różności

sprostowanie
W poprzednim numerze "biuletynu" Źródeł ukazał się artykulik Góra?la pt. "Domagamy się". Do tego artykuliku Xpert zgłosił kilka uwag i choć uważam, że (znając jego zasób wiadomości) zrobił to nieco z przekory, to sądzę także, że jego uwagi są w pełni uzasadnione, gdyż nie każdy musi wiedzieć na ten temat wszystko i rozumieć wszelkie skróty myślowe. Stąd też pospieszyłem, by sprostować czy rozwinąć punkty, do których zastrzeżenia zgłoszono.
Pierwsza uwaga dotyczyła punktu mówiącego o zaprzestaniu promocji samochodu w publicznych mediach i dotowania przemysłu samochodowego (tu wymienione było General Motors) oraz finansowania z państwowej kasy prosamochodowych inwestycji. Jeśli owszem uważam za niefortunne wymienianie konkretnych koncernów w przypadku dotowania przemysłu samochodowego, bo trzeba tu by wypisać całą listę takich przykładów (bo jest to i General Motors, Fiat i wszelkie inne uczestniczące w kontyngentach bezcłowych i ulgach czy zwolnieniach z podatku), to pragnę także nadmienić, że wymieniane przez Xperta FSO-Daewoo to również... General Motors. Nie dla wszystkich jasne mogło być też mówienie o promocji samochodu w publicznych mediach. Tu niestety problem jest o wiele bardziej złożony i ja osobiście ująłbym ten postulat, jak i następny (zaprzestanie finansowania z państwowej kasy prosamochodowych inwestycji) pod wspólnym hasłem zaprzestania promocji samochodów jako nadrzędnego środka komunikacji i ukazywania realnych efektów korzystania z niego. I oczywiście jak zawsze wtedy, gdy dotyka się problemu-molocha, to albo postulat staje się rozmyty albo wydaje się nierealny do wdrożenia w życie, ponieważ problem ten sięga swymi korzeniami daleko wstecz (do pierwszej połowy tego wieku), a może i jeszcze dalej, i jest na tyle złożony, że został wręcz ochrzczony kultem samochodu. Jednakże nie rozwlekając tego problemu, wspomnę tylko o tym ile czasu antenowego w mediach (nie tylko publicznych) przeznacza się na programy o samochodach dla indywidualnych użytkowników, a ile na programy mówiące o tylu innych środkach transportu (kolei, autobusach, tramwajach, rowerach, ruchu pieszym). Na pierwszy rzut myśli, ta propozycja wydaje się być dla przeciętnego człowieka paradoksem, ale tylko na pierwszy, bo przecież to, że raz na jakiś czas w cotygodniowym programie ekologicznym wspomni się o tym, że istnieją inne oprócz samochodu, "ekologiczne" środki transportu i wrzuci się je właśnie do tego skomasowanego worka innych, ukazuje pełnię tego zjawiska. Tojednak nie wszystko. Wystarczy tylko rozejrzeć się i ujrzeć wszechobecne reklamy w telewizji i na bilboardach samochodów sunących po pustych nitkach autostrady lub na zboczu góry, w ciszy lub przy łagodnej muzyce, wśród wszędobylskiej soczystej zieleni i zauważyć skalę obłudy. Dodać do tego jeszcze masę magazynów motoryzacyjnych, główne nagrody w telewizyjnych teleturniejach i konkursach (np. audiotele) z super dodatkiem oklasków pragnących nagrody tłumów i już mamy gotowy produkt - kult samochodu. Jak już wspomniałem wcześniej sprawa jest o wiele bardziej złożona, ale nie chcę teraz pisać książki. Nawiązując do poprzednich zdań pojawia się tu oczywiście problem rzetelnej reklamy (jeśli coś takiego w ogóle istnieje), gdyż jestem jej zwolennikiem, aczkolwiek nie popieram umieszczaniem przy papierosach napisu "Palenie papierosów powoduje...", gdyż wtedy na każdym produkcie należałoby nalepić "to i to powoduje takie a takie odchylenia w naszej psychofizyce"(bo każde narzędzie rodzi jakieś efekty uboczne) łącznie z podobnym napisem w przypadku reklamy samochodu. Wystarczyłaby po prostu w miarę rzetelna reklama, w której na przykład występuje "rasowy palacz", a w przypadku samochodu auta tkwiące w okresowo w korkach wśród spalin i ich ofiary w szpitalach. W ten sposób może i reklama każdego produktu przestałaby być tak atrakcyjna, ale czy nie o to nam chodzi (antykonsumcjonizm), a człowiek wybierałby dany produkt wtedy, gdy uznałby to za konieczność (no tak, gdzie się zaczyna i kończy konieczność???). Należałoby tu jeszcze dodać dobrą edukację w tym zakresie i myślę, że bylibyśmy naprawdę "do przodu". Na zakończenie wyjaśnienia do tego punktu wystarczy dodać, że publiczne media nie godzą się na emitowanie programów (nawet po okazyjnych cenach) mówiących o drugiej stronie oblicza samochodu.
Odpowiedź na kolejny zarzut dotyczący "dostosowania relacji cen poszczególnych środków transportu do kosztów rzeczywistych" wydaje się bardziej oczywista. Szczerze mówiąc zarzuty kierowane pod adresem tego punktu wydają mi się śmieszne (szczególnie, że wiem kto je kierował) i dlatego w swej odpowiedzi wpierw oprę się na nich. Xpert mówi tutaj o akcyzie jako czynniku urealniającemu koszty i odkształcającego realia wolnego rynku. Nie jest to niestety prawda. W punkcie tym chodzi o to aby każdy środek transportu najpierw płacił całość kosztów z nim związanych, a później dopiero należałoby mówić o dotacjach (jeżeli należałoby w ogóle o nich mówić). Tak więc akcyza, o której się tu wspomina powinna pokrywać całość kosztów utrzymania infrastruktury dla danego środka transportu, a także innych kosztów jakie dany środek transportu generuje: kosztów architektonicznych, uszczerbku na zdrowiu i życiu ludzi (także jeśli chodzi o wydobycie paliw), innych kosztów środowiskowych poza ludzkimi (wartość budynków i ich stan, powietrze, gleby, woda, i inne stworzenia). To byłby właśnie wolny rynek - każdy płaciłby sam za siebie. Wiadomo natomiast, że owa akcyza, którą obłożone są samochody i paliwa oraz podatek drogowy w paliwie, nie pokrywają nawet kosztów utrzymania samej infrastruktury (drogi i ulice buduje i remontuje państwo i samorząd), podczas gdy na przykład kolej i komunikacja tramwajowa muszą utrzymywać własną infrastrukturę, będąc "ewentualnie" dotowanymi i to w coraz mniejszym stopniu. Środkiem do realizacji tego celu wcale nie musiałaby być akcyza (np. użytkownicy dróg czy danej drogi sami powinni się "zrzucać" na jej budowę i eksploatację). Oczywiście w tym przypadku rację bytu straciłoby państwo "zbierające i dające", rozdzielające i reglamentujące środki. Znacznie też wzrosłyby koszty poruszania się każdym środkiem transportu, ale to z kolei zmuszałoby do lepszych rozwiązań w planowaniu przestrzennym. Spowodowałoby to także znaczne zróżnicowanie w kosztach między poszczególnymi środkami transportu (np. komunikacja autobusowa podrożałaby bardziej niż tramwajowa). W uwagach, które odczytałem mówi się także o tym, że transport towarów TIRami jest bardziej opłacalne. Nie jest to niestety związane z kosztami, a z tym, że polska kolej funkcjonuje tak, że jest to po prostu często technicznie prostsze. Poza tym istnieje coś takiego jak przyzwyczajenie i ogólna tendencja...
Nie chce mi się już pisać więcej, więc wybacz mi drogi czytelniku, że już kończę (poza tym chcę, aby to się gdzieś ukazało, więc i tak chyba przegiąłem z długością artykułu). Wolę także rozmawiać niż pisać (no wiecie - energochłonność), więc jeśli ktoś miałby jakieś pytania lub chciałby się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat to zapraszam na spotkania grupy transportowej - w każdy poniedziałek o godz. 18.00.
p.s. Osobiście uważam, że choć te propozycje mogłyby rozwiązać pewne problemy komunikacyjne, to pieniądze nie są w stanie rozwiązać tego problemu, jak i żadnego innego, gdyż nie są one źródłem tych problemów, Źródło leży znacznie głębiej w zboczeniach naszej psychiki zrodzonych setki, tysiące lat temu...
Polip


Xpert napisał: Nie rozumiem
Re: Tłumaczymy

Xpert napisał:
Ze zdziwieniem przeczytałem tekst "domagamy się" który TEWOZ przeznaczył do wydrukowania w ogólnodostępnej części "biuletynu". (...) Może ten tekst ma swój głęboki sens, tylko ja w moim małym móżdżku nie jestem go w stanie pojąć. Liczę, że Góral wyjaśni mi go w następnym "biuletynie".
Oto czego żadną miarą pojąć nie mogę:
[polityka transportowa powinna opierać się na] zaprzestaniu promocji samochodu w publicznych mediach, dotowania przemysłu samochodowego (General Motors)].
...uważam, że zamiast GM powinno być chyba FSO Daewoo, zupełnie nie rozumiem o co chodzi z zaprzestaniem promocji samochodu w mediach???

Re:
Podejrzewam, że Góral odpowie na wezwanie, lecz nie zaszkodzi gdy i ja wtrącę parę wyjaśnień. Niestety muszę się zgodzić na wstępie, że text "domagamy się" może być dla wielu miejscami nieczytelny, w postaci w jakiej został sformułowany. Dobrze jednak się stało, że się ukazał, gdyż uwagi Xperta oznaczają, że rzeczy które mnie, jak i Góralowi wydają się oczywiste mogą takowymi nie być dla czytelników "niewyspecjalizowanych" (o czym czasami zapominamy).
Xpert Wrote:
1) "zamiast General Motors powinno być chyba FSO - Daewoo"
2) "zupełnie nie rozumiem o co chodzi z zaprzestaniem promocji samochodu w mediach"

Re:
1) W okolicach wakacji (nie pamiętam dokładnie kiedy) koreańskie Daewoo zostało wykupione prze GM. Fabryki, pracownicy oraz znak firmowy Daewoo pozostały bez zmian, jednak kontrola nad firmą jest w mackach Giganta Motoryzacji. W Polsce najwięcej sprzedawanych jest samochodów Fiata, później Daewoo, a dalej GM-Opel. Jednak Daewoo(GM) + Opel(GM) > Fiat. GM jest jednym z największych niszczycieli Ziemi, a co za tym idzie jednym z najbogatszych i wpływowych koncernów na świecie (jego obroty przekraczają PKB wielu rozwiniętych państw, w tym Polski). Otwarcie nowej fabryki GM w Gliwicach, było w mediach newsem tygodnia i wcale nie dlatego, że nic ciekawego się wtedy nie wydarzyło.
2) Być może słowo "zaprzestanie" nie jest najszczęśliwsze, lecz bynajmniej nie oznacza ono "zakazywać" jak to odebrał Xpert. "Zakazywać" jest stwierdzeniem kategorycznym, a nikt z nas (Transportowców) nie użył, ani nie zamierzał użyć takich stwierdzeń, ponieważ nie jest to naszą intencją. Mowa o "Wielkiej radzie ekologicznej" i "duce", oraz wytłuszczanie nieużytego przez nas słowa "zakaz" jest dla mnie równoznaczne, albo ze świadomym przeinaczaniem textu, albo z szaloną projekcją czarnowidza czytającego między wierszami.
Co w takim razie miało oznaczać "zaprzestanie promocji samochodu" ?
Otóż blaszane pudło, często o miłych dla oka kształtach jest lansowane absolutnie na każdym kroku jako symbol szczęścia, luksusu, wolności i mnóstwa innych mniej lub bardziej wzniosłych rzeczy. Ludzie chcą oglądać samochody, chcą je posiadać jeździć nimi, cieszyć się i rozkoszować (czy ktoś widział film Crash??? - brrr zgroza...).
NA ILE JEDNAK JEST TO PRAGNIENIE SZTUCZNIE WYKREOWANE ???
(Polecamy "Wpuszczeni w korek") Ilu ludzi ślini się do najnowszej Astry, Clio, czy Corolli, nie mając najmniejszej nawet perspektywy by stać się ich posiadaczami (dlatego dzwonią 0 700 999 997 etc. ...a może się uda, podpowiada ich matka Nadzieja).
W imię "wartości demokratycznych" (jak ja nie cierpię tego zwrotu), które Xpert tak często przywołuje, rzeczywiście pokazuje się w telewizji różne programy. Dlaczego jednak w tak niedemokratyczny sposób ?. Kiedy drogi Xpercie widziałeś dobry program przyrodniczy w TV i o które godzinie? Kiedy można obejrzeć dobrą publicystykę, a kiedy tokszoł, kiedy program ekologiczny, a kiedy Auto moto. W jakich proporcjach jest to wszystko podawane, i dlaczego gdybym chciał obejrzeć coś wartościowego to muszę czekać do 2 w nocy, lub wstawać o 6 rano? Samochód jest wszędzie. Na plaży, w lesie, nad jeziorem, w konkursach, w filmach, reklamach spodni, gum, proszków i klocków dla dzieci. Zawsze jest pokazywany od strony lśniącej karoserii i magicznego pedału gazu. Jednak z drugiej strony (od tzw. "dupy strony") z każdego samochodu wystaje niejaka rura, w TV niepokazywana (może to taki rodzaj samochodowej pornografii ? ... nie wypada czy manipulacja???).
To co robi publiczna telewizja w państwie, które przyjęło konstytucyjnie zasadę zrównoważonego rozwoju jest chore i nie ma nic wspólnego ani ze zrównoważeniem ani z rozwojem (popełniamy błędy Europy lat 60 - 80). Jest to chore i należy tą chorobę zwalczać. Dlatego postulujemy zaprzestanie nachalnej promocji samochodu, tak jak ja osobiście postulowałbym, aby zaprzestać promocji prątków gruźlicy lub syfilisu (chyba, że ktoś je lubi...).
Xpert wrote:
1)"... dostosowaniu relacji cen poszczególnych środków transportu do kosztów rzeczywistych.
Właśnie to mnie najbardziej oburzyło !!!"
2)"urealnienie cen to całkowita klapa transportu kolejowego i wielki boom motoryzacji."

Re:
Xpercie, gdybyś zamiast oburzać się doczytał postulat do końca to powinieneś zrozumieć. Zrównoważenie kosztów rzeczywistych to taka akcyza, czy podatek, który pokryje z kieszeni użytkowników koszty eksploatacji dróg, niszczenia środowiska, składowania złomu, gum i wszystkich innych przez nas wymienionych. Gdyby w transport drogowy były wliczone ww. koszty nie oznaczało by to w żadnym wypadku klapy kolei, lecz raczej szansę na jej uzdrowienie. Jest to jedyna szansa, by stała się ona konkurencyjna wobec samochodów.
Akcyza, której tek bardzo bronisz jest niewspółmiernie niska do zniszczeń powodowanych przez dymiące blaszaki i trabanty. Rzeczywiście masz rację, na dzień dzisiejszy jest to (transport samochodowy) bardziej opłacalne, ponieważ do samochodziarzy dokładamy wszyscy, i dokładać będą nasze wnuki. Przekleństwo samochodu będzie nas ścigać przez następne kilka pokoleń... (a&w)
Xpert wrote:
Nie jest potrzebne żadne dostosowanie relacji cen. Bo jak niby miało by się to odbyć??? Rząd od dziś ustala, że transport samochodowy jest drogi? Taki system zarządzania gospodarką się skończył. (...) To zadanie dla społeczeństwa (edukacja), a nie dla Państwa. Czasy centralnie sterowanej gospodarki minęły bezpowrotnie!!!
Re:
Tu mógłbym polemizować długo, lecz całość nie trzymałaby się głównego tematu, więc tylko krótko na temat centralnego sterowania. Im dłużej i bardziej zagłębiam się w politykę, zagadnienia gospodarcze, mechanizmy socjotechniki i inne takie, tym bardziej moje poglądy stają się radykalne, tym głośniej mam ochotę mówić NIE !!!. Demokracja w wykonaniu XX-wiecznym jest tak zwyrodniała, że jeżeli ktoś tego nie dostrzega i publicznie deklaruje niezachwianą wiarę w jej ideały i prawa nią rządzące jest albo naiwny, albo skorumpowany, albo po prosty głupi. Może to dosyć ostre słowa, ale tak widzę świat i otwarty jestem na wszelkie polemiki w tym temacie. Demokracja tak jak każdy inny wcześniejszy system (od momentu gdy Kain zabił Abla) jest doskonale (a może nawet najdoskonalej ze wszystkich) scentralizowana wokół jednego - KASY. System, w którym żyjemy, jest tak doskonale sterowany, że komuniści mogliby się od dzisiejszych techno-kapitało-demokretów niejednego nauczyć.
Podejrzewam, że zaczynam jednak odbiegać od tematu wyjściowego. Czas kończyć. Do rozmowy na temat systemów, świadomości, wolności i takich gadżetów zapraszam na audycję, zdecydowanie wolę gadać niż klepać w klawisze. To tyle.
Słoń