prywatna żwirownia, której właściciel nie licząc się z rygorami parku krajobrazowego nielegalnie wydobywa żwir. Mimo interwencji u władz wojewódzkich podejmowanych przez pracowników parku, nie udało się jak do tej pory powstrzymać działań tego "przedsiębiorcy". Ponieważ nasze stowarzyszenie obiecało temu miejscu pomóc do sprawy powrócimy niebawem.
Ptasiek


PS. Z ostatniej chwili
W wyniku naszej szybkiej interwencji, ukazał się artykuł w Superexpresie opisujący całą sprawę. Na miejsce przyjechała komisja z Urzędu wojewódzkiego która nałożyła w właścicielowi żwirowni mandat w wysokości 6000 tys. złotych i nakazała wycofanie się z terenu.
"Koparki rozorały park krajobrazowy" - pod takim tytułem w Superexpresie z 10 czerwca 1999 r. znajdziemy tekst Pawła Spodenkiewicza dotyczący kopalni w Brzustowie. Oto jego fragmenty: "W Spalskim Parku Krajobrazowym nie można rozbić namiotu, ani wykąpać się w rzece. Działa tam jednak potężna kopalnia żwiru. Lasy spalskie, przecięte krętym korytem Pilicy, to jeden z najpiękniejszych zakątków województwa łódzkiego. Cztery lata temu na obszarze 30 tysięcy hektarów utworzono tam park krajobrazowy. W parku jest zakaz biwakowania "na dziko", kąpania się w rzece, śmiecenia, zjeżdżania samochodem z wytyczonych dróg. Wszystko po to, by chronić rzadkie gatunki zwierząt i roślin. Zarządzenia te zdaje się nie dotyczyć Stanisława Bartyzela, właściciela kopalni żwiru w Brzustowie koło Spały. Jego koparki rozorały wzgórze, zamykające od południa pradolinę Pilicy. Załadowane piaskiem wywrotki rozjechały polne drogi. Działalność ta jest nielegalna. Przedsiębiorca zdobył wprawdzie koncesję górniczą Ministerstwa Ochrony Środowiska, ale zezwolenie to nie dotyczy terenu Spalskiego Parku Krajobrazowego. Piasek można wydobywać po drugiej stronie wzgórza - w otulinie parku. Władzom gminy Inowłódz zależy na kopalni. Postanowiły więc... zmniejszyć obszar parku krajobrazowego."