biuletyn nr 13
marzec 1999



witajcie słonka !

Chociaż sytuacja materialna Ośrodka jest bardzo kiepska, "biuletyn" ukazuje się jak zwykle. Jak zapewne większość z Was doskonale wie, jesteśmy w poważnych tarapatach finansowych. Szerzej napisała o tym Asia w tekście "A to Polska właśnie...". Wszystkich członków i sympatyków prosimy - bądźcie z nami w tych trudnych chwilach.
Mimo klęski finansowej były też i sukcesy. Przeprowadziliśmy spektakularną akcję na giełdzie zoologicznej zakończoną odebraniem handlarzom kilkuset zwierząt. Więcej czytaj w tekście Xperta "Akcja na giełdzie".
Kilka nowości w tym numerze: rozpoczynamy "prasówkę" wydarzeń dotyczących całego Ośrodka, do tej pory przedruki z gazet były tylko w Infostradzie na tematy transportowe, a dziś o akcji na giełdzie zwierząt i o zamknięciu Ośrodka.
Poza prasówką także przedruk z "Wiadomości" o planach Pracowni na rzecz Wszystkich Istot i kolektywu "Rozbrat" na bieżący rok. Także nowa rubryka - "Warto przeczytać". Ptasiek pisze o książce Joe Kane "Dzicy". Dołączamy też do "biuletynu" stronę poetycką, tym razem prezentować się będzie Robert.
Z okazji zbliżającej się wiosny - dużo słońca i uśmiechu.
Gosia


Z okazji tzw. Dnia Kobiet przedstawicielkom płci żeńskiej życzę jak najmniej objawów dyskryminacji w życiu publicznym. Oraz dużo uśmiechu.
T.S.M.Ś. Xpert



A to Polska właśnie...
"What's really going on?" - takie pytanie usłyszałam od naszego zdezorientowanego amerykańskiego znajomego, który 22 lutego odwiedził, jak zwykle w porze obiadowej, Ośrodek. Pomimo porozwieszanych wokół informacji, że klub jest nieczynny, ruch w "Źródłach" jak na Piotrkowskiej. I jak tu wytłumaczyć wychowanemu w demokracji obywatelowi zawiłości naszej polskiej rzeczywistości?
Może dla przypomnienia wyjaśnię w skrócie sytuację. Otóż około października ubiegłego roku złożyliśmy jak zwykle podanko o dofinansowanie przez gminę ośrodka kuratoryjnego dla młodzieży, czyli takiego popołudniowego klubu, w którym organizujemy i zapełniamy młodym ludziom wolny czas, ażeby nie byli zmuszeni przeznaczać go na wałęsanie się po ulicach i pubach, co może spowodować bardzo nieprzyjemne skutki dla nich samych, jak i dla społeczeństwa. Miasto jest więc zainteresowane istnieniem miejsc takich jak Ośrodek.
Jak wiemy, od stycznia tego roku wiele się zmieniło, w tym i przepisy, i to nie zawsze na naszą korzyść. W wyniku tych zmian, których szczegóły ze względu na dobro czytelników pominę, od dwóch miesięcy gmina (tak zatroskana o dobro młodzieży, środowiska jak i dobrych stosunków: władza - organizacje pozarządowe) nie przekazała ani grosza na funkcjonowanie klubu. Oczywiście niemałe opłaty stałe musieliśmy przez ten czas płacić sami. Czekaliśmy cierpliwie chodząc do pracy i realizując cały program edukacyjny za darmo (piszę tu o pracownikach etatowych zatrudnionych w ośrodku kuratoryjnym, nie o wolontariuszach stowarzyszenia).
Nasze uprzejme zapytania, prośby i ponaglania były zbywane milczeniem lub radami wypowiadanymi z dobrotliwym uśmiechem: "Proszę cierpliwie czekać". Czekanie to ma ponoć zakończyć uchwalenie budżetu gminy, a potem ewentualnie zobaczymy, czy może dostaniemy dotację, czy nie. Najpierw mieliśmy czekać do lutego, potem do marca, niebawem może się okazać, że jeszcze dłużej.
Ja bym w zasadzie nie narzekała, bo lubię przychodzić do "Źródeł" i przez pięć lat robiłam to jako wolontariusz. Wtedy jednak byłam w tej komfortowej sytuacji, że miałam stypendium studenckie i pieniądze od rodziców. Teraz jednak przeszłam na własny garnuszek i są dwie możliwości: albo pracuję w Ośrodku poświęcając temu cały swój czas i energię, albo szukam pracy, siedzę w niej 8 - 10 godzin i mam siłę jeszcze przyjść do "Źródeł" i coś zrobić, albo nie mam, bo padam na twarz. W takiej sytuacji jest kilka osób w Ośrodku i możecie mi wierzyć, że jeśli odejdą do innych zajęć, "Źródła" mocno podupadną. Żaden wolontariusz nie jest w stanie utrzymać takiego Ośrodka. No chyba, że jest bogaty, nie studiuje, nie pracuje, ma doświadczenie w prowadzeniu spraw biurowych, pisaniu i rozliczaniu projektów, w kontaktach z urzędami, mediami, a do tego potrafi prowadzić edukację ekologiczną.
Tak to się sprawa ma od tzw. strony ludzkiej. Jest jeszcze druga - lokalowa. Nie jest tajemnicą, że comiesięczne utrzymanie tego miejsca kosztuje około 1300 zł. Nietrudno więc policzyć, że aby przez rok "Źródła" mogły być otwarte, potrzebujemy 15.600 złotych (sto pięćdziesiąt sześć starych milionów). Dochodzą do tego koszty zakupu papieru, drobnych napraw itp. Jeżeli więc ktoś dysponuje ową kwotą prosimy o kontakt. Dodam, że przez dwa miesiące płaciliśmy wszystkie rachunki z pieniędzy z tzw., funduszu awaryjnego, który powstał w zeszłym roku przez odciąganie części pieniędzy od wypłat pracowników.
22 lutego oficjalnie zawiesiliśmy działalność klubu. Żeby nie zamykać Ośrodka na głucho postanowiliśmy, że będą dobrowolne dyżury osób chętnych, tak aby od 15.00 do 18.00 można było przyjść do " Źródeł", zjeść obiad, pogadać, odpocząć. W ramach ośrodka kuratoryjnego odbywały się spotkania grup, różne imprezy, wyjazdy itp. O tym, czy będzie to funkcjonować nadal, decydują teraz na własną rękę osoby prowadzący te sprawy. Jak zauważyłam, grupy spotykają się nadal. Znaczy to więc, że duch w nas nie umarł.
Sytuacja "Źródeł" odbiła się szerokim echem w mediach. Zauważcie w jakiej desperacji musi być kobieta aby wystąpić przed kamerami ze świeżą, bardzo widoczną blizną na policzku (efekt odwróconego obrazu w lustrze w czasie manewrowania lokówką).
Porozsyłaliśmy prośby o wsparcie do organizacji ekologicznych z całej Polski, instytucji i wszelkich znajomych. Zarząd miasta został zbombardowany faxami i telefonami. Z wrodzonym sobie poczuciem odpowiedzialności i obycia zdezorientowane władze odsyłały zainteresowanych do podległych sobie urzędników, którzy nie mają żadnego wpływu na decyzje Zarządu. Bo to Polska właśnie...
Tak więc Ośrodek jest zamknięty, ale właściwie działa, bo został zamknięty po to by przyspieszyć legalne działanie. Władze miasta mówią, że ze względu na przepisy niestety nie mogą (choćby bardzo chciały) wspomóc stowarzyszeń, a jednak niektóre wspomagają (o czym głośno nie mówią). Pieniądze są (chociażby w tzw. prowizorium budżetowym), ale ich nie ma itd. itd.
Tylko jak to wszystko wytłumaczyć cudzoziemcowi?
Asia




Spis treści:

1. Relacje, informacje
2. Zaproszenia - Wędrówki po bioregionie, Gdy Sokrates ma 5 lat, Dzień Wierzby
3. Szkolenia
4. Różności
5. Ratujmy Rospudę! - tekst z "Pracowni na rzecz Wszystkich Istot"
6. Co było?
7. Warto przeczytać



Powrót do strony głównej