relacje

walne
We czwartek 21 stycznia odbyło się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie członków ODE "Źródła", którego konsekwencją jest:
. przeniesienie jogi z Ośrodka w inne miejsce
. zmiana statutu Stowarzyszenia - Krzysiu dopisz te punkty
. przyjęcie Moniki A. Gorzelańskiej do Komisji Rewizyjnej
Mona


walnę ja Monikę
Monika powiedziała mi, że napisała do "biuletynu" tekst o walnym, a ja - jeśli chcę - mogę go uzupełnić o te szczegóły, które Monika pominęła. Cóż, nie spodziewałem się, że relacja z walnego w wydaniu Moniki zajmie jedynie sześć linijek. Chyba muszę napisać wszystko od nowa.
Xpert


walne
Dnia 21 stycznia odbyło się nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Członków naszego stowarzyszenia. Zostało zwołane na wniosek Zarządu w związku z postulatem odwołania z Komisji Rewizyjnej Adama Dąbrowskiego.
Na Zgromadzenie stawiła się wymagana większość członków, w związku z tym było on ważne.
Wniosek o odwołanie Adama Dąbrowskiego z komisji rewizyjnej został przyjęty, natomiast wniosek o wykluczenie go ze stowarzyszenia upadł. Adam nadal jest więc członkiem Źródeł, ale nie jest już członkiem Komisji Rewizyjnej. Na miejsce Adama do Komisji przyjęto Monikę Gorzelańską, natomiast w związku z rezygnacją Konrada Malca, wciąż wolne jest jedno miejsce w Komisji Rewizyjnej. Członkowie Komisji (Monika i Czuba) powinni więc jak najszybciej dokooptować sobie trzeciego rewizjonistę.
Na Walnym Zgromadzeniu przyjęto także całkiem nowy statut naszego stowarzyszenia (w starym było zbyt wiele niejasności dotyczących zasad funkcjonowania władz stowarzyszenia). Statut można w każdej chwili otrzymać do wglądu w biurze, powinien też leżeć na stole w klubiku.
Na tym zebranie zostało zakończone. Ponieważ na wniosek Adama obrady były nagrywane na magnetofon, jeśli ktoś jest bardzo ciekawy dokładnego przebiegu Walnego Zgromadzenia, może sobie tę taśmę wypożyczyć i posłuchać (nagrane są też prywatne wynurzenia Smalca w przerwie obrad).
Następne Walne Zgromadzenie, miejmy nadzieję iż już zwyczajne, powinno odbyć się gdzieś na jesieni 1999 roku - będziemy wówczas wybierać nowy Zarząd, warto więc może już zacząć kampanię wyborczą. Niestety, członkowie Zarządu diet za udział w obradach nie otrzymują, więc nie wiem czy będzie wielu chętnych...
Xpert


składki
Przypominam o konieczności opłacenia składek członkowskich za rok 1999. Nie ma jakiegoś ostatecznego terminu ich płacenia, jednak po pół roku niepłacenia składek można zostać usuniętym ze stowarzyszenia.
Zdaję sobie sprawę, że kilkoro Źródlan, którzy pracowali na etatach w Ośrodku ma teraz duże kłopoty z kasą, więc nikogo nie ponaglam, ale pamiętać trzeba, że największe kłopoty z kasą mają obecnie same Źródła, więc każdy grosz się liczy. Naprawdę nie sępcie, bo to przecież nasza wspólna sprawa.
Wysokość składki to 24 zł za rok. Uczniowie, studenci, bezrobotni: 50% zniżki. Można zapłacić na razie tylko za pół roku - odpowiednio 12 zł lub 6 zł dla korzystających ze zniżki. Wpłacać należy Dominice lub Asi, przynieście ze sobą legitymację członkowską do podstemplowania za rok 1999.

Xpert


Jurajski Park Narodowy
Korzystając z ferii ja z Darkiem Matusiakiem (Ptaśkiem), (potem jeszcze z Ewą Hrynkiewicz) postanowiliśmy udać się na Jurę, by sprawdzić jak sprawy się mają z utworzeniem JPN po zmianie administracyjnej i zmianie władz lokalnych. Wcześniejszy plan, aby zorganizować obóz podobny do tego, jaki odbył się w sierpniu 1998 roku upadł, po perturbacjach finansowych okazało się, iż Źródła stać na wyjazd tylko nas trojga (i to na bardzo krótko).
Pierwszy dzień. Nasza kwatera w Złotym Potoku okazała się być wielkim, nie ogrzewanym domem. Pani gospodyni była źle nastawiona do Łodzi, ponieważ miasto "zabrało jej syna". W naszym w pokoju był cudowny piec i od niego buchało ciepło. Po prowizorycznym obiedzie - spacer po okolicach i psychiczne przygotowanie do jutrzejszych spotkań z poważnymi osobistościami.
Poniedziałek rano. Budzę się wcześnie i szybko wstaję, bo przed godziną 8 mamy autobus do Olsztyna. Budzę też Ptaśka. Ociąga się, ale nie ma wyjścia, w Olsztynie czeka na nas wójt, przewodniczący Rady Gminy i wiele innych interesujących osób. Spóźniamy się na spotkanie kilkanaście minut. Kurtuazyjne przywitanie i przejście do konkretów. Więc nowy wójt pan Marian Stępień jest z wykształcenia geologiem i rozumie potrzebę ochrony przyrody. ...ale żeby aż w postaci parku narodowego, to chyba już jakaś przesada - wnioskuję po przebytej rozmowie. Ptasiek przedstawia cel naszej wizyty, (przyjechaliśmy poznać nowego wójta, jego opinie o interesującej nas sprawie). Pan oczywiście wyjaśnia nam, że ma nastawienie ekologiczne, kontynuuje rozpoczętą budowę kanalizacji i oczyszczalni ścieków, stara się wprowadzić obowiązkowe kosze na śmieci przy każdym domu etc. Czyli owijanie w bawełnę. Ptasiek proponuje zorganizowanie wystawy zdjęć prof. Hereźniaka przedstawiających piękno Jury. Pan wójt nie ma nic przeciwko. Dodaje, iż można wystawę fotografii połączyć z pracami plastycznymi dzieci, co wywołuje w nas lekki śmiech. Ale nic, może nie będzie tak źle. Pierwsze koty za płoty.
Z tego spotkania udajemy się na kolejne, w tym samym budynku, tym razem z panem Marianem Poprawskim - Przewodniczącym Rady Gminy Olsztyn. Wiemy, że będzie spotkanie milsze od poprzedniego, ponieważ znamy już stanowisko tego pana w sprawie JPN i jest ono nad wyraz pozytywne. Niestety, szalejąca grypa uniemożliwia nam to spotkanie. Pan przewodniczący okazał się być złożony chorobą. Kontaktujemy się z nim telefonicznie.
Okazuje się, iż w tym roku fajerwerków (Międzynarodowego Pokazu Pirotechniki i Laserów) nie będzie, a poprzednia impreza została podana do prokuratury, jako ewidentny przykład łamania prawa. Hurra, krzyczy w nas głos wewnętrzny. Życzymy panu przewodniczącemu powrotu do zdrowia, a w duchu prosimy by nie umierał, bo jest naszym jedynym wysoko postawionym sojusznikiem. Po tym telefonicznym spotkaniu zatelefonujemy do wojewody śląskiego, by ustalić konkretny termin spotkania na temat JPN. Mimo usilnych starań Ptaśka i przymarzającej do ucha słuchawki nic nie udaje nam się załatwić. Wzajemne odsyłanie, proszę zadzwonić później, rozumiecie, strajk anestezjologów, blokujący drogi rolnicy etc.. Jednakże udaje nam się umówić jeszcze dziś na spotkanie z wójtem Janowa. Nie spotkamy się natomiast z leśnikami, którzy są zdecydowanymi przeciwnikami naszej wzniosłej idei. Trudno. Mamy jeszcze 1,5 godziny czasu wolnego. Ja jako sekretarka Ptaśka przypominam mu, co jeszcze mamy do zrobienia, jakie telefony i wizyty. Korzystając z chwili, idziemy do poznanej już w wakacje kierowniczki Domu Kultury, aby dogadać się w sprawie wystawy poświęconej JPN. Pani jednak nie ma, pracuje dopiero od 13, ale dzięki uprzejmości pani bibliotekarki kontaktujemy się z kierowniczką telefonicznie (cześć i chwała Abrahamowi Bellowi). Pani ponownie się zgadza na pomysł zrobienia wystawy (pierwsze plany wystawy były już w listopadzie ubiegłego roku), co prawda tylko na trzy tygodnie, ale zawsze to coś. Mając jeszcze chwilę wolnego czasu idziemy odwiedzić pana Wiewóra (dla nie wtajemniczonych - jest to rzeźbiarz, w Olsztynie ma swoje wspaniałe ruchome szopki). Zastajemy gospodarza przy robocie. Dowiadujemy się nowinek i poznajemy pomysły pana Wiewóra na zatrzymanie degradacji ruin zamku. W międzyczasie przychodzi syn gospodarza (notabene bardzo męski i też rzeźbi...). Czas spędzamy na miłych pogaduszkach, oglądamy szopki. Wychodzimy niechętnie, lecz służba nie drużba. Kupujemy śniadanie i jedziemy do Janowa na spotkanie z wójtem - panem Adamem Markowskm.
Rozmowa ciekawa. Jego opinia zależy od opinii mieszkańców Janowa i tego czy będziemy obstawać tworząc JPN przy fragmencie Gminy Janów, z którym to terenem wójt wiąże turystyczne nadzieje (jest to niezwykle malowniczy teren nad stawem Americanos). Oczywiście te same gadki o oczyszczalni ścieków i innych "inwestycjach ekologicznych". Łagodne napomnienie ze strony wójta, że protesty i akcje takie jak w sierpniu przed Urzędem Wojewódzkim wtedy jeszcze Częstochowy (happening, akcja nastawiona na media, rozmowa z zastępcą wojewody) niczego dobrego nie przynoszą, że tu potrzeba negocjacji, a nie siły (śmiech). Na wspomnienie Ptaśka o wystawie zdjęć prof. Hereźniaka pan Markowski delikatnie nam daje znać, iż profesor jest postrzegany przez mieszkańców (i nie tylko - moja dopowiedź) jako persona non grata. Więc lepiej nie drażnić lwa, bo lew to ja...
Dziękujemy za rozmowę i udajemy się na kolejne spotkanie, tym razem z dyrektorem Zespołu Parków Krajobrazowych Potoku Złotego - panem Muchą. Po raz kolejny zadziwia nas swoją okazałością rezydencja w parku. Jest to dawny pałac Raczyńskich. Spotkanie w miłej atmosferze. W międzyczasie dzwoni telefon, okazuje się, iż to wójt Janowa opowiada o naszej wizycie. Wiadomości się szybko rozchodzą. Pan Mucha, tak jak i poprzednim razem, nie powiedział nic konkretnego, "park narodowy nie ma teoretycznie przeszkód lecz..., wystawa, też nie ma sprawy, ale...." I jak tu żyć. Na odchodne dostajemy długopisy, reklamówki z telefonem i faksem jego instytucji.
Wracamy do naszego pokoju na obiad. Niestety gospodyni przenosi nas do innego, brzydszego pokoju i tam jest jedno łóżko (gdyż pani myśli, że jesteśmy małżeństwem, a my nie wyprowadzamy jej z błędu) i o wiele mniej przestrzeni, poza tym jest on ogrzewany piecykiem gazowym. Gorsza atmosfera, ale jakoś dajemy sobie radę. Po obiedzie idziemy na spacer. Jest mroźno i śnieżnie. Oddychamy po tym długim dniu. Wieczorem spodziewamy się jeszcze wizyty pana Kolano (byłego dyrektora ZPK). Kupujemy ciastka i sok. Po powrocie okazuje się, że dojechała do nas nasza koleżanka, niepokonana Ewa. Do i tak małego pomieszczenia zostało wniesione jeszcze łóżko, a właściwie fotel rozkładany i pokój stał się jeszcze mniejszy, a spokój został zamieniony w mały intelektualny rozgardiasz. Pan Kolano nie przyjeżdża, więc sami zjadamy ciastka. Idziemy spać, Ptasiek na tym dodatkowym przybytku, ja z Ewą na wersalce wcześniej grożąc jej, że jeśli ośmieli się chrapać będzie systematycznie przeze mnie duszona.
Drugi dzień cały zostaje przeznaczony na wędrówkę po okolicach, decydujemy się na niesamowity szlak Orlich Gniazd. Majestat buków przywołuje nas do porządku duchowego. Wspaniałe jaskinie, cisza, ślady zwierząt. Pokora wobec tworzenia. Powrót do brzydkiego pokoju. Obiad. Ewa suszy buty i uczy się na egzamin. Ja z Ptaśkiem udajemy się na spacer do pobliskiego internatu, by dowiedzieć się o ceny noclegów i jeszcze pooddychać powietrzem tak bardzo odmiennym od łódzkiego. Wracamy do pokoju gdzie Ewa wita nas pytaniami na temat ekoterroryzmu, sumienia ekologicznego, ekowyzysku i tego typu jeszcze innych eko. Ptasiek w "zapałkowym losowaniu" wybrany zostaje przez siły wyższe na tego, który ma zadanie iść i kupić ciastka. Niespodziewanie po jego wyjściu zjawia się gość. Kolega Grzesiek z Myszkowa, który chce nam pomóc w tworzeniu JPN na swoim terenie. Przychodzi Ptasiek, zaczynamy rozmowę, wzajemnie obwąchujemy teren. Koleś jest konkretny. Dalej rozmowa stacza się na zakazane, bo chwiejne rewiry polityki (on jest związany z Frakcją Młodych SLD). Różnimy się bardzo, lecz staramy się być dla siebie mili, aby móc razem działać. Po skończonej wizycie Ptasiek udaje się na spoczynek pod drzewo, a my z Ewą zasypiamy w równie zimnym pokoju.
Trzeci, ostatni dzień. Dziś już wracamy do domu, lecz póki co, jedziemy jeszcze do Żarek, spotkać się z tamtejszym burmistrzem - Andrzejem Lechem. Niestety i jego zdążyła dopaść grypa, (w poniedziałek, kiedy się z nim umawialiśmy na widzenie był jeszcze cały i zdrów) spotkanie nie dochodzi do skutku. Czekamy na autobus, który zawiezie nas do wójta Niegowej - Mirosława Szczepańczyka (nieduża część tych dwóch gmin wchodzi w skład projektowanego JPN). Przed wejściem do gabinetu decydenta upominam Ewę (kto ją zna, wie czemu to zrobiłam), żeby nie zadawała głupich pytań i była grzeczna. Spotkanie przebiega spokojnie. Wójt nie wiedział, że teren Niegowej ma wchodzić w skład JPN, więc go uświadamiamy. On nam oczywiście śpiewa te same piosenki co każdy poprzedni rozmówca: o potrzebie rozwoju turystycznego gminy. Jednakże jakichś specjalnych oporów nie wyczuwamy. Zresztą to właśnie tym terenem i tymi władzami ma się zająć nasz kolega Grzesiek.
Po spotkaniu jedziemy autobusem do Myszkowa. A stamtąd już każdy na swój teren, Ptasiek do Rokicin, Ewa do Łodzi, ja do Warszawy.
Mona

* Serdeczne podziękowania dla grupy przyrodniczej za wsparcie finansowe wyjazdu do Złotego Potoku.

Ewa, Mona, Ptasiek


Psubraty
W każdy poniedziałek o godz. 16.00 spotyka się grupa "Psubraty" zajmująca się problemem praw zwierząt, a raczej ich notorycznego i powszechnego łamania. Ostatnio nasza energia idzie m.in. w kierunku organizowania kwest na zwierzęta bezdomne. W czasie listopadowej zbiórki pod hasłem "Zaduszki zwierząt" na łódzkich cmentarzach udało się nam pomimo ulewy i zimna zebrać od hojnych Łodzian odwiedzających swych zmarłych bliskich 3000 złotych. Okrągłe sumki - 1000 zł pożeglowały do: łódzkiego schroniska na ul. Marmurowej, do przytułku dla kotów pani Hrynkiewicz i do starych cyrkowych misiów z Korabiewic.
Kolejna kwesta - "Wigilia dla zwierząt", choć robiona w gorącym okresie przedświątecznym, w którym większość ludzi staje na rzęsach, żeby pozbyć się kupy pieniędzy w dużej części na rzeczy niepotrzebne (tzw. prezenty), przyniosła znacznie mniejsze pieniądze (około 1300 zł). Nie zdziwiło nas to zresztą, bo od pięciu lat obserwujemy to niepojęte zjawisko, że w smutne listopadowe święto ludzie chętniej wydają swoje pieniądze na zwierzęta niż przed radosnymi świętami, których motywem przewodnim jest miłosierdzie. W obronie świątecznych kwest można zauważyć, że trwają one znacznie krócej, w jednym tylko miejscu, a i liczba ludzi w przejściu podziemnym przy Centralu nie może się równać z tłumami na Dołach czy Zarzewiu.
W drugim tygodniu lutego (10 -12. II) organizujemy trzydniową kwestę z okazji "tradycyjnego polskiego święta", jakim są Walentynki. Nowością będzie m.in. to, że zebrane środki zasilą te miejsca, które są utrzymywane wyłącznie dzięki zacięciu ich właścicieli, bez żadnej dotacji gminy. Będzie z nami kwestować opiekunka kilkudziesięciu kotów - pani Hrynkiewicz.
Na jednym ze spotkań grupy próbowaliśmy ustalić priorytety, tematy, którymi powinniśmy się zająć w pierwszej kolejności. Pomysłów było tyle ilu pomysłodawców. Udało nam się jednak dojść do porozumienia. Otóż postanowiliśmy, że przy okazji różnych imprez plenerowych, takich jak kwesty, będziemy propagować jakiś konkretny temat. I tak na walentynkowej imprezie będziemy propagować modę na niekupowanie zwierząt tropikalnych, które - primo - pochodzą z przemytu, secundo - giną masowo podczas podróży, a poza tym, jeżeli już uda im się przeżyć podróż, skazane są na ciasne klatki, akwaria, nieodpowiednie jedzenie, temperaturę, czyli dożywocie w ciężkich warunkach. Aby nie psuć humoru zakochanym poważnymi tekstami najeżonymi tragicznymi faktami, postanowiliśmy tę dość ważną sprawę przedstawić w formie zabawnych naklejek, które szybciej trafią do potencjalnych kupców tarantul, papużek czy żółwi niż moralizujące wywody.
Innym pomysłem grupy jest wyznaczenie sobie jednego dnia w tygodniu i jednego miejsca, (prawdopodobnie będzie to sklep Billa, a dniem czwartek - G.) w którym będziemy zbierać pieniądze i prowadzić akcje informacyjne na różna tematy związane ze zwierzętami. Przy okazji możemy zbierać podpisy pod petycjami oraz promować działania i wydawnictwa Ośrodka. Póki co czekamy na ustabilizowanie się planów zajęć na studiach i w szkołach naszych aktywistów.
Pomysłów działań jest dużo, m.in. są to wiosenne wyjazdy - pierwszy do schroniska w Korabiewicach. Zgłosiliśmy się też do Komisji Bioetyki, która będzie nadzorować wydawanie zezwoleń na doświadczenia naukowe, medyczne i inne z udziałem zwierząt. Zaś nieustraszony Krzyś prowadzi wszelkie skomplikowane prawne sprawy i nawet zadeklarował chęć powołania stowarzyszenia zwyczajnego zajmującego się tym tematem. A tematów, spraw na pewno nie zabraknie. Jeżeli więc ktoś z Was ma ochotę poprawić los zwierząt - zapraszamy w poniedziałki o godz. 16.00
Asia

* Jest już po kweście. Przez pierwsze dwa dni udało się zebrać ok. 7000 zł, wraz z trzecim dniem powinno być więc około 10000 zł. Pojawiło się dużo osób, które przy każdej okazji przyłączają się do akcji, przyjeżdżali specjalnie z drugiego końca Łodzi, by wspomóc zwierzęta. To, że nie zbieraliśmy pieniędzy na schronisko na Marmurowej, nie miało chyba większego wpływu na szczodrość ludzi. Większość osób zna już przytułek pani Hrynkiewicz więc wiedzą gnie pójdą ich pieniądze. Myślę, że powinniśmy troszeczkę wypromować Korabiewice. Gdyby nie było tak zimno, to byłoby bardzo miło.
Gosia


przebudzenie wojowników
"Społeczność obrońców przyrody to społeczność wojownicza. Oprócz naszego całkowitego oddania i miłości, jaką żywimy do naszej planety, charakteryzuje nas również chęć obrony różnorodności życia na Ziemi, nawet jeśli wymaga to rezygnacji z wygody, swobody, bezpieczeństwa czy ostatecznie życia. Wojownik wie, że poza jego życiem istnieje szersza rzeczywistość, której trzeba bronić. Tą rzeczywistością jest sama Ziemia, proces ewolucyjny, miliony innych gatunków, z którymi w pustce kosmosów dzielimy tę jasną kulę."
Rick Fields "Przebudzenie wojownika"

To było jedno z wielu wyznań, jakie dotyczą postawy wojownika. A w Źródłach, od początku ich istnienia ścierają się różne wizje zmian, jakie powinny nastąpić na świecie i w nas samych w sytuacji kryzysu ludzkiej społeczności. Ścierają się różne wizje wojownika. Ten proces przemiany wojownika powinien być ciągły i uważny, podsycany nowymi pomysłami działania i spalający wszystko co puste i bezwartościowe. Widok betonu w miejscu, gdzie przed 200 laty rosła puszcza z pięknymi drzewami i mnóstwem dzikich zwierząt jest najlepszym przykładem, do jakiego miejsca doszła nasza europejska kultura.
Chciałbym zaprosić tych wszystkich, którzy chcą pielęgnować w sobie postawę wojownika na spotkanie we wtorek, 2 marca o godz. 17.00
Przynieś ze sobą swój ulubiony przedmiot.
Ptasiek


autostradowa konferencja
9 lutego odbyła się w "Źródłach" konferencja zorganizowana przez mieszkańców Andrzejowa, sołectwo Andrzejowa i dwie organizacje ekologiczne (Towarzystwo Ekologicznego Transportu i Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne Klub "Inaczej"). Dotyczyła ona konfliktu związanego z planowanym przebiegiem autostrady A-1 przez Andrzejów, a także Park Krajobrazowy Wzniesień Łódzkich, o którym to konflikcie na różny sposób szumno było ostatnio i w mediach i pod Urzędem Wojewódzkim. Na konferencji tej media zostały poinformowane o złożeniu przez mieszkańców Andrzejowa w tym sołtysa, oraz dwie organizacje ekologiczne i partię Zieloni RP odwołań od decyzji lokalizacyjnej wydanej przez wojewodę. Na początku konferencji nastąpiło przedstawienie bardzo poważnych argumentów na jakich wsparte zostały odwołania, a następnie sprostowywano kłamliwe doniesienia głoszone przez rzecznika wojewody i samego wojewodę, co do nie zgłoszenia odwołań przez żadną z organizacji ekologicznych oraz raptem przez około 10 mieszkańców Andrzejowa. Na koniec były jeszcze odpowiedzi na pytani ze strony mediów i rozdanie przygotowanego dla dziennikarzy pakietu prostującego wszystkie przekłamania i naruszenia ze strony UW.
* Mieszkańcy Andrzejowa oraz ekolodzy serdecznie dziękują za udostępnienie lokalu...
Polip