relacje, informacje

akcja na giełdzie
Jakiś czas temu postanowiliśmy z Ptaśkiem odwiedzić mieszczącą się w Łodzi przy ul. Równej ogólnopolską giełdę zoologiczną. Warunki, w jakich trzymane były zwierzęta a także powszechny handel zwierzętami chronionymi na mocy Konwencji Waszyngtońskiej spowodowały, iż wysłaliśmy odpowiednie pismo do łódzkiej policji. Oczywiście nastało wielotygodniowe milczenie, po czym niespodziewanie zadzwonił do mnie policjant z informacją, iż przeprowadzono kontrolę na giełdzie kwiatowej, gdzie handlu zwierzętami nie stwierdzono. Pozostawię to bez komentarza...
Policja chciała jednak zrehabilitować się za swoją tragiczną pomyłkę i już niedługo potem zostałem wezwany na komisariat, gdzie dowiedziałem się, że w najbliższy czwartek odbędzie się Akcja. Polegać ona miała na tym, iż policjanci w asyście ekologów (to my!) wejdą na giełdę i dokonają zatrzymania osób nielegalnie handlujących chronionymi zwierzętami. Udało się dograć sprawę z ogrodem zoologicznym, gdzie zgodzono się przyjąć w depozyt odebrane handlarzom zwierzęta. Tak więc w czwartkowy wieczór 18 lutego mieliśmy z Ptaśkiem zaszczyt wziąć udział w policyjnej odprawie przed Akcją, a potem i w samej Akcji. Przypominało to sceny z pierwszej części "Psów", zwłaszcza że na kilkudziesięciu policjantów przypadały dwie radiostacje i jeden pistolet. Na szczęście obyło się bez ofiar. Najpierw trzy patrole złożone z dwóch policjantów po cywilnemu i po jednym przedstawicielu ekologów (ja i Ptasiek oraz wicedyrektor zoo) w dyskretny sposób (policjanci oczywiście machnęli cieciowi przed nosem służbowymi odznakami) weszły na teren giełdy. Mimo takiej konspiracji udało nam się namierzyć trzy stoiska z żółwiami stepowymi i dwa z waranami, legwanami i wężami. Na dany sygnał na teren giełdy wtargnęli umundurowani przedstawiciele władzy (oraz ekipy telewizyjne TVN i Panoramy). Było troszkę przepychanek, ale skończyło się na odebraniu handlarzom ponad czterystu żółwi oraz kilkunastu legwanów i waranów, jak również trzech pytonów i kameleona. Zatrzymano siedem osób. W oka mgnieniu na giełdzie zrobiło się pustawo i wielu sprzedawców handlujących np. rybkami gdzieś się ulotniło. Ciekawe dlaczego?
Zatrzymane osoby spisano i puszczono do domu. Będą teraz mieli sprawę w sądzie - grozi im nawet rok paczki i wysokie grzywny. Cóż jednak mogą robić handlarze do czasu rozprawy? Oczywiście wrócili na swoje stoiska. W ostatni czwartek Ptasiek dyskretnie wizytował giełdę i np. niejaki pan L. z Żywca w tym samym miejscu, co tydzień wcześniej, handlował waranami, jak gdyby nigdy nic. Oj, panie L., bo przebierze się miarka...
Odebrane zwierzęta o hurtowej wartości około 20.000 zł (czyli dwustu starych baniek) czekają w łódzkim zoo, aż o ich losie zdecyduje sąd. Może np. nakazać odwiezienie ich na koszt skazanego do kraju pochodzenia. Pytanie tylko czy dożyją? Zmarło już bowiem prawie 200 żółwi. Były wycieńczone, wygłodzone, chore, miały popękane skorupy. Sprzedawcy trzymali je w kartonowych pudłach ułożone warstwami jedne na drugich. Chore są również warany - cierpią na zgniliznę pyska.
Miejmy nadzieję, że surowe kary i kolejne akcje policji odstraszą kolejnych handlarzy od zajmowania się tym niecnym procederem. W najbliższych tygodniach znów szykujemy podobną akcję na giełdzie. Tym razem naszym celem będą chronione ptaki. Oj, będzie się działo!
Xpert


25 lutego z Asią sprawdzamy czy po ostatnim "nalocie" na giełdę zwierząt coś się zmieniło. Policja odebrała wtedy setki egzotycznych zwierząt nielegalnie handlującym sprzedawcom. Niestety w tym makabrycznym miejscu wciąż można kupić zwierzęta objęte Konwencją Waszyngtońską. Nawet osoby, które zatrzymała policja nie wzięły sobie tej nauki do serca, bo wciąż "robią swoje". Czeka więc je kolejna lekcja.
Ptasiek


Kampania "Jurajski Park Narodowy"
W ostatnim "biuletynie" Mona przedstawiła relację z naszego wyjazdu na teren projektowanego parku narodowego (czytaj "Jurajski Park Narodowy" - "biuletyn" nr 12). Chciałbym uzupełnić jej wypowiedź o treść listu, który otrzymaliśmy od pana Mariana Poprawskiego przewodniczącego Rady Gminy w Olsztynie koło Częstochowy. Ten list jest, według mojej oceny, przełomem w naszych staraniach o zaprzestanie organizowania Międzynarodowych Pokazów Laserów i Fajerwerków na terenie projektowanego parku. Oto jego treść:

   Rada Gminy w Olsztynie
Od siedmiu lat w pierwszych dniach września, z jednorazową przerwą spowodowaną wypadkiem śmiertelnym przy pożarze magazynu z materiałami pirotechnicznymi, odbywa się w Olsztynie na Górze Zamkowej tzw. pokaz pirotechniki i laserów. Ostatnio nawet ma w tytule przymiotnik - międzynarodowy. Organizatorem tej imprezy jest firma "Goldregen", której właścicielem jest p. Sitak zamieszkały w Olsztynie i Urząd gminy Olsztyn (czytaj: były wójt Jarosław Tobolewski) sam pokaz jak wspomniałem, przy udziale dziesiątek tysięcy widzów, trwa kilkadziesiąt minut, ale z różnymi imprezami towarzyszącymi do 4-ech, 5-ciu godzin wieczorno - nocnych. W praktyce "najazd" rozpoczyna się już w godzinach rannych, rozładowanie natłoku trwa do godzin rannych dnia następnego. Imprez obejmuje nie tylko Górę Zamkową, ale wiele okolicznych pól i lasów z przeznaczeniem na parkingi, postoje itp.
Chcę tu nadmienić, że mikroklimat Olsztyna znany był już od przedwojennych czasów. jego specyfika interesowała naukowców, przyrodników, biologów i niektóre kręgi medyczne. Szczególnie piękny krajobraz tworzą wapienne skały wśród pagórków, sosnowe lasy i karłowata sosna z jałowcami i różna unikalna, coraz rzadziej występująca już roślinność. Wiem również, że spotkać tu można ciekawe gatunki ptaków, owadów i motyli nocnych. Tereny o suchym podłożu, iglastym lesie tworzą mikroklimat. czy wobec tego impreza przy udziale tylu tysięcy ludzi, przy spadającym na tutejsze pola i lasy deszczu w postaci tysięcy kilogramów związków siarki, ołowiu i innych bardzo szkodliwych dla zdrowia pierwiastków chemicznych ich związków nie powinna budzić wielu obaw o czas przyszły dla tego środowiska i jego obywateli?
Obok innych znaków zapytania dotyczących celowości tej imprezy ten wydaje mi się szczególnie ważny. Czas pokaże jaki wpływ na zdrowie mieszkańców będą miały latami rozkładające się pierwiastki i ich związki.
Zniszczonej roślinności, zachwianej równowagi w świecie owadów, ptaków i zwierząt na pewno nie da się przywrócić.
Postawione na szalę przysłowiowej wagi wątpliwe "korzyści" i pewne "straty" wynikające z tej imprezy przemawiają w moim odczuciu zdecydowanie za nieorganizowaniem tego typu i na taką skalę pokazów w tym środowisku. Chcąc budować lepszą przyszłość dla kraju i jego rozwijającego się społeczeństwa nie możemy być krótkowzroczni.
Dlatego Panowie chcę zasięgnąć Waszej opinii w tym temacie. Chcę rozwiać lub umocnić moje i moich współpracowników wątpliwości. Czy z takim zapytaniem poprzednie władze Gminy Olsztyn się do Was zwracały? Jeśli zwracały, to jaka była odpowiedź? Proszę o możliwie szybkie porozumienie się ze mną, mam nadzieję w naszej wspólnej sprawie.

Z poważaniem
Przewodniczący
Marian Poprawski

Obecnie "Źródła" chcą wystosować list otwarty do wojewody śląskiego o doprowadzenie do spotkania wszystkich stron zainteresowanych powstaniem parku oraz powołaniem pełnomocnika przy wojewodzie, który będzie koordynował proces tworzenia parku. W wakacje planujemy zorganizowanie obozu szkoleniowego na Jurze dla wszystkich osób zainteresowanych powstaniem podobnych miejsc chronionych w Polsce.
Ptasiek



* Dodam jeszcze, że wojowniczo nastawiony pan Poprawski złożył doniesienie do prokuratury na organizatorów ostatnich pokazów pirotechnicznych za łamanie przepisów ochrony środowiska. Jego działanie wspiera aktywnie ludność Olsztyna.

Dziki region
Wzorem Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, która sporządziła mapę Dzikiej Polski, grupa przyrodnicza "Źródeł" zamierza opracować lokalna mapę rzeczywistych zagrożeń dla przyrody naszego regionu. Będą na niej zaznaczone wszelkie miejsca konfliktowe, dotyczące lokalizowania inwestycji niebezpiecznych dla środowiska (czytaj: "ekorozwojowych") poczynając od kopalń, autostrad, a na pomniejszych działaniach typu melioracja torfowiska czy grabież lasu - kończąc. Da nam to prawdziwy obraz kierunku dewastacji przyrody, której stan w naszym regionie jest i tak katastrofalny. Zamierzamy zwrócić się z prośbą o pomoc przy opracowywaniu tejże mapy do wszelkich osób i instytucji odpowiedzialnych za ochronę przyrody w naszym województwie.
Dla przypomnienia dodam, że w granicach nowego województwa łódzkiego znajduje się obecnie siedem parków krajobrazowych: Bolimowski, Wzniesień Łódzkich, Sulejowski, Spalski, Przedborski, Międzyrzecza Warty i Widawki oraz Załęczański. Parków narodowych brak. Sporządzenie takiej mapy pozwoli na szybsze reagowanie na zapędy inwestorów, a także namierzenie firmy lub osoby prywatnej zainteresowanej przerobieniem lasu na deski czy torfowiska na pole golfowe.
Będziemy starali się tym opracowaniem zainteresować lokalne media, gdyż podawanie informacji do publicznej wiadomości jest jedynym argumentem dla takiego delikwenta. W przyszłości chcemy zorganizować szkolenie dla lokalnych obrońców przyrody, którzy wezmą w opiekę okoliczne lasy, rzeki i torfowiska.
Ptasiek


Gorące info z bioregionu

Na początku lutego odwiedziłem z Moniką i Bartkiem bór sosnowy nad Zalewem Sulejowskim. Jest on wycinany metodą zrębu zupełnego, choć wewnętrzne przepisy leśników tego zabraniają (zarządzenie nr 11). Teren ten znajduje się w granicach Sulejowskiego Parku Krajobrazowego w strefie ochrony sanitarnej zbiornika i w bezpośrednim sąsiedztwie ostoi ptaków wodnych. Zamierzamy interweniować w tej sprawie w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.
Na tym samym terenie kolejne kuriozum. Oficjalna tablica zakazuje wstępu do ostoi leśnej zwierząt, aby ich nie płoszyć. Miejsce to okazuje się być terenem łowieckim (ustawiona ambona myśliwska) oraz miejscem wyrębu drzew (świeża wycinka). 20 - 21 lutego wyjazd grupy przyrodniczej (8 osób) do Lasu Łagiewnickiego i zapoznanie się z niektórymi problemami tego pięknego miejsca (regulacja rzeczki Łagiewniczanki, grodzenie lasu przez budownictwo letniskowe).
27 lutego wyjazd terenowy do Kurowic. Leśnicy wycieli tam spory kawał olsu nad rzeczką Mizgą. Robię zdjęcia tej dewastacji i przy okazji spotykam faceta na traktorze (bez numerów rejestracyjnych) z szambiarką, który w pobliskim lesie wypróżniał zawartość pojazdu. Smród straszliwy. Jedyny miły akcent tego wyjazdu to ślady borsuka na śniegu.
Dostajemy odpowiedź z Agencji Własności rolnej z Rzeszowa w sprawie konfliktu o rezerwat torfowiskowy "Piskorzeniec" (w Przedborskim Parku Krajobrazowym). Agencja nie chce przekazać części rezerwatu Lasom Państwowym, gdyż ma umowę dzierżawy z p. Plutą na 10 lat i on ma prawo pierwokupu tego terenu. Niby prawda, ale gdy p. Pluta będzie właścicielem stawów Piskorzeńca, to nie będzie tam rezerwatu. Chwilowo - porażka.
spisał Ptasiek