różności


Dziesięcina
Chciałbym poinformować wszystkich Źródlan o decyzji, jaką podjęliśmy na spotkaniu Zarządu w dniu 24 lutego. Otóż wszyscy wiemy jakie kłopoty finansowe przeżywają obecnie Źródła. Nie dostaliśmy znikąd nawet złamanego grosza, a przecież musimy co najmniej opłacać czynsz, prąd, telefon. Wychodzi tego około 1200 złotych miesięcznie (przy wariancie "absolutne minimum"). Jak to się więc dzieje, że mamy już marzec, a Ośrodek jeszcze nie popadł w straszliwe długi? Zawdzięczamy to w pewnym sensie Asi, której w zeszłym roku udało się porobić oszczędności, dzięki którym byliśmy w stanie przedłużyć agonię Ośrodka o kilka miesięcy. Skąd jednak wzięły się tę oszczędności? Otóż od pensji, którą w ramach projektu ośrodka kuratoryjnego otrzymywali pracownicy, Asia pobierała przed wypłaceniem (za zgodą pracowników rzecz jasna) około 20 procent. Te nadwyżkowe pieniądze szły na opłacenie czynszu (jak wiadomo, w zeszłym roku, już po przyznaniu nam dotacji, administracja podwyższyła nam opłaty) oraz właśnie na "fundusz awaryjny", który byliśmy w stanie docenić dopiero teraz.
Jak jednak słusznie zauważył Góra?l, nie było jasności, czy również pracownicy opłacani w ramach innych projektów powinni przekazywać coś ze swoich wynagrodzeń na tego typu fundusz. Nie było żadnych reguł: kto, kiedy, jak i ile.
Zgodziliśmy się więc wszyscy, że od tej pory, wszyscy Źródlanie uzyskujący jakiekolwiek dochody związane z ich działalnością w stowarzyszeniu (obojętnie, czy będą to regularne pensje za, powiedzmy, prowadzenie ośrodka kuratoryjnego, czy też za sprzątanie, czy też może drobne opłaty zbierane podczas prowadzonych szkoleń i warsztatów, opłaty za prowadzenie dyskotek, słowem: wszystkie te dochody, które uzyskujemy dlatego, iż istnieje Ośrodek Działań Ekologicznych "Źródła") będą z pieniędzy otrzymywanych "na rękę" (tj. po opłaceniu podatków, ZUSów i innych takich formalności, jak również po odjęciu kosztów związanych z uzyskaniem dochodu - np. kosztu kolorowego papieru, który ktoś zakupił z własnej kieszeni do prowadzenia warsztatu) przekazywać dziesięć procent (10 %) na specjalny "fundusz awaryjny". Asia będzie skrupulatnie liczyć, ile pieniędzy w danej chwili znajduje się na tym funduszu. Środki te nie będą mogły być przeznaczane na bieżące wydatki. Dopiero w sytuacji awaryjnej zbierzemy się i zdecydujemy co z nimi zrobić (czy np. zapłacić czynsz w przypadku gdy nie dostaniemy dotacji).
Podobne metody stosują np. członkowie Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych Dni Ostatnich (mam nadzieję, że nie przekręciłem nazwy) czyli mormoni. I popatrzcie, jakie sobie z tej dziesięciny wybudowali ładne Salt Lake City. W przypadku Źródeł nie będziemy wprawdzie budować świątyń, ale z pewnością przeznaczymy zebrane pieniądze na równie szczytne cele.
A więc - do roboty, towarzysze!
Xpert


ekopiractwo - c.d.
W jedenastym "biuletynie", w jego części wewnętrznej, ukazał się mój tekst dotyczący praw autorskich. Miałem wątpliwości, czy "Źródła" organizując np. dyskoteki czy projekcje filmów nie łamią obowiązujących przepisów. Okazało się, że w większości wypadków postępujemy w zgodzie z prawem, jednak artykuł wywołał wiele emocji. W wewnętrznej części "biuletynu" nr 12 ukazał się tekst Moniki Gorzelańskiej "niebo błękitne nade mną, prawo moralne we mnie"* będący repliką na moje zarzuty. Postanowiłem kontynuować dyskusję w ogólnodostępnej części "biuletynu", jako że uważam problem za poważny i dotyczący wielu osób.
Niespodziewanie mój tekst o prawach autorskich wywołał, troszkę nawet wbrew moim intencjom, duże zamieszanie. Przez te kilka tygodni kiedy rozmawialiśmy, nie wiedząc nawet, jak naprawdę wyglądają obowiązujące przepisy, o źródlanych dyskotekach, projekcjach filmów i zainstalowanych programach komputerowych, mogłem się przekonać, jak różnorodne postawy wobec kradzieży dóbr niematerialnych prezentują rozmaici ludzie. Z wielkim ubolewaniem zauważyłem, że przeważają postawy typu: "przecież nie robię tego dla zysku, więc mogę kraść". Oto cytat z tekstu Moniki Gorzelańskiej w poprzednim wewnętrznym "biuletynie" "...czy naprawdę czynimy aż tak wielką szkodę firmom autorskim? Przecież nie przegrywamy nagrań, filmów sobie na własność". Napisała też Monika, że sama nie wie, czy dla dobra integracji nie można by jednak czasami łamać prawa. No cóż, Monice powiem tylko tyle, że członkowie gangów kradnących samochody są niewątpliwie bardzo ze sobą zintegrowani: w razie wpadki żaden nie chce sypnąć kolegów.
Bardzo spodobała mi się postawa Ptaśka, który powiedział znamienne słowa: "czy stać nas na to, żeby być uczciwymi?". No właśnie? Myślę, że musimy się postarać, żeby zawsze było nas na to stać.
Część osób w ogóle nie zrozumiała moich zastrzeżeń reagując kpiącymi uśmieszkami. Ciekawe jest, że w przypadku dóbr intelektualnych, gdy cena towaru przekracza pewną ustaloną wartość (oscyluje ona w granicach stu ~ dwustu złotych) nikt nie ma żadnych wątpliwości, że "tak drogi" towar można bezkarnie ukraść, dotyczy to zwłaszcza oprogramowania komputerowego. W rozmowach jakie prowadziliśmy każdy, jak tylko mógł, starał się wymyślić okoliczności, które usprawiedliwiałyby jego złodziejski proceder, nikt jakoś natomiast nie chciał się w ogóle zastanawiać, w jaki sposób na przyszłość unikać kradzieży.
Chyba nie dam rady już przekonać niektórych osób, które zgodnie z zasadą Kalego dopuszczają kradzież w usprawiedliwionych okolicznościach (oczywiście usprawiedliwieniem jest: "Kali ukraść - dobrze"), zwłaszcza Czuby, który w pewnym momencie zaczął kreować się na nowego Janosika. Mam jednak dobrą wiadomość dla pełnej rozterek Moniki i dla innych osób, które są mimo wszystko zwolennikami przestrzegania pewnych odwiecznych (siódme (lub wedle innego liczenia ósme) przykazanie: nie kradnij) norm. Otóż ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (czy jak ją tam zwał) dopuszcza prezentowanie bez opłat autorskich np. muzyki w prywatnym gronie, gdzie jako "prywatne grono" rozumiemy grupkę ludzi, którzy robią imprezę taneczną ze składkowych kaset (uwaga! jeśli jednak jest jakaś zatrudniona osoba czy firma do obsługi imprezy, to nie płacąc tantiem popełnia ona przestępstwo). Również projekcje np. filmów w wąskim gronie, w celach edukacyjnych, gdy nie wiążą się z tym żadne dochody - zwolnione są z opłat na rzecz autorów tych filmów.
Mimo wszystko nie rozwiązuje to do końca problemu (co zrobić z pirackimi programami komputerowymi?) i myślę, że jeszcze nie jeden raz będziemy zmuszeni o tej sprawie rozmawiać. Oby wynikły z tych rozmów konkretne pomysły...
Xpert


* o ile jeszcze dobrze pamiętam ze szkoły, Kant pisał o niebie "gwiaździstym", a nie "błękitnym". Zresztą, co to za różnica... Tyle tylko, że całe zdanie wypowiedziane było w trochę innym kontekście: "dwie rzeczy napełniają moje serce wciąż nowym i wciąż rosnącym podziwem i szacunkiem, im częściej i trwalej zastanawiamy się nad nimi: niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie" (Immanuel Kant, Krytyka praktycznego rozumu). Prawda, że troszkę zmienia to sens cytatu? Oprócz tego powiedział Kant również takie ciekawe zdanie: "postępuj tylko według takiej maksymy, dzięki której możesz zarazem chcieć, żeby stała się powszechnym prawem".

Potrzebna świeża krew!
Zwracam się z apelem do wszystkich, którym nie obojętny jest los przyrody naszego bioregionu. Zamiast trwonić resztki swojej mocy wgapiając się w bezduszny ekran telewizora i czekać aż ktoś za nas cos zrobi, czy upajać się swoją oryginalnością intelektualną wysłuchując "niezależnych" nagrań muzyki punk, reggae, folk ect. pospiesz do najbliższego lasu, na łąkę, torfowisko, nad rzekę. Zobacz czy byli już przed tobą "profesjonaliści od spraw przyrody z piłami motorowymi, koparkami, buldożerami i czy zaczęli realizować już swoje idee nowego ładu gospodarczego kosztem miejsca w którym żyjesz. Niech popłynie w tobie świeża krew! Na twoje zdeterminowanie i wkurzenie na taki stan rzeczy czeka tysiące istnień (zwierzęta, rośliny), których możesz stać się rzecznikiem i obrońcą. Jeśli jeszcze masz wątpliwości co do swojego zadania to proponuje abyś posłuchał drzewa, które za chwilę będzie ścięte na nowe deski, czy sarny, która czeka na swój wyrok z rąk dobrodzieja myśliwego. Wysłuchaj, co maja ci do powiedzenia. Postaraj się także znaleźć grupę ludzi w twoim najbliższym otoczeniu, którzy są również gotowi do działań na rzecz przyrody, i róbcie to szybko i sprawnie. Czasu pozostało niewiele.
Ptasiek
Grupa przyrodnicza ODE "Źródła"


Re: Re: Nie rozumiem
Dziękuję Polipowi i Słoniowi za obszerne teksty w poprzednim biuletynie, które, w intencji autorów, miały chyba być wyjaśnieniem moich wątpliwości, którym dałem wyraz tekstem "Nie rozumiem" w jedenastym numerze "biuletynu". Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że czego nie rozumiałem, nie rozumiem nadal.
Cieszę się, że zostały opublikowane w "biuletynie" teksty Polipa i Słonia. Na pewno mogą być przydatne dla osób zainteresowanych, lecz jeszcze nie zaangażowanych w kampanię antyautostradową. Lecz ja osobiście dowiedziałem się jedynie o tym, iż Daewoo zostało wykupione przez General Motors. Uczciwie się przyznaję, iż nie miałem pojęcia o tym fakcie. Natomiast cała reszta, o której piszą Słoń i Polip jest mi dobrze znana: z ulotek, plakatów, artykułów w prasie ekologicznej (np. "Zielone Brygady"), dyskusji w Internecie czy choćby z rozmów z Góra?lem i innymi osobami prowadzącymi działania antyautostradowe. Mimo wszystko, nadal nie rozumiem wielu rzeczy. Zdaję sobie sprawę, że jest to w dużej mierze moja wina, jako że poprzedni tekst pisałem w pewnym pośpiechu i nie wyraziłem się dostatecznie jasno czego nie rozumiem, wplątałem też w to, co pisałem, zupełnie niepotrzebnie, zbyt wiele własnego widzenia świata. Postaram się tym razem wyłożyć wszelkie moje wątpliwości klarowniej.
Zanim jednak przejdę do sedna, chciałbym, żebyśmy zgodzili się co do jednej rzeczy. Otóż bardzo upraszałbym swoich adwersarzy (oczywiście jedynie na papierze!) o niestosowanie demagogicznych chwytów poniżej pasa tudzież metod typu "gdybyś zamiast oburzać się doczytał postulat do końca", "jeśli ktoś myśli inaczej to jest albo głupi, albo naiwny" itp. Nie wspomnę o retoryce typu "jest oczywiste...", "każdy jako tako uświadomiony ekologicznie człowiek wie...", "jak już dawno stwierdził Hayne Ress..." bo na szczęście nie zauważyłem jej w tekstach Polipa ani Słonia. Umówmy się, że piszemy do siebie, we własnym gronie, i nie chodzi tu o to, żeby kogoś "zażyć" czy "zapędzić w kozi róg", tylko żeby wzajemnie lepiej się zrozumieć, wyjaśnić wszystkie wątpliwości itp.
Po tym przydługim wstępie chciałbym ustosunkować się do wypowiedzi Polipa i Słonia i powtórzyć moje pytania w nadziei, że ktoś mi wreszcie udzieli na nie wyczerpującej odpowiedzi (wiem, wiem, że jest to troszkę prowokacja i przekora z mojej strony, ale taką już mam naturę). Zgadzam się jak najbardziej z Polipem, kiedy pisał o postulatach zaprzestania promocji samochodu w mediach i zaprzestania finansowania z państwowej kasy prosamochodowych inwestycji - te postulaty są dokładnie rozmyte i w tak ogólnej postaci całkowicie niemożliwe do wprowadzenia w życie. Dalej pisze Polip o kulcie samochodu - oczywiście zgadzam się z nim w tym miejscu, o problemie "rzetelnej reklamy" - też się z nim zgadzam. Też jestem przeciwny umieszczaniu na papierochach informacji "palenie tytoniu powoduje to i sio". Również popieram jego słowa dotyczące edukacji. W zasadzie do tej pory w ogóle całkowicie zgadzam się z Polipem. W czym więc problem? W tym, że wciąż nie otrzymałem odpowiedzi na moje pytanie. Ale o tym później.
Dalej pisze Polip o problemie "dostosowania relacji cen poszczególnych środków transportu do kosztów rzeczywistych" zarzucając mi na wstępie "śmieszność argumentów". No cóż, w myśl mojego postulatu o niestosowaniu pewnych chwytów nie skomentuję już tego zarzutu. Jednak nie zgodzę się i z tym, co dalej pisze Polip. Jeśli chodzi o akcyzę: cena litra benzyny uwzględniająca już zysk producenta (wydobycie, transport, rafinerie, rozlewnie, dystrybucja) kształtuje się na poziomie ok. 50 groszy za litr. Cała reszta, czyli około 1.50 zł na litr to właśnie akcyza. A więc Państwo czterokrotnie (400%) podnosi cenę towaru, aby ściągnięty w ten sposób haracz przeznaczyć (teoretycznie) na np. naprawę dróg, koszty leczenie ofiar wypadków samochodowych, opiekę zdrowotną ludzi podtrutych spalinami, promocję tramwajów i pociągów. Oczywiście teoretycznie z dwóch przynajmniej powodów: primo władza przeznacza te pieniądze na zupełnie inne rzeczy (ale nie mamy co narzekać, bo sami sobie taką władzę wybraliśmy), a secundo pieniędzy tych nie starcza na pokrywanie wszystkich kosztów związanych z rozwojem motoryzacji. Oczywiście akcyzę można podnieść, tak żeby benzyna kosztowała nie 2 złote, ale np. 4 złote (ja osobiście uważam takie rozwiązanie za słuszne - jeśli ktoś chce jeździć samochodem, niech płaci więcej za benzynę. Jak go nie stać niech się przesiądzie na tramwaj), ale gdzie jest wtedy to "urealnienie cen" ??? Oczywiście w postulatach z dziesiątego "biuletynu" nie o podwyżkę akcyzy chodziło. Dobrze wiem (a i Polip mi to jeszcze raz wytłumaczył - dziękuję), że najlepiej byłoby, gdyby każdy środek transportu najpierw płacił całość kosztów z nim związanych. Tylko (i to są właśnie te moje pytania, to jest to czego nie rozumiem) nie bardzo wyobrażam sobie jak miałoby to wyglądać? Czy właśnie tak (tylko na Boga, nie wyjaśniajcie mi w następnym numerze, że to nie wyglądałoby w ten sposób. Ja wiem o tym!) - najpierw kupuję samochód, za - powiedzmy - 20.000 zł (bez akcyzy!). Potem tankuję go do pełna za benzynę po 50 groszy za ltr (bekyzy). Przed wyjazdem na drogę płacę (przelewem elektronicznym? czy cieciowi przy szlabanie?) opłatę (słoną) za przejazd po drodze zbudowanej na czyimś gruncie. Potem płacę (jak?) firmie, która tę drogę zbudowała (oczywiście bez żadnych dotacji państwowych, bo metody finansowania budowy autostrad w Polsce uważam za skandal (pomijając fakt, że nie chcę tych autostrad)), potem płacę za parkowanie na parkingu, potem - przejeżdżając przez tereny gęściej zaludnione - każdemu mieszkańcowi za smrodzenie mu spalinami w nos, potem przejeżdżając przez tereny leśne płacę składkę na sadzenie nowych lasów, potem profilaktycznie płacę odszkodowanie-in-spe wszystkim ofiarom wypadków drogowych, które kiedyś mógłbym spowodować... Ufff, rzeczywiście taniej i wygodniej jest podróżować pociągiem. Ale czy nie jest jednak wygodniej podnieść (nawet dwu-, trzykrotnie) akcyzę na paliwo, żeby jednak transport samochodowy był wprost droższy od np. kolejowego? Tak myślałem, ale w postulatach TEWOZu było o urealnieniu cen. Właśnie tego nie zrozumiałem - co to znaczy "dostosowanie relacji cen środków transportu do kosztów rzeczywistych". Za co i w którym momencie musiałbym płacić drożej, gdybym zdecydował się jednak jeździć samochodem? Za benzynę? Czy za drogi??? (oj, koledzy, czyżbyście byli za płatnymi autostradami?). Nie rozumiem tego nadal i proszę o prostą odpowiedź, którą mój mały rozumek byłby w stanie pojąć.
To samo dotyczy promowania samochodów w mediach. Odpowiadając Słoniowi: tak się składa, że magazyny motoryzacyjne (które, jak się już przyznałem, czasami oglądam) emitowane są zwykle ok. godz. 22-ej niezależnie od stacji: czy jest to Polsat, czy TVN, czy telewizja publiczna. W porze "Domowego przedszkola" jakoś specjalnie promocji motoryzacji nie dostrzegłem. Są zaś filmy przyrodnicze, są i magazyny dotyczące zdrowego stylu życia (zarówno zdrowego odżywania jak i jazdy na rowerze). Wcale nie musiałem czekać do drugiej w nocy, żeby nagrać sobie z Planete fajne filmy o wycinaniu lasów, rozwoju motoryzacji właśnie (jeśli się nie mylę, to Polip korzysta z tego filmu podczas warsztatów transportowych), zwierzętach męczonych w zoo, pięknie europejskiej przyrody. Jeśli ktoś chce znaleźć to co mu odpowiada, to zawsze mu się to uda. Dość często oglądam telewizję i mimo częstych reklam konkursów "audio-tele" jakoś nie ślinię się i nie wykręcam wciąż 0-700 żeby mieć szansę wygrać nowy model samochodu. Tak samo, mimo licznych (a w minionej epoce wręcz wszechobecnych) filmów i programów zniechęcających do picia, palenia i narkotyków, wciąż najpopularniejszym towarem w wielu sklepach jest wino "Arizona". Gdyby zamiast nowego Forda do wygrania w konkursie audio-tele były dwa tygodnie wypoczynku w wiejskiej chacie daleko od miasta, to niestety, pewnie nikt by nie wziął udziału w takim konkursie. Dlatego powtarzam - jedyna szansa w edukacji wśród dzieci i młodzieży (często i tak dla młodzieży jest już za późno), a nie w nakazach i zakazach.
Jeszcze jedno pytanie do Słonia, skoro już przy jego tekście jestem. Piszesz: "gdyby w transport drogowy wliczone byłyby ww. koszty [eksploatacji dróg, niszczenia środowiska, składowania złomu, gum.], nie oznaczałoby to w żadnym wypadku klapy kolei [...] Akcyza której tak bardzo bronisz jest niewspółmiernie niska do zniszczeń powodowanych przez dymiące blaszaki. Nie mówię, że się ze Słoniem nie zgadzam (choć moim skromnym zdaniem cały jego tekst jest zbyt bardzo nacechowany emocjonalnie, zwłaszcza kiedy pisze o forsie, koncernach, manipulacji). Tylko wciąż nie rozumiem, co oznacza, że koszty byłyby wliczone w transport drogowy. W którym momencie i w jakiej wysokości należałoby je płacić - to jest moje pytanie, które powtórzę po raz kolejny licząc na odpowiedź.
Słoń pisze też, że postulowałby również zaprzestania promocji prątków gruźlicy lub syfilisu (chyba, że ktoś je lubi...). O, o właśnie!!! Tak się głupio składa, że 90% społeczeństwa (tak mi się napisało tylko, że 90%, nie robiłem badań więc może jest to np. tylko 70%) lubi samochody. Dlaczego (to akurat wiem) i jak (a tego niestety nie wiem) zabronić więc promocji motoryzacji??? To jest moje kolejne pytanie - jak zakazać promowania samochodu w mediach, skoro nie udało się tego zrobić nawet z piwem (bezalkoholowym oczywiście)??? Czy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ma wydać edykt zabraniający nadawania reklam samochodów? Czy filmy, w których bohaterowie zamiast rowerem i metrem poruszają się najnowszym audi mają być emitowane jedynie po 22-ej??? Oj, ekofaszyzm jakiś z tego mi się rodzi.
Jeszcze jedno: nie jestem skorumpowany, mam nadzieję, że nie głupi, być może naiwny. Owszem, XX wieczna demokracja jest, Słoniu, bardzo zdegenerowana. Powiedz mi jedynie, który ustrój zdegenerowany nie był, i jaki - Twoim zdaniem - powinien zastąpić tę naszą chorą demokrację (oprócz, oczywiście, pomysłu z ustrojem w którym to JA rządzę wszystkim, bo zawsze mam rację).
Na koniec jeszcze jedna moja uwaga dotycząca postulatów (nie tylko tych TEWOZu, ale postulatów w ogóle). O ile jak najbardziej słuszne jest, moim zdaniem, kierowanie do władz odpowiedniego szczebla postulatów typu "chcemy więcej ścieżek rowerowych", "chcemy mieć zbudowaną linię kolejową do Pcimia Dolnego", "nie! spalarni na ulicy Tylnej", "nie! wycinaniu lasu łęgowego", "żądamy uspokojenia ruchu samochodowego na osiedlu XX-lecia PRL", "nie chcemy restauracji McDonalda na naszej ulicy" itp. itd., jak również (jak najbardziej) postulatów bardziej ogólnych typu: "polityka rolna Państwa powinna uwzględniać dopłaty do żywca wieprzowego", "Państwo nie powinno współfinansować budowy autostrad płatnych" itp. itd., to wydaje mi się, że postulaty typu "żądamy zaprzestania promowania samochodów w mediach" należy włożyć pomiędzy inne postulaty (jak najbardziej słuszne!), których żadna władza jeszcze nie spełniła (i nie spełni): "sprawiedliwości społecznej!", "sto milionów dla każdego!", "żądamy obowiązkowego udziału w Mszach Świętych", "Ratujmy Stocznię Gdańską!", "Swobody! Fabryki i ziemi!", "Chleba i igrzysk", "Proletariusze wszystkich krajów - łączcie się!"...
Xpert


Info z Kolektywu Rozbrat w Poznaniu

13-14 marca: I Ogólnopolskie Sympozjum Ekologiczno-Transportowe "Kolej na kolej". W programie m.in. wykłady, prelekcje, prezentacje ekologicznych rozwiązań transportowych, wycieczka kolejowa po zapomnianych szlakach Wielkopolski. Info: (061)8675885 Piotr "Piszpunt".

27 marca: Wystawa fotografii amatorskiej - "Walka, sztuka i zabawa". Na wystawie zostaną zaprezentowane zdjęcia fotoamatorów wywodzących się ze środowiska wolnościowego. Prace można przesyłać do 22 marca. Więcej informacji: (061) 8232563 Marek "Sanczo".

Kwiecień: Festiwal "Ukraina na Rozbracie". W programie: koncert zespołów z Ukrainy, grających etniczną ukraińską muzykę, wystawa (P. Stroniak - "Ikony zmierzchu Europy"), tańce, zabawy, konkursy. Informacje: Piszpunt.

17 kwiecień: Festiwal Graffiti - zapraszamy wszelkiej maści grafficiarzy (szabloniarzy) i writerów. Info: Sanczo.

Czerwiec: Festiwal Teatrów Alternatywnych "Off Off". Info: Sanczo.