różności

stare i nowe "Źródła"
Koniec starego i nowego roku to dobry moment by przyjrzeć się temu, co było i zastanowić się nad tym, co nowego warto zrobić, co ulepszyć, co usprawnić. Od ponad roku "Źródła" działają w nowym miejscu. Jedni mówią, że teraz jest lepiej, inni, że gorzej. Zgadzam się po części z jednymi i z drugimi. Na Piotrkowskiej głównym atutem była lokalizacja. Tam się wpadało częstokroć po drodze, towarzysko. Atmosfera była przyjemna, luźna. Można było sobie zrobić herbatkę, posiedzieć, pogadać ze znajomymi, a przy okazji zrobić coś dla Ziemi. Nic więc dziwnego, że miejsce to odwiedzały tłumy. Trochę gorzej rzecz się miała, gdy trzeba było popracować, na przykład wykonać jakiś ważny telefon, napisać jakieś podanka, sprawozdanko, artykuł albo, nie daj boże, projekt. Radosny szczebiot z korytarza, głuche odgłosy bębna, tłumy przesiadujące w tzw. biurze uniemożliwiały tego typu nudnawe ale niezbędne czynności, które z konieczności były wykonywane w domu i nie raz, a nawet permanentnie usypiałam nad papierkową (robioną zresztą przez 5 lat społecznie) pracą. Na nasze szczęście wtedy większość spraw związanych z rozliczeniami, finansami, sprawozdaniami etc. prowadziło MLE. Aż do września AD 1997 żyliśmy w błogiej nieświadomości ogromu tego typu pracy zajmując się happeningami, zbieraniem podpisów, organizowaniem miłych zajęć w Ośrodku. Tak więc pod względem towarzyskim w starych "Źródłach" było super.
Niestety siły wyższe i władniejsze zadecydowały, że lokal przy Piotrkowskiej 67 powinien przynosić dochody. W zamian za sprawne i ciche wyniesienie się zaproponowano nam dwie maleńkie, niewyremontowane klitki, do których docierało się systemem krętych korytarzyków. Oczywiście o prowadzeniu tam jakiejkolwiek działalności klubowej nie mogło już być mowy. Osoby, które sądzą, że zdobycie obecnego dużego i położonego w centrum miasta lokalu było łatwe muszę wyprowadzić z błędu. W 99% przypadkach na tego typu obiekty robi się przetarg, który za DUŻE PIENIĄDZE wygrywają bogate firmy. To, że władze miasta po wielu naszych staraniach zdecydowały się przekazać (nieodpłatnie!!!) ponad 100 m2 w strategicznym punkcie Łodzi ekologom pozostaje dla mnie nadal zjawiskiem graniczącym z cudem. Pomimo wielu przeciwności losu (chociażby takich jak złamana ręka Ptaśka) udało nam się przenieść sprawnie, zrobić remont i zacząć normalnie funkcjonować. W tym miejscu dziękuję wszystkim tym (nielicznym) przyjaciołom, na których pomoc mogliśmy liczyć w tamtych trudnych chwilach.
No i oto jesteśmy w nowych "Źródłach". Choć lokalizacja już nie ta i trudno liczyć, że wpadnie do nas po drodze 50 osób dziennie, ma to miejsce wiele plusów:
. 10 sekund do Poczty Głównej (jeżeli trafimy na zielone światło)
. 2 minuty do dworca
. Jak już wspomniałam ponad 100 m2 - jest więc spora kuchnia (pamiętacie tę z Piotrkowskiej?), przytulny klubik, sala warsztatowa (dawniej jak coś się działo na sali, całe towarzystwo musiało przycupnąć w holu) no i...
. ...biuro! Wreszcie koniec z bieganiem pod "siódemki" żeby coś skserować lub coś napisać. Cała baza jest na miejscu. Osoby prowadzące jakieś projekty mogą potwierdzić jakie to udogodnienie.

Oprócz walorów czysto lokalowych usprawniających technicznie pracę ma to miejsce też inne walory takie jak chociażby fakt, że większość osób odwiedzających nas zagląda w jakimś celu, najczęściej związanym z ekologią. Oczywiście przychodzą też osoby zainteresowane wyłącznie obiadkiem, zabawą na dyskotece albo uzyskaniem info o zastępczej służbie wojskowej, ale to też jest O.K., w końcu nie każdy musi być aktywistą z ogniem w oku. Często spośród takich właśnie odwiedzających nas towarzysko osób wyrastają prawdziwi wolontariusze.
A propos wolontariatu - muszę tu zrobić małą wstawkę techniczną dotyczącą działania stowarzyszenia, gdyż od czasu do czasu docierają do mnie głosy świadczące o tym, że nie każdy ma jasność w tej sprawie i są osoby mające za złe, że część z nas dostaje za pracę w "Źródłach" pieniądze, a inni harują za darmo. Otóż nic bardziej błędnego! ODE "Źródła" są stowarzyszeniem, w którym ani zarząd ani nikt z członków za pracę na rzecz stowarzyszenia nie dostaje ani grosza. Natomiast w ramach stowarzyszenia (niejako pod jego auspicjami) działają projekty. Projekt to pomysł jednej lub kilku osób mający swego koordynatora. Osoba ta spisuje taki pomysł na papierze w uporządkowanej formie i szuka na niego sponsora. Jeżeli go znajdzie realizuje projekt, jest za niego odpowiedzialna finansowo i merytorycznie. W każdy projekt można (a według mnie powinno się) wpisywać wynagrodzenie dla osób realizujących go, szczególnie że duże projekty wymagają sporo czasu i poświęcenia.
Taki mechanizm funkcjonuje w "Źródłach". Głównym projektem realizowanym przez nasze stowarzyszenie jest prowadzenie Ośrodka Kultury i Edukacji Ekologicznej, czyli po prostu młodzieżowego klubu ekologicznego. Pomysł działania takiego miejsca został spisany w formie projektu, znaleźliśmy na niego sponsora: Wydział Edukacji Urzędu Miasta Łodzi i obecnie jest on realizowany.
To co wszyscy znamy jako popołudniowy klubik, obiadki, czytelnię, dyskoteki, grupy: przyrodnicza, praw zwierząt, muzyczna i inne, spotkania z ciekawymi ludźmi - to nic innego jak ten właśnie projekt. Obejmuje on oprócz tego przedpołudniowe warsztaty dla szkół, konkursy plastyczne, wystawy. To właśnie jego realizatorzy dostają za swoją pracę pieniądze. Korzysta na tym także stowarzyszenie, bo projekt zabezpiecza pokrycie kosztów czynszu, światła, telefonów i materiałów biurowych - czyli bardzo dużo.
Poza tym głównym, edukacyjnym działają także inne projekty, np. wydawanie pisma "Psubraty", kampania na rzecz utworzenia Jurajskiego Parku Narodowego i inne. Zasada jest, że każdy, kto jest członkiem stowarzyszenia może (a nawet będzie to bardzo mile widziane - dopisek red.) zaproponować swój pomysł i jeżeli będzie on dobry
i związany z tym co robimy w "Źródłach", może on być realizowany jako kolejny projekt stowarzyszenia. A jego realizatorzy będą mogli przy okazji zarobić sobie pieniądze.
To tyle drogą wyjaśnień, które - mam nadzieję - uporządkowały pewne sprawy.
Jesteśmy w nowym miejscu od 16-tu miesięcy. Myślę, że był to dobry czas. Udało nam się usamodzielnić
i wzmocnić. Ciągle jeszcze wielu rzeczy się uczymy, ale mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Chciałabym, żeby w tym ostatnim roku tego wieku i tysiąclecia (bądź przedostatnim jak twierdzą niektórzy) udało nam się przekonać jak najwięcej ludzi, by z takim zapamiętaniem nie podcinali pod nami wszystkimi gałęzi. Chciałabym też, by troski o byt (głównie materialny, ale nie tylko) "Źródeł" nie spędzał nam snu z powiek. I oby jak najwięcej z nas mogło realizować swoje projekty utrzymując się z tego, zamiast marnować 2/3 swojego czasu na zdobywanie pieniędzy na przeżycie pracując dla systemu, z którym walczymy.
I na koniec dziękuję wszystkim wolontariuszom, którzy poświęcają swój tzw. wolny czas, by pomagać nam
a przede wszystkim Ziemi, której wszak jesteśmy częścią,
o czym obyśmy nie zapominali. Do siego!
Asia



"Psubraty" nr 9
Jest już 9, nowy numer "Psubratów", a w nim jak pisze sama redakcja "wiele tekstów poświęconych tematom egzystencjalnym takim jak: być albo nie mieć, a jeżeli mieć - to ile, czego, jakim kosztem. Znajdziecie też praktyczne rady: jak wykorzystać prawo w obronie zwierząt, dlaczego warto przyjść do "Źródeł", ile kotów jest w stanie wyżywić jedna osoba i jakich jest 40 powodów, dla których warto mieć koty. Także miłośnicy reportażu, wywiadu czy opowiadań znajdą coś dla siebie. Nie zapomnieliśmy też o osobach uduchowionych. Im polecamy kontynuację cyklu: zwierzęta i ekologia w religiach świata.
Tym razem o swoim podejściu do tematu opowiedzą wyznawcy Jehowy. Folkloryści mogą poczytać o roli niedźwiedzi w kulturze. To oczywiście nie wszystko." Poza tym o dyrektorze łódzkiego ZOO i jego stosunku do zwierząt, vademecum zimowej rowerzystki, przepisy trawojadów i wiele innych ciekawych rzeczy. "Psubraty" można nabyć w ODE "Źródła", ul. Kilińskiego 78, można je zamawiać drogą pocztową, a także znaleźć w Internecie:
http://ikar.t17.ds.pwr.wroc.pl/~pga/psubraty/
Gosia


credo kobiety - wojownika
Mirtha Vega
Kobieta - wojownik...
jest honorowa;
posiada siłę, determinację i wytrwałość;
jest magiczna i optymistyczna;
mądra i silna;
potrafi docenić zarówno piękno wewnętrzne, jak i zewnętrzne;
jest przywiązana do świętości własnego życia;
uwielbia żyć pełnią;
jest niewzruszona w swym dążeniu do nieskończoności;
okazuje respekt;
może poświęcić się dla tych, których poczytuje za tego wartych;
potrafi rozstać się z tym, co nie jest już użyteczne czy konieczne;
okazuje współczucie;
posiada wolę na tyle silną, by porzucić iluzje;
gotowa jest ufać i poddać się wtedy, gdy tak trzeba;
posiada niezwykłą jasność patrzenia;
bezkompromisowo stawia czoło swoim strachom;
wierzy.

credo wojownika
anonimowy samuraj, XIV wiek
Nie mam rodziców: Niebo i Ziemię czynię swymi rodzicami.
Nie mam domu: Świadomość czynię swym domem.
Nie mam życia i śmierci: rytm oddechu czynię swym życiem i śmiercią.
Nie mam boskiej mocy: uczciwość czynię swą boską mocą.
Nie mam żadnych środków: zrozumienie czynię swymi środkami.
Nie mam żadnych magicznych sekretów: charakter czynię swym magicznym sekretem.
Nie mam ciała: wytrzymałość czynię swym ciałem.
Nie mam oczu: światło błyskawicy czynię swymi oczami.
Nie mam uszu: wrażliwość czynię swymi uszami.
Nie mam członków: refleks czynię swymi członkami.
Nie mam strategii: "nieprzyćmiona myśl" to moja strategia.
Nie mam planu: "nie przegapić sposobności" to mój plan.
Nie mam cudów: "odpowiednie działanie" to moje cuda.
Nie mam zasad: przystosowanie się do wszelkich okoliczności to moje zasady.
Nie mam taktyki: pustkę i pełnię czynię swą taktyką.
Nie mam talentów: sprawny umysł czynię swym talentem.
Nie mam przyjaciół: własny umysł czynię swym przyjacielem.
Nie mam wroga: lekkomyślność czynię swym wrogiem.
Nie mam zbroi: życzliwość i prawość czynię swym pancerzem.
Nie mam zamku: stały umysł czynię swą twierdzą.
Nie mam miecza: nieobecność ego czynię swym mieczem.
spisał góral
na podstawie "Przebudzenie Wojownika"
Rick Fields, Limbus Bydgoszcz 1995


rozmyślania przy pełni księżyca
Zanurzony w ciepły śpiwór patrzyłem w jasny blask pierwszej noworocznej pełni księżyca. Blask hipnotyczny, tak jasny, że z trudem rozpoznać jego wewnętrzne rysy. Dopiero pędzone wiatrem chmury przysłaniające jego blask, pozwalały bezpiecznie wpatrywać się w surowe oblicze świecącej kuli. Z daleka od sylwestrowych szaleństw i noworocznych bali wraz z nadpilicznym lasem obserwowałem zmagania na niebie.
Bo czy miało jakieś znaczenie dla przyrody to, że ludzie ustalili na 1-go stycznia - Nowy Rok. Czy wiąże się to z jakimś wydarzeniem kosmicznym. Niestety z żadnym. Obecnie jedynie matematyczne podziały czasu i przestrzeni rządzą naszym życiem. Nie obserwacje cykli przyrody, ale spekulacje religijno-naukowe zawładnęły naszymi umysłami. A przecież rytm życia na Ziemi związany jest z aktywnością Słońca, które wyznacza okresy wegetacji i spoczynku.
21 grudnia Słońce przeszło przez Zwrotnik Koziorożca, co dało początek astronomicznej zimie. Był to moment poczęcia nowego cyklu życia, który przyjdzie na świat wiosną, wejdzie w okres dojrzały latem i wyda owoce swego życia jesienią. Czas przesilenia zimowego, pod którego wpływem właśnie się znajdujemy, jest okresem granicznym śmierci i życia.
Bardzo wyraźnie odczułem to spędzając noc noworocznej pełni księżycowej w lesie nad Zalewem Sulejowskim. Mimo ciepłego śpiwora rozumiałem sytuacje roślin i zwierząt, codziennie zapraszanych do zimowego, mroźnego tańca śmierci. Ale te, które to przeżyją, czeka czas obfitości wraz z nadejściem ciepłej wiosny i wydaniem na świat potomstwa. Nad ranem usłyszałem odgłosy piejących kogutów z pobliskiej wsi, a niebo przeszyły sylwetki gawronów ruszających ze swych nocnych kryjówek w poszukiwaniu jedzenia. Odchodziłem żegnany odgłosami pękającego lodu na jeziorze i dźwiękiem uwięzionej pod lodem wody.
Ptasiek


* W najbliższą pełnię księżyca - 30 stycznia - zapraszamy do "Źródeł", godz. 17.00