różności

dlaczego?
Dwa artykuły tego działu odnoszą się do czegoś co napisał Krzyś do poprzedniego numeru, przypomnę zatem o co chodziło. Krzyś w swoim tekście "Używajmy rozumu" pisał m.in.: "Chodzi mi o ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA TO CO MÓWIMY I PISZEMY. Dlaczego Wam o tym przypominam? Dlatego, że płakać mi się chcę, kiedy czytam niektóre artykuły. Nasi biuletynowi autorzy chyba zapominają, że słowo pisane ma swoją wagę, że nasz "biuletyn" to już nie niepozorny świstek papieru i dociera w różne miejsca, czyta go bardzo wiele osób, leży na stole w Źródłach i każdy może go wziąć, przeczytać i co gorsza... uwierzyć w niektóre napisane tam rzeczy. Jako że "biuletyn" nie jest cenzurowany tym bardziej powinniśmy zwracać uwagę o czym w nim piszemy. Pewnie czekacie do czego się przyczepię? Nie chciałbym tu operować konkretnymi imionami, tytułami itd." I nie udało mu się, po kolei wymienił niedociągnięcia różnych, bardzo konkretnych osób. Oto co odpowiedzieli na zarzuty Xperta Dominika i Mikołaj. G.
do Xperta i profesjonalistów!
Czy to nie paradoks, drogi Xpercie, ze dam Ci tą samą radę, którą dałeś Miodkom w ostatnim numerze "biuletynu"? Często wypowiadamy uwagi zapominając zastosować je najpierw do siebie. Wydaje mi się, że jakikolwiek tekst przed opublikowaniem, powinien być szczegółowo sprawdzany. Jeżeli znajdują się w nim nieścisłości, błędy stylistyczne czy ortograficzne należy na czas wyłapać i skonsultować zmiany z autorem tekstu.. Zdarza się bowiem, jak zauważyłeś, ze ktoś (na liczne prośby Gosi) pisze sprawozdania ze spotkań, akcji itp., nie mając takich umiejętności pisarskich jak Ty. Nawet jeśli bardzo się stara - nie osiąga Twojego poziomu profesjonalizmu. Nie oznacza to, że powinien zrezygnować z poczuciem niższości, ponieważ bardzo ważne jest, aby wszystko w czym uczestniczymy, zostało utrwalone na papierze.
Dlatego proponuję Ci sprawdzanie wraz z Gosią tekstów do "biuletynu" przed ich publikacją (już to robimy - przypis Gosi) i współpracę z jego autorami, którzy poprzez to uzyskają cenne wskazówki na przyszłość. Gdyby miało to miejsce wcześniej w mojej relacji ze spotkania z p. Cyran nie byłoby "napromieniowanych warzyw", a "napromieniowane spożywczą metodą radiacyjną" itp. Poza tym uważam, że jak najbardziej mogły ukazać się stwierdzenia pani Bożeny Cyran bez jakiegokolwiek mojego komentarza. Analizę i przemyślenia pozostawiłam czytelnikom. Spisanie wykładu makrobiotycznego - takie na siebie wzięłam zadanie. Gdybym była Tobą dodałabym do niego komentarz. Tak się składa, że nie jestem, a przemyślenia pozostawiłam świadomie dla siebie.
Dominika


Do Xperta Czepliwego
Drogi Krzysiu! Z cała przykrością muszę stwierdzić, ze masz rację (ale tylko w tym miejscu), co do pisania do "biuletynu". Do następnego numeru napiszę o petycjach dużo i dokładnie, tak jak kiedyś do "Psubratów" (przepraszam Gosiu, ze nie zrobiłem tego do tego numeru). A teraz nagana! O Leonardzie Peltierze opowiadałem Ci, Krzysiu, kiedyś osobiście, mogłeś przeczytać o tym w Psubratach (przeczytałeś na pewno, bo poprawiałeś błędy) i mogłeś poczytać o nim w ulotce, która długo leżała w Źródłach. Tak, więc Leonard Peltier nie został skazany na "krzesło", tylko na podwójne więzienie. W czasie kolejnych procesów udowodniono, że to nie on zabił agentów FBI, brał udział w strzelaninie do jakiej wtedy doszło (nigdy się tego nie wypierał), jednak tylko on został skazany. Prawo o samoobronie jak widać nie działa względem przywódców i aktywnych działaczy Ruchu Indian Amerykańskich. Podczas pierwszego procesu przedstawiono fałszywe dowody i zeznania wymuszone torturami (m.in. na chorej psychicznie kobiecie), dopuszczono także do rasistowskich "wstawek" (sam sędzia w tym przodował). Leonard Peltier jest więźniem politycznym i Amnesty International domaga się jego ponownego procesu (autorytetu A.I. chyba nie będziesz podważał?). Pod petycją o jego uwolnienie podpisało się 30 milionów ludzi na całym świecie, a w tym cały parlament kanadyjski (Kanadzie przedstawiono fałszywe dowody i zeznania w celu dokonania ekstradycji, Leonarda Peltiera, który tam się schronił) i większość Parlamentu Europejskiego (zdaję sobie sprawę, że te podpisy, nie są dla Ciebie przekonujące). Dla zaspokojenia Twojej astrologicznej ciekawości mogę dodać, że pewna gwiazda została nazwana jego imieniem. A co do "smażenia się na krześle" to mam petycję o ponowny proces innego Indianina...
Mikołaj


ludzie są różne
Piszę z dość ołowianym sercem. I choć chciałabym Wam to osobiście powiedzieć, to pomimo tego, iż jestem daleka od propagowanego przez Xperta sposobu przekazywania informacji, to jednak uważam że słowo pisane ma dłuższą kartę gwarancyjną. Do rzeczy.
A ten nie jest ekologiem, bo nosi buty ze skóry i śpi w namiocie, a tamta to farbuje włosy i to jeszcze na jaki rudy kolor, a ta to kaleczy swoje ciało wbijając w nie różne przedmioty ( czyt. kolczyki), a ten to jeździ samochodem i zapuścił korzenie na krześle stojącym przy biurku z komputerem, a ta to używa plastikowe flamastry, a ten to nosi garnitur i pracuje w ministerstwie, a ta to nie wchodzi na drzewa, a ten zabił komara, a inny jeszcze kupił jogurt w plastikowym opakowaniu, a ten ma w domu telewizor, a ta boi się policji, a ten zerwał kwiat, ten je zupę na mięsie, a ta ser podpuszczkowy.
To wszystko cytaty z źródlanego życia, jakie zanotowała moja głowa. Niedawno zastanawiałam się, dlaczego ja znalazłam się w tych "ekologicznych zachowaniach"(pojęcie autora). Przecież i byłam w Mc'Donaldzie (we Wiedniu co prawda, sześć lat temu, ale zawsze), chciałam mieć ładny samochód, a nawet autostrady (po powrocie z Francji i zetknięciu się z polską rzeczywistością drogową) i jeszcze kilka innych przedmiotów. Jednak brakowało mi więzi, jakiejś walki, wspólnej grupy - powodu do bitwy, od dawna żałowałam, że nie urodziłam się 20 lat wcześniej, by móc uczestniczyć w walce o demokrację (tak, tak) zazdrościłam ludziom, że są razem.
Aż pewnego razu odnalazłam się w organizacji ekologicznej. Zaczęła zaspokajać moje potrzeby, a przyrodę zawsze szanowałam, więc zostałam. I jestem.
Choć trochę rozczarowana. Nie tylko widzę podziały lecz i słyszę o nich. Kategorie. Półki. Szuflady. To, od czego chciałam uciec (naiwność moja jest daleko posunięta). Ty wchodzisz na drzewo, to jesteś dobrym ekologiem, (pojęcie własne), a ty siedzisz w domu, w przytulnym ciepełku i piszesz projekty na finansowanie pomysłów, więc jesteś gorszym ekologiem.
Moi drodzy, ludzie są różne. Jedni chcą robić karierę, zajmować lukratywne stanowiska, zbierać złotówki (może już niedługo eurozłotówki, he, he), inni siedzieć w domu przy komputerze i pisać skargi i zażalenia do instytucji, które są stworzone, by te skargi przyjmować, inni jeszcze są gotowi zamieszkać samotnie w lesie, a jeszcze inni tylko śpiewają. Etc.
Ludzie są różne. Mają różne potrzeby i motywacje. Trzeba pozwolić im się realizować. Bo oni i tak pójdą swoją drogą. A jak się ich niszczy, bo nie zechcą być tacy, jak my byśmy sobie tego życzyli, to pójdą się realizować w inne miejsca. Pozwólmy być ludziom takim jakimi chcą, oczywiście do tych granic w których nie działają na szkodę przyrody (M. Kozakiewicz i jego wypowiedź o Górze. Św. Anny "tu nie ma nic cennego", Smalec boso na Piotrkowskiej). Nie naciągajmy ludzi na swoje wartości.
Jeśli ich celem jest ochrona przyrody, bez szkody dla niej, to nie stwarzajmy podziałów i idiotycznych uwag co do gustów. Sarnie, żukowi, bukowi podejrzewam, że jest obojętne, kto broni ich życia, człowiek w garniturze czy przepasany opaską na biodrach. Pozwólmy ludziom się realizować i przymykajmy oczy na ich słabości (oczywiście jeśli ewidentnie nie przyczyniają się do dewastacji przyrody).
Kończąc, żywię się nadzieją, iż ideę mojego słowa pochwyciliście, (przynajmniej większość - domyślam się, iż Xpert będzie czynił pewne uwagi, co do nie sprecyzowania moich słów) tylko żebym nie umarła z głodu.
Monika


"plotkarski biuletyn"
Jakiś czas temu wpadłam na pomysł wydania numeru specjalnego biuletynu, będzie on o tyle specjalny, ze będzie opisywał tylko nas samych. Pomysł niektórym osobom od razu przypadł do gustu (Monika, Krzyś, Jacuś, także Asia) i już zaczęli pisać mniej lub bardziej kąśliwe tekściki na swoich przyjaciół. Tak więc są już oplotkowani: Ptasiek, Monika, Jacuś, no i Xpert. Inni byli stanowczo przeciw wydawaniu czegoś takiego, na przykład Ptasiek, ale nie wiem dlaczego, bo powiedział o tym tylko Asi (może nie tylko, mnie w każdym razie o tym nie wspomniał, więc nie znam powodów). A część osób nie wykazała żadnego zainteresowania. Już słyszę ich głosy, że to marnowanie czasu, energii, papieru i w dodatku niczemu to nie służy. I tu się nie zgodzę, przez cały czas słychać głosy, że się nie znamy i nie jesteśmy zintegrowani, że nasze kontakty ograniczają się do powiedzenia sobie paru słów przy okazji jakiegoś spotkania w Źródłach. Może ten biuletyn tego nie zmieni, ale zawsze będzie to powód, żeby pośmiać się razem i czegoś o sobie nawzajem się dowiedzieć, a to dużo, tak myślę. A uwierzcie mi bardzo fajnie się czyta różne takie ciekawostki z życia Źródlan, wiem coś o tym. Nikt chyba nie czuje się zagrożony tym, co ktoś inny o nim napisze, w końcu znamy się i mamy do siebie zaufanie. Poza tym takie jest założenie, że nakład tego numeru będzie bardzo mały, tylko dla nielicznych, szczególnie zainteresowanych. Jego plusem będą karykatury narysowane przez mojego brata, jeśli uda mi się go nakłonić, za odpowiednią nagrodą, do ich narysowania.
Dodatkiem, a właściwe czymś równorzędnym będzie wystawa fotografii, którą planujemy zrobić wraz z Jacusiem. Będzie to wystawa, na której ze zdjęć będziemy patrzyli my sami, strzeżcie się. Już mamy wiele "interesujących" ujęć.
Bardzo zachęcam do pisania o tym, jacy naprawdę są oni - to jest Źródlanie od kuchni. Macie jeszcze trochę czasu, czekam na Wasze wypociny do 10 sierpnia. Mam nadzieję, że ten "plotkarski biuletyn" będzie gruby i będzie się go czytać z zapartym tchem. Czekamy też na zdjęcia, a na wystawę zapraszamy pod koniec września, może na początku października, to będzie coś na rozpoczęcie nowego sezonu, zresztą sami zobaczycie kiedy, trudno będzie nie zauważyć. Liczę na Waszą płodność... literacką i fotograficzną.
Gosia


drobiazgi
Czuba powiedział, że Etniczny Klub Muzyki i Ruchu spotka się przed wakacjami tylko raz, 24 czerwca, ale nie wiadomo jeszcze gdzie, może w Łagiewnikach, a może gdzieś indziej, przed 24-tym zapytaj więc Czubę gdzie i o której godzinie się macie spotkać.
Podobnie rzecz ma się z wycieczkami rowerowymi Jacusia, ja nie dysponuję informacjami o tym czy jeszcze teraz, w najbliższym czasie jakaś się odbędzie i dokąd, ale jeżeli jesteś zainteresowana/y to po prostu skontaktuj się z Jacusiem osobiście i zapytaj.
Na hatha jogę do Adama możecie przychodzić już w październiku, na razie zajęcia nie odbywają się, ponieważ teraz już są prawie wakacje.
Przypominam znowu (!!!) o płaceniu składek i legitymacjach, które możecie odebrać u Dominiki (składka miesięczna 2 lub 1 zł). Nie sępcie. Na razie składkę zapłaciło chyba 9 osób. Nie wstyd Wam???
Przez cały czas Dominika zbiera dokładnie opisane wycinki z gazet dotyczące sami wiecie czego.