relacje i zaproszenia
9+2
I oto (nie)odbyło się w Łagiewnikach Walne Zgromadzenie Członków naszego stowarzyszenia. Napisanie relacji z tego spotkania pozostawiam komuś innemu, chociaż nie wiem czemu taka relacja służyć by miała, jako że tak naprawdę Walne Zgromadzenie nie było ważne, ponieważ z 33 członków stawiło się raptem dziesięciu. Nawet nie tytułowe 9+2, o którym za chwilę. Rozumiem, że ktoś miał ważne sprawy rodzinne, ktoś inny chorą babcię, jeszcze ktoś inny musiał uczyć się do egzaminu. Chyba musimy zmienić nazwę na Stowarzyszenie Pechowców, skoro akurat pewnej majowej niedzieli aż 23 osoby były na tyle zajęte, że nie mogły zająć się sprawami stowarzyszenia, do którego dobrowolnie wstąpiły. Cóż, sprawę pozostawiam bez komentarza, niechaj każda z tych 23 osób przemyśli sobie, czy rzeczywiście chce być członkiem stowarzyszenia Ośrodek Działań Ekologicznych "Źródła"... A propos - tak się śmiesznie składa, że składki członkowskiej również około dwudziestu osób przez pół roku jakoś zapłacić nie zdążyło. Drodzy członkowie! Nikt Was do wstąpienia do organizacji nie zmuszał! Jeśli nie czujecie potrzeby brania udziału w pracach stowarzyszenia to czemuście się zapisywali? A skoro się zapisaliście, to bądźcie teraz konsekwentni.
Ale dość! Teraz będzie coś pozytywnego, i to z imienia i nazwiska:
. Zarząd: Ptasiek, Gosia, Xpert, Asia, Dominika, Góral (6)
. Komisja rewizyjna: Czuba, Smalec, Adam (3)
. oraz Jacuś i Monika (2)
. a także często Ewa i Gonzo (2)
To osoby, które powinny i robią to (zarząd), mogą i zwykle robią to (komisja rewizyjna), nie muszą ale robią (2+2) - uczestniczyć w cotygodniowych zebraniach zarządu naszego stowarzyszenia. I tylko te właśnie osoby pojawiły się na niedoszłym Walnym Zgromadzeniu (oprócz Adama - usprawiedliwiony, oraz Czuby - duży minus!).
Jakby nie liczyć, w systemie dziesiętnym, dwójkowym czy szesnastkowym, na palcach, abakusie czy komputerze, 9+2 to jedenaście i jeszcze dwa to trzynaście, ale w żaden sposób nie chce mi wyjść PIĘTNAŚCIE. Bo tyle właśnie trzeba osób, żeby mogło istnieć stowarzyszenie. Przypominam, że na zebraniu założycielskim, jeszcze w zeszłym roku na Piotrkowskiej 67, było nas osiemnaścioro. W tej chwili mamy członków trzydziestu trzech. Gdzie oni są?
W tej chwili właśnie odechciało mi się wszystkiego. Siedzę zdołowany w domu i stukam sobie w klawisze. Jasne, po cholerę się wysilać, coś robić, można przecież posiedzieć w domu czy w lesie i pośpiewać albo iść z kumplami na piwo. A tak ładnie wygląda, w życiorysie i w ogóle, być członkiem organizacji ekologicznej. Można sobie przyjść od czasu do czasu, wypić herbatkę, wydrukować coś na komputerze, poprzeglądać Internet, zadzwonić ze służbowego telefonu do kolegi w Phoenix - i lać z góry na całą resztę obowiązków, która wynika z bycia członkiem.
Biorę do ręki legitymację i czytam:
"Członkowie zwyczajni mają obowiązek:
. brania udziału w działalności stowarzyszenia i realizacji jego celów;
. przestrzegania statutu i uchwał władz stowarzyszenia;
. regularnego opłacania składek."
No tak, ale legitymację otrzymuje się dopiero po zapłaceniu bajońskiej sumy składki (złotówka miesięcznie), więc może nie wszyscy mieli okazję swoje obowiązki poznać. Moi drodzy! Nie jesteśmy LOPem, który ma 10 tysięcy "członków", tzn. osób, które wypełniły deklarację. Jesteśmy małą organizacją nastawioną na konkretne cele - ale na miły Bóg! - w dziesięć osób ich realizować nie będziemy!
Codziennie w Ośrodku widzę te same twarze, tych samych ludzi robiących to samo. We wtorek miało być zebranie osób chcących działać w kampanii antywędkarskiej, ale zapowiadam dziś: jeśli przyjdzie tylko Ptasiek (bo Smalec akurat nie może), może Iwasz czy Beata, jeśli nie zobaczę chociaż jednej twarzy, której nie musiałbym wcześniej oglądać codziennie (a że stanie się właśnie tak, jestem pewien na 99% - skoro biuletynu nawet członkowie nie czytają, a tylko tam i na ścianie przy wejściu ogłaszałem to spotkanie) - w żadne kampanie się nie bawię! W czwartek wyjeżdżam sobie w góry, więc będę miał możliwość parę spraw przemyśleć - ale po powrocie z dużym prawdopodobieństwem machnę na to wszystko ręką. Gdyby nie to, że widzę jeszcze szanse (nikłe wprawdzie) sanacji Ośrodka, zrzekłbym się funkcji wiceprezesa i oddałbym członkowską legitymację. I właśnie tu i teraz zapowiadam, że właśnie tak zrobię, jeśli planowane na październik szkolenie nie wyjdzie. Nie mam zamiaru uczestniczyć w farsie. Za rok wybory nowego zarządu. Jest nas 11 osób i 9 funkcji do podziału. To parodia stowarzyszenia, koledzy, i pozwólcie, że jeśli nic się nie zmieni, to nie będę chciał mieć z nią nic wspólnego.
Oczywiście jakakolwiek krytyka nie miałaby sensu, gdyby nie była konstruktywna. Przyczyn, z powodu których ludzie nie pojawiają się w Ośrodku zgłębić mi się nie udało - każdy ma na to inne teorie (że jest za luźna atmosfera, że jest za sztywna atmosfera, że lokal nie na Piotrkowskiej etc.). Zamiast jednak stawiać kolejne hipotezy, wymyśliliśmy z Gosią, że aby zaradzić chociaż jednej przyczynie kryzysu, tzn. braku umiejętności nowych ludzi do skutecznego działania, należy zorganizować dla wolontariuszy SZKOLENIE. Takie szkolenie odbyło się jesienią 1995 roku - i dzięki niemu jestem tu ja, Gosia, Monika i Jacuś (tzn. dzięki wiedzy zdobytej na szkoleniu wiemy jak i możemy teraz DZIAŁAĆ) oraz osoby, które obecnie nie działają aktywnie z nami z różnych przyczyn, ale w swoim czasie zrobiły bardzo wiele dla Ośrodka: Kaśka i Falbanka, Michał Ciepłucha, Kora... Rozmawialiśmy już w tej sprawie z Bogną i zgodziła się ona takie szkolenie, z naszą pomocą oczywiście, zorganizować. Myślę, że przybędzie dzięki niemu wiele nowych, chętnych do pracy i z głową pełną pomysłów, osób. Taki jest nasz pomysł na uzdrowienie chorej sytuacji w Ośrodku - i mam nadzieję, że pomysł ten wyjdzie, bo jeśli nie, to wypada naszą organizację po prostu ROZWIĄZAĆ.
Czego nam nie życzę
Xpert


(troszkę zdenerwowany, 24 maja godz. 20.37)
relacja ze spotkania nt. kampanii antywędkarskiej i antyłowieckiej
Spotkanie odbyło się dnia 26 maja. Zgodnie z moimi przewidywaniami, frekwencja nie była wysoka. Stawili się: Ptasiek, Gosia i Ela. Ponieważ wcześniej byłem przekonany, że zobaczę same stare twarze, mile zaskoczyła mnie obecność Eli. Jako, że Ela nie jest osobą, którą zmuszony jestem oglądać codziennie, spotkanie odbyło się (patrz mój tekst "9+2" w bieżącym biuletynie). Rozmawialiśmy o założeniach kampanii. Głównie rozmawiałem ja z Ptaśkiem, tzn. ja mówiłem do Ptaśka, Ptasiek do mnie, a Gosia i Ela słuchały. Bardzo owocne spotkanie! Ja mówiłem o tym, o czym już pisałem w poprzednim biuletynie, gdzie przedstawiałem najważniejsze, według mnie, założenia kampanii na rok 1998, natomiast Ptasiek z tematu wędkarstwa zgrabnie przeskoczył na temat rybołówstwa morskiego, w związku z tym zamiast obmyślać skuteczne sposoby wyeliminowania wędkarzy, snuliśmy przesycone humanitaryzmem rozważania dotyczące cierpienia poławianych śledzi, makreli i łososi. Oczywiście kwestia ta jest bardzo istotna, jednak nie widzę żadnych możliwości przeciwdziałania temu problemowi przez Źródła w obecnej sytuacji. Co gorsza, Ptasiek takich możliwości nie widział również, więc nasze dysputy były czysto teoretyczne. Smaczku naszym rozważaniom dodawały pioruny bijące za oknem, tudzież deszcz i wichura - jakby Neptun stawał przeciwko nam w obronie rybaków. Po dwóch godzinach rozmowy doszliśmy jedynie do tego, że w miarę możliwości będziemy korzystać z danego nam przywileju prowadzenia rubryki "eko" w Wiadomościach Wędkarskich, natomiast jakiekolwiek inne zamiary prawdopodobnie nie zostaną zrealizowane z braków kadrowych (po prostu nie ma chętnych do zajęcia się kampanią). Wciąż jednak czekamy na chętnych - jeżeli takowi się pojawią, proszę o kontakt.
Xpert


Pan Prezydent powiedział...
Spotkany w trakcie FIP-u pan prezydent Czekalski okazał się gorącym zwolennikiem budowy autostrad. Dyskusja była długa i burzliwa. W końcu pan prezydent powiedział: "Właśnie w tej chwili przez was giną ludzie! Na Brzezińskiej zdarzył się tragiczny wypadek i karetki nie mogą dojechać". Na nasz argument, że gdy na autostradzie zdarzy się karambol, karetki również dojechać nie są w stanie, pan prezydent odparł: "Ale wtedy można podlecieć helikopterem!". Siła tego argumentu powaliła nas z nóg, i nie byliśmy już w stanie zapytać pana prezydenta, dlaczegóż to na ulicę Brzezińską helikopterem dolecieć nie można. Okazuje się widocznie, że budowa autostrad jest wybawieniem nie tylko dla motoryzacji, ale również dla lotnictwa. Na odchodnym pan prezydent wykazał się wysoką kulturą dyskusji, powiedział: "Ech, po prostu nie macie racji!", uścisnął nam prawice i szybko zniknął w tłumie.
Xpert


wakacyjny obóz jurajski
Pomimo niezwykle sennej (delikatnie mówiąc) atmosfery na spotkaniu dotyczącym kampanii Jurajski Park Narodowy, udało nam się ustalić kilka ważkich spraw, do których spisania zostałam w brutalny sposób zmuszona. Dodam może tylko, że jest godzina 22.00, a wstałam dziś o 6.00 i byłam w pracy, a potem prałam i sprzątałam - ale nie zostało to wzięte pod uwagę, tak więc siedzę i piszę co następuje:
W sierpniu, a dokładnie w dniach 23-31.08.98 będziemy koczować w Jurze (bardziej szumna nazwa tego zjazdu to tzw. "Obóz Jurajski", choć z obozem mieć to wspólnego wiele nie będzie, gdyż jest to spotkanie jak najbardziej nieformalne. Nie oznacza to jednak, ze nie będzie ciekawe. W programie przewidziano m.in. podróżowanie rowerami po okolicznych wzgórzach (ostrzegam - bardzo stromych), spotkanie z szalonym przyrodnikiem, który wniesie między nas kaganek botaniczno - geomorfologiczno - fitoceriotyczno - biocenotycznej wiedzy. Spotkamy się tez z ludnością rdzenną (mile widziane ochraniacze przeciwwidłowe) oraz z tzw. organami terenowymi różnej instancji. Złożymy na przykład kurtuazyjną wizytę wojewodzie. Góral nauczy nas taktyki oblężniczej, ataków zaczepnych oraz jak sobie poradzić z mediami i osobami ustawowo chroniącymi porządku publicznego.
Gwoździem programu będzie opracowanie strategii działań na najbliższy Międzynarodowy Pokaz Pirotechniki (i Ludzkiego Szaleństwa). Jak myślicie, co takiego może zrobić powiedzmy 30-50 osób, aby nie doszła do skutku, albo doszła z dużym trudem 400-tysięczna feta??? Są już pewne pomysły, musimy je jeszcze doszlifować (mam nadzieję, ze w żarze dyskusji, który będzie nieco większy niż ostatnio - Ci do których to piszę, wiedzą, że to do nich, więc nazwisk lub choćby inicjałów tj. G.Ś., K.W. ,E,H. nie wymienię.
W najbliższy poniedziałek (15.06.98) jedziemy z W.D. (Wielkim Despotą) do Częstochowy, żeby rozliczyć się z dotacji na biuletyn, który, mam nadzieję, drukuje się spokojnie, sprawnie i profesjonalnie. Tego dnia spotkamy się z ludźmi z Częstochowy, którzy szykują się dołączyć do obozu. Ma być też zaprzyjaźniony dziennikarz, który nagłośni sprawę.
To tyle, zrobiło się wpół do jedenastej, padam ze zmęczenia, nie pomogła nawet czekolada (prawie cała). A W.D. już ostrzy zęby, żebym napisała za niego jeszcze drugi artykuł. Niedoczekanie! Dobranoc! - idę ćwiczyć zachowania asertywne.
Asia


***
No, dobrze, przyznaje, zostałam przekupiona (masażem). Bo jak inaczej można wyjaśnić to, że jest godzina 23.10, a ja piszę drugi artykuł za Ptaśka??? Ale cóż, opłata zainkasowana, więc trzeba wykonać usługę. Oto ona:
warsztat las
Zaznaczam, że będzie to tylko sucha notatka, nie będę się wysilać. Ten masaż wcale nie był aż taki wspaniały.
Sucha notatka (same fakty):
czas: 19-22 czerwca;
miejsce: Las Łagiewnicki;
cel: bliżej mi nie znany, Ptasiek coś próbował wyjaśniać, ale bez skutku (proszę wziąć pod uwagę porę). Coś niby: żeby zrozumieć las. Jeżeli ktoś by ewentualnie MNIE pytał o zdanie, co sądzę o czterodniowym i czteronocnym przebywaniu w lesie, bez dachu nad śpiworem, bez ognia, bez łazienki!!!, to odpowiem tylko jedno - tam mogą być PAJĄKI!!! Czy oni - organizatorzy - w ogóle nie biorą tego pod uwagę? Przecież one - pająki - mogą wejść do śpiwora śpiącego, albo ewentualnie spuścić się na linie, tzn. żyłce, tzn. tej... pajęczynie na szyję! Przecież tam będą kobiety (np. ja), starcy (np. Ptasiek), dzieci (np. Smalec).
A propos lin: będą się wspinać na drzewa, żeby, jak to powiedział Ptasiek, poczuć kontakt. Oprócz wspinania się na zdrewniałe, wieloletnie pędy roślin nasiennych, będą też inne atrakcje, np. monologi Smalca o ludach prymitywnych, monologi Świetlika o filozofii eko, monologi przyrodnika o przyrodzie. Tylko my i kleszcze, my i chrapiący mężczyźni, my i deszcz w twarz, ewentualna spiekota, my i głód, my i jeżyny, krzaki, pokrzywy, krocionogi, wije, szczeciogonki i pratchawce.
Serdecznie zapraszam!
Asia


noc kupały
To jedyne pogańskie święto, które przetrwało w chrześcijańskich czasach. Naprawdę kupałową noc obchodzili Słowianie Wschodni, bo u nas nazywała się ona sobótką świętojańską. Nazwa "kupała" pochodzi prawdopodobnie od kąpieli, której dopiero tego dnia wolno było zażywać bezkarnie, bo św. Jan, stojąc w wodzie, prześwięcał z niej wszelakie rusałki, topielice i dziwożony; wyraz "kupała" niesłusznie uważany bywa za imię pogańskiego boga. Święto obchodzone w noc letniego przesilenia, od dawna tępione przez kościół ze względu na pozostałości cech pogańskich i orgiastycznych. Lud, uparcie przywiązany do tego święta, wierząc w jego magiczne właściwości, zapewniające dobre plony i zdrowie uczestnikom, starał się je chrystianizować, łącząc je z letnimi świętami bliskimi najkrótszej nocy i najdłuższego dnia w roku, a więc św. Jana Chrzciciela albo Zielonych Świątek. Obrzędy te wywodziły się z kultu Słońca (ognia) i kultu wody. Śladem pierwszego były ogniska zapalane ogniem krzesanym dwoma kawałkami drewna na widocznych z dala wzgórzach; wokół ognisk tańczono i śpiewano, skakano przez nie, rzucano w nie lecznicze zioła, aby, zmieniając noc w dzień i "uzdrawiając?" ogniska, w drodze magii sympatycznej pomóc Słońcu, które od następnego dnia - najdłuższego - będzie opuszczać się coraz niżej, ustępując pola nocy. Ślady drugiego kultu zachowały się w postaci rzucania wianków na wodę, aby usposobić ją przychylnie, i ziół leczniczych, aby ją ułagodzić, by jej wylewy nie zaszkodziły plonom.
A co my sobie przygotujemy na tę noc?
Źródlanie, spotykamy się 21 czerwca (niedziela) w Zielonej Szkole w Łagiewnikach o godzinie 20.00
Gosia


arachnofobia
Skoro już Asia napisała o pająkach, to i ja swoje parę groszy dorzucę. Chodzi mi o sprawę, jaką Źródła toczą (no, może jeszcze nie "toczą", ale zawsze jest to sprawa) z organizatorem wystawy "Najstraszliwsze pająki i skorpiony świata", która odbyła się w swoim czasie w Łódzkim Domu Kultury. Otóż, zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, takie obwoźne wystawy, jak również hodowla jadowitych zwierząt są niezgodne z prawem. Zainteresowaliśmy tym faktem odpowiednie instytucje (np. Prokuraturę Rejonową) które z przerażeniem przekazały sprawę innym odpowiednim instytucjom (np. Komendzie Rejonowej Policji) i wszystko wskazuje na to, że Pan Organizator będzie miał sprawę przed Kolegium Do Spraw Wykroczeń - a ponieważ sympatyczny Pan Policjant obiecał mi, że będę musiał przed tymże Kolegium zeznawać jako świadek, więc pewnie niedługo zdam Wam dokładniejszą relację. W każdym razie Panu Organizatorowi grozi grzywna w wysokości od 250 do 2500 zł (po prostu majątek). I już. Może swoją wystawę organizować dalej, ryzykując jedynie, że w jakimś innym mieście jakiś inny oszołom znowu coś będzie od niego chciał (co może kosztować Pana Organizatora kolejne 250 zł, zakładając oczywiście dalece posuniętą życzliwość Policji i Prokuratury). A wszystko to zasługa doskonałej Ustawy-o-ochronie-zwierząt!!! Szkoda gadać...
Xpert


co było ostatnio?
15.05.98 Odbywają się Dni Łodzi, Źródła prezentują się tam na jednym ze straganów Forum Inicjatyw Pozarządowych, przy okazji miała miejsce krótka wymiana zdań między Źródlanami a prezydentem miasta (czytaj: "Pan Prezydent Powiedział"); rozpoczyna się wystawa fotografii Bartka Schmidta "Starzy ludzie, stare drzewa, stare domy" w ŁDK-u

16.05.98 wyjazd grupy Źródlan na Górę Św. Anny;

24.05.98 Walne Zgromadzenie Członków ODE Źródła, które się nie odbyło z braku odpowiedniej liczby osób (czytaj: "9+2" i "Witajcie Słonka");

26.05.98 Spotkanie rozpoczynające Kampanię Antywędkarską i Antyłowiecką (czytaj relację ze spotkania);

27.05.98 Spotkanie z lekarzem na temat wegetariańskiej ciąży i innych rzeczy;

29-30.05.98 W Lesie Łagiewnickim odbył się kurs wspinaczkowy "Na drzewach", wszyscy przeżyli;

01.06.98 Jak przystało na Dzień Dziecka spotkała się grupa edukacyjna;

03.06.98 Rano przed Halą Sportową pikieta Targów "Autostrada 98", a po południu spotkanie z Januszem Reichelem;

07.06.98 Dzień Bez Samochodu uczciliśmy przejazdem rowerami od Pasażu Schillera przez Rondo Lotników Lwowskich do Pabianic, było tylko około 50 osób;

08.06.98 Spotkanie na temat Obozu Jurajskiego (czytaj relację).

Więcej rzeczy nie pamiętam, a nikt inny nie miał w tej kwestii nic do powiedzenia.
Gosia


zielony rejs mazurski
Rejs będzie trwał od 16 d0 29 sierpnia 1998. Będziemy pływać po jeziorach: Nidzkim, Śniardwy, Tałty, Niegocin, Mamry, Święcajty. W czasie rejsu propagujemy zdrowe odżywianie, szczególnie wegetarianizm, wolność od papierosów, alkoholu i narkotyków, poszanowanie naturalnego środowiska. Podczas rejsu przewidujemy po 7 godzin żeglugi dziennie, zajęcia w ramach programu ekologicznego oraz wiele muzyki. Naszym głównym instrumentem będzie bęben. Zapraszamy do wzięcia na wyprawę swoich instrumentów. W ciągu trwającego 14 dni rejsu przedstawimy uczestnikom sposób życia ułatwiający kontakt z przyroda, dostarczymy informacji na temat ochrony jaj zasobów. Dodatkowo urozmaicimy tą wiedzę zajęciami psycho-rozwojowymi. Całość programu będzie przedstawiona na zasadzie warsztatowej, dyskusji oraz odrobiny wykładu.
Zapraszamy do wzięcia udziału w rejsie. Dokładne informacje w Źródłach.

muzyka w krajobrazie
Po raz już trzeci w Inowłodzu koło Tomaszowa Mazowieckiego odbędzie się festiwal "Muzyka w krajobrazie". Będzie to festiwal artystycznej sceny ethno, psychodelic folk i experimental, teatru oraz ekologii społecznej. Festiwal połączony będzie z Dniami Inowłodza, a także odbędzie się wtedy Pierwsze spotkanie nad Rzeką - Ogólnopolskie Spotkanie Radykalnych Organizacji Ekologicznych. Dokładnych informacji szukaj w "Pracowni", ul. Piastowska 5, 33-300 Nowy Sącz tel. (0-18)441-10-47 lub w Źródłach. G.

twoja wizja świata
To międzynarodowe spotkanie wakacyjne, które odbędzie się w dniach 1-16 sierpnia. Od 1-go do 5-go sierpnia w Stabieńszczyźnie, a od 6-go do 16-go w Turtulu (woj. suwalskie). W programie integracja dziedzin: ekologii, sztuki i edukacji poprzez: warsztaty ekologiczne, twórczego myślenia, spotkania z animatorami kultury alternatywnej, wspólną pracę, wypoczynek w Suwalskim Parku Krajobrazowym. Dokładniejsze informacje możesz uzyskać w Źródłach. G.

o estetyce i naszym wizerunku
Przeraziłam się już nie raz, widząc, jak wyglądają różne źródłowe plakaty, przygotowywane w pośpiechu na jakąś akcję. Być może jestem zbyt krytyczna, ale taka już jestem i raczej się nie zmienię w tym względzie, więc wybaczcie mi te słowa. Uważam, że w większości plakaty te były okropne i nie zachęcały do tego, by się do nich zbliżyć (może przesadzam, ale ja na przykład nie wchodzę do sklepów z niechlujnie zrobioną reklamą). Myślę, że zewnętrzny wizerunek to podstawa dobrego działania, a wizerunek taki tworzy się nie tylko słowami i zachowaniem, ale także wyglądem (tak wiem, część osób się ze mną nie zgodzi, bo powiedzą, że to co na zewnątrz nie jest tak ważne, jak to co wewnątrz; ale przyznajcie sami, że każdy z nas gdy ma możliwość wyboru, to wybiera to, co ładniejsze). Żeby nie pozostawiać tej sprawy tak, jak jest, to już około miesiąca temu, za pomocą kartki na tablicy ogłoszeń, zaprosiłam zainteresowanych na przyspieszony kurs "robienia w miarę, ładnej i estetycznej reklamy przy niewielkim zużyciu materiałów i czasu". Do dnia dzisiejszego na listę wpisały się raptem dwie osoby (bardzo mnie to cieszy, że chociaż one wyrażają chęć usłyszenia tego, co chciałam powiedzieć). Ponieważ jest to niewielka liczba, to pomyślałam, że może lepiej będzie spotkać się po wakacjach, może wtedy będzie większe zainteresowanie, nie będzie już egzaminów i innych naglących spraw. Przepraszam te osoby, które się wpisały na kartkę, że przekładam nasze spotkanie o te trzy miesiące, a wszystkich innych zapraszam. Postaram się udzielić Wam kilku pomocnych rad i nie będę krytykować.
Gosia


co będzie się działo w najbliższym czasie? - zamiast grafiku
czerwiec:

16-17 Warsztaty uzależnieniowe dla uczniów szkół średnich, prowadzenie Bogna i Monika, g. 8.00-16.00;

17 Spotkanie MĘŻCZYZN przed Nocą Kupały, g.13.00 i spotkanie KOBIET z tej samej okazji o g. 16.30; spotkanie Psu

19-22 Warsztat "Las" w Lesie Łagiewnickim

21 Początek lata, Noc Świętojańska, Sobótka, dla Źródlan Noc Kupały w Zielonej Szkole, g. 20.00;

23 Dzień Ojca, złóżcie Tacie życzenia;


lipiec:

22-26 Muzyka w Krajobrazie w Inowłodzu oraz Pierwsze Spotkanie nad Rzeką;

sierpień:

10 koniec zbierania materiałów do "plotkarskiego biuletynu"

1-16 Obóz "Twoja wizja świata" na Suwalszczyźnie;

16-29 Zielony Rejs Mazurski

23-29 Obóz Jurajski w Potoku Złotym