Ekologia Końca Rury,
czyli
dlaczego nie pojechałem na Górę Św. Anny?


W chwili kiedy to piszę, właśnie wyjechał "konwój" (czyli Ptasiek, Monika, Jacuś, Czuba i 50 kg czekoladowych pierniczków) na Górę Św. Anny. A ja siedzę w "Źródłach" i zastanawiam się, dlaczego nie pojechałem z nimi, skoro wielkim moim marzeniem jest, aby została zaprzestana budowa nie tylko autostrady A4 przez park krajobrazowy, ale autostrad w ogóle? Przed wyjazdem wykręciłem się nawałem innych obowiązków, ale prawdziwy powód zrozumiałem dopiero dziś rano, podczas lektury "Dziennika Łódzkiego". W satyrycznej rubryce "Lepszy wszechświat" pan red. Wiśnioch wyśmiewa się z protestujących na drzewach ekologów, radzi im powrót do jaskiń, używa idiotycznych argumentów w rodzaju: "brak autostrad to korki i więcej spalin", radzi nam zająć się lepiej problemem nielegalnej wycinki drzew. Stara gadka, słyszymy ją od lat. Ale mnie właśnie ten naiwny, pseudosatyryczny artykulik pomógł zrozumieć wielki błąd "kampanii na rzecz ekologicznego transportu".
Góralu drogi! Nie oburzaj się jeszcze, najpierw chociaż przeczytaj ten tekst do końca. Nasz staż w organizacji ekologicznej jest porównywalny, choć uważam, że ominął Cię pewien ważny w życiu "Źródeł" etap - czyli Tworzyjanki i szkolenia z marketingu i public relations. Z działaczami takimi jak Olaf Swolkień czy Janusz Korbel nawet porównywać się nie jestem godzien, ale nie oznacza to, że zawsze mają oni rację i nie popełniają czasami głupich błędów. A metody działania "antyautostradowców" uważam za zupełnie chybione... Kroplą, która przepełniła czarę goryczy była blokada Al. Mickiewicza (a w zasadzie Al. Piłsudskiego) z okazji Dnia Ziemi. Byłem na tej demonstracji, słyszałem co mówisz, znam Twoje cele i intencje. Ale biorę teraz do ręki "Infostradę" i czytam nagłówki kserokopii prasowych artykułów: "Eurokracja - eurospaliny", "...grupa młodych ludzi zatrzymała ruch... do rytmu jeden z młodych ludzi wygrywał na bębnie murzyńskie dźwięki, choć większość uczestników pikiety miała we włosach pióra niczym Indianie", "...zamieszanie w centrum miasta wywołała wczoraj grupka nawiedzonych >>ekologów<<". Pokaż mi chociaż jeden artykuł z ostatnich dwóch lat, który w miarę obiektywnie przedstawiałby Wasze argumenty. Powiem Ci szczerze, gdyby po jakiejkolwiek akcji, za którą byłbym odpowiedzialny, na drugi dzień pojawiłyby się w prasie podobne komentarze jak po Twojej demonstracji, chyba podałbym się "do dymisji", a na pewno poważnie zastanowił na metodami jakimi prowadzona jest kampania. Tymczasem Ty wręcz szczycisz się tym, jak szkalują Cię media! Są dwie możliwości - albo jesteś nasłanym przez Nich agentem, który stara się rozwalić od wewnątrz ruch ekologiczny (a za długo Cię znam, żebym miał w to wierzyć), albo potrzebny Ci jest natychmiast kurs z podstaw socjotechniki i propagandy. Sorry, że mówię o tym tak wprost, ale takie jest właśnie moje zdanie - a wiesz, że nie lubię niczego owijać w bawełnę!
Ruch ekologiczny nie walczy przeciw społeczeństwu, ale dla społeczeństwa i wraz ze społeczeństwem. Być może tak nie myślisz, ale walka przeciw wszystkim to nie jest nawet walka z wiatrakami (którą byłbym w stanie zrozumieć), tylko walka z samym sobą. Nasze ("ruchu eko") notowania spadły po blokadzie Mickiewicza w dół o kilkanaście procent - i tak samo spadają teraz, gdy bronimy drzew na Górze Św. Anny - nie dlatego, że akcje te są niesłuszne, nawet nie dlatego, że są źle przygotowane - ale dlatego, że społeczeństwo w ogóle nie rozumie, przeciwko czemu walczymy!!! A jak można popierać coś, czego się nie rozumie? Media kreują nas na "oszołomów" - i wiemy kto za tym stoi, ale do cholery jasnej, nie musimy przecież mediom w tym pomagać! Zapytaj pierwszego lepszego przechodnia na ulicy o autostradę, a powtórzy Ci bzdurę o tym, że "autostrada być musi, bo jest coraz więcej samochodów". Dopóki Ci ludzie nie mają choćby minimalnej świadomości ekologicznej, dopóty siedzenie na drzewie skończy się co najwyżej sprawą przed kolegium i tendencyjnym komentarzem w prasie. Kreowanie się na męczennika w "wojnie przeciwko Ziemi", fanatyczny sprzeciw przeciwko filozofii "więcej i szybciej" - to nie jest dobry sposób na szukanie zwolenników. Tak samo jak rozesłanie faxów pod kilkanaście numerów z listy nie jest dobrym sposobem na współpracę z opłacanymi przez Zachód mediami. Pytam: gdzie jest edukacja ekologiczna? Czemu nie siedzisz teraz z dziećmi w przedszkolu ucząc je miłości do przyrody, zamiast siedzieć na drzewie ucząc telewidzów jak wygląda nienawiść? Wiem, że jest już za późno, ja to wszystko wiem, że w sprawie Góry Św. Anny argumenty ekologów były ośmieszane i ignorowane od kilku lat, wiem, że wejście na drzewa było już bronią ostateczną. Ale wiem to ja i jeszcze kilka osób czytających "Zielone Brygady", a nie wie tego ani pan drwal, którego praca polega na wycinaniu drzew pod autostradę, ani pan inwestor, który temu drwalowi płaci, ani nawet pan dziennikarz, który przyjeżdża z nadzieją, że będzie zadyma i będzie miał "newsa
" to jutrzejszego wydania. Gdzie była Wasza propaganda przez te ostatnie kilka lat? Czemu gdy Cię, Góralu, oglądam w telewizji, nie mówisz o tym, co czytam na doskonale pod względem propagandowym przygotowanej ulotce "Autostrady - drogie drogi donikąd" (tej z obrazkiem będącym przeróbką "Krzyku"), a mówisz o wojnie "z blaszanymi pudełkami", z filozofią "więcej i szybciej", o tym, że bogate 20% żeruje na biednych 80%... dlaczego widzę Cię w telewizji jak jeździsz podburzać rolników, jak blokujesz ruch w mieście, dlaczego widzę w telewizji gości w kominiarkach niszczących betonowe słupki??? Dlaczego nikt nie wie o raportach Instytutu Na rzecz Ekorozwoju dotyczących alternatywnego transportu, ale wszyscy wiedzą, że w Opolskiem brudasy i licealiści przykuli się do drzew??? Wiem, że trudno jest mówić co innego, a myśleć co innego - ale na tym polega polityka! Do ludzi trzeba mówić to, co chcą usłyszeć - a wtedy pójdą za tobą jak stado baranów, jak za Kwaśniewskim gdy założył niebieskie szkła kontaktowe i schudł. Trzeba zastanowić się, co chcemy osiągnąć - mieć "pozornie" czyste sumienie: "byłem, przykułem się, protestowałem, choć >>Babilon<< tym razem wygrał, to wojna trwa", czy też naprawdę chcemy, żeby zamiast betonowych autostrad mieć zieleń i czyste powietrze? Robimy to dla Ziemi czy dla siebie???
Sprzeciwiamy się "ekologii końca rury" (EKR). Ale nasze protesty przeciwko autostradom to taka EKR w najczystszej postaci. Cóż z tego, że autostrada nie powstanie tu czy tam - skoro ludzie nadal będą jeździć kopcącymi samochodami, skoro TIRy nadal będą przemierzały nasz kraj ze Wschodu na Zachód i z powrotem??? Potrzeba nam rozwiązań globalnych a nie pozornych zwycięstw. Ale oczywiście łatwiej jest znaleźć gromadę znudzonych młodzieńców, którzy chętnie postoją z transparentem w jakiejkolwiek sprawie, którzy zdemolują koparkę, powbijają gwoździe w drzewa, sprowokują policjanta - niż grono fachowców, którzy są w stanie opracować alternatywny plan transportu dla naszego kraju, i drugie grono fachowców (tym razem od propagandy), którzy będą w stanie do tego przekonać społeczeństwo. Fajnie jest jeździć po mieście rowerem, nie jeść cytrusów (bo sprowadzane zza granicy, a więc przywożone TIR-em) i negować wszelkie zdobycze cywilizacji. Tylko już trochę gorzej przekonać do tego innych, prawda? No ale po co, skoro ja mam czyste sumienie, a te głupki po prostu nie rozumieją. I zobacz jak łatwo iść na kompromisy - wziąć do ręki telefon komórkowy, CB-radio, skorzystać z komputera i Internetu, przywieść coś potrzebnego samochodem.
Uważam, że w sprawie Góry Św. Anny ruch ekologiczny dał się podejść jak małe dziecko. Czy wiesz jak trudno jest dyskutować z panami w garniturach siedzącymi w rządzie? Jeśli nie masz literek "mgr" przed nazwiskiem i krawata za 500 zł nie jesteś partnerem do rozmowy a Twoje argumenty są od razu ośmieszane. Chyba, że są naprawdę solidne. Właśnie takie, jak w przypadku polityki transportowej. Ale cóż komu po solidnych argumentach, gdy niedokształcony pan wojewoda przyniesiony w teczce przez AWS zignoruje je tylko dlatego, że Twoi koledzy właśnie przypięli się do drzewa??? Choć trzymam kciuki za powodzenie tej akcji, nawet jeśli, daj Boże, autostrada parku krajobrazowego nie przetnie, całą ogólnopolską kampanię na rzecz ekologicznego transportu uważam po wydarzeniach na Górze Św. Anny za skompromitowaną. Bo który pan w garniturze będzie chciał z Tobą rozmawiać po tym, jak widział Cię w domku na drzewie? Wiem, panów w garniturze wybiera Społeczeństwo. Tylko że Społeczeństwo jest w tej chwili przeciwko nam - właśnie dlatego, że zaniedbane zostały te pierwsze etapy: edukacja, przygotowanie gruntu pod protest. Zaraz po wojnie, z komunizmem walczyły jedynie niedobitki partyzanckich oddziałów, które zresztą szybko zostały zlikwidowane. Za to dowódcy tych oddziałów zasłużyli sobie dziś na własne ulice, ich imieniem nazywa się szkoły, muzea. Jeśli miałbym pojechać na Górę Św. Anny właśnie po to, żeby pokazać się innym działaczom, pokazać się w telewizji, dobrze się poczuć (przecież coś robię!) i za 10 lat chwalić się tym, tak jak dziś chwalą się Ci, którzy protestowali z Żarnowcu i Czorsztynie (często nawet nie wiedząc przeciwko czemu) - to doprawdy wolę zostać w Łodzi i postukać trochę w komputer. Nie rozumiem, jak wywodzący się z idei anarchizmu ruch ekologiczny chce dziś zakazywać czegokolwiek społeczeństwu za pomocą ustaw, nakazów i restrykcyjnego prawa. To nie garstka szkolnej młodzieży powinna dziś pod Górą Św. Anny protestować, ale całe polskie społeczeństwo, odrzucające filozofię "więcej i szybciej". Jeśli tak nie jest, to znaczy, że błąd został popełniony gdzieś wcześniej - i należy teraz cofnąć się do tego etapu i ponownie, żmudnie i powoli prowadzić taką politykę, że gdy za 10 lat znów wejdziemy na drzewa, poprze nasz protest nie 0,4% ale 40% Polaków.
Nie mówmy, że wszyscy są przeciwko nam, że prasa kłamie, a w rządzie siedzą złodzieje. To, że tak jest, nie usprawiedliwia faktu, że rzucamy wszystko i jedziemy niszczyć koparki. Ludzie walczący przeciwko PRL w latach 70-tych mieli przeciwko sobie i rząd, i media (cenzurowane) i milicję. A jednak jakoś potrafili przekonać do swoich racji ponad połowę społeczeństwa zanim wyszli na ulice. Bo sama akcja bezpośrednia może być jedynie finalnym, końcowym etapem protestu - ale nigdy nie można od niej protestu zaczynać. I dlatego właśnie zostałem w Łodzi - w sprawie, w której działam (ochrona humanitarna zwierząt) wolę wydać dobry Kwartalnik "Psubraty", który może przekona kogoś np. do niejedzenia mięsa, niż przykuć się łańcuchem do bramy rzeźni dając w ten sposób do ręki wspaniałą broń przeciwnikom moich idei - a Wy taką właśnie broń wręcz włożyliście autostradowcom do ręki i jeszcze prosicie się "uderz mnie! uderz mnie!". Jak masochiści...
Czytam w ulotce (tej jednej, którą uważam za dobrze przygotowaną): "dlaczego głosy ekspertów podające w wątpliwość politykę transportową naszego państwa są pomijane milczeniem?". Jest wiele przyczyn, o których obaj dobrze wiemy. Ale ja odpowiem tak: "dlatego, że eksperci ci właśnie zeszli z drzewa i wszystko wskazuje na to, że chcą na drzewa powrócić". Nie dziwmy się, że siedzący na górze na stołkach panowie nie znajdują w nich partnera do rozmowy.
Góralu! Gdzie jest alternatywa??? Ty chcesz i możesz jeździć po mieście rowerem i jeść jedynie warzywa z własnego ogródka, i może przekonasz do tego mnie i jeszcze pięć osób ze "Źródeł". Ale nie przekonasz do tego społeczeństwa! Bardzo mi przykro, ale nie przekonasz - a na pewno nie wisząc na drzewie. Gdzie promocja transportu masowego w miastach, gdzie promocja ścieżek rowerowych, gdzie promocja transportu kolejowego? Dlaczego wszystko co robisz jest na NIE? Dlaczego pokazujesz jedynie bezsilność i eskapizm? Nie mam monopolu na prawdę, nie mam kilkunastoletniego doświadczenie w ruchu ekologicznym, nie mam tytułu magistra - ale też czasami wiem, co mówię. Choć trochę przemyśl, to co napisałem, choć trochę się zastanów - a może uda Ci się zrealizować ten cel, który jest i moim marzeniem!
Xpert


P.S. Czuję, że po tym co napisałem, mam już teraz tylu wrogów, że chyba wynajmę sobie jakiegoś goryla z agencji ochrony...

Serce roście
Już po tym jak napisałem powyższy tekst, ale zanim jeszcze ktokolwiek go czytał, Gazeta Łódzka opublikowała artykuł Małgorzaty Kozerawskiej "Nie zejdą z drzew" (GŁ z 18.05.98). Góralu, pogratulować! Chylę czoła, ściskam prawicę - oby tak dalej! Pierwszy od kilku lat pozytywny tekst o protestach antyautostradowych, i mam nadzieję - nie ostatni... Wreszcie, WRESZCIE! protest przeciwko konkretnej autostradzie w konkretnym przyrodniczo cennym miejscu, nie został poplątany z protestem przeciwko autostradom w ogóle, przeciwko filozofii "więcej i szybciej" i z wojną "przeciwko Ziemi". Kolego Góralu - ku chwale Matki Ziemi - zostajecie uhonorowani uśmiechem wiceprezesa :-))) odciśniętym w... betonie???
Xpert


Dlaczego nasłany przez media agent, starający się rozwalić od wewnątrz

ruch ekologiczny, pojechał na Górę Św. Anny?
Nb. Text Eksperta jest dla prowadzących kampanie bardzo przydatny, lecz pozostawiony bez komentarza może być "szkodliwy" dla osób zapoznających się z problemem autostrad po raz pierwszy. Dlatego poniższa odpowiedź...
siedzę w akademiku
W chwili kiedy to piszę 30 aktywistów ekologicznych z całej Polski przebywa na Górze Św. Anny. A ja siedzę w akademiku i zastanawiam się, dlaczego nie jestem z nimi, skoro wielkim moim marzeniem jest, aby została zaprzestana budowa nie tylko autostrady A4 przez park krajobrazowy, ale autostrad w ogóle? Codziennie wykręcam się nawałem innych obowiązków, mówię sobie, że gdy załatwię wszystkie swoje sprawy, to na pewno tam pojadę. Jednak nie jestem wstanie nagle zmienić się, rzucić wszystko i tam jechać, choć w głębi duszy bardzo tego chcę... Prawdziwy powód mojego postępowania zrozumiałem jakiś czas temu, podczas lektury książki Carlosa Castanedy "Podróż do Ixtlan" (bardzo polecam). W rozdziale "Ostatnia bitwa na ziemi" autor książki rozmawia z Indianinem don Juanem o tym jak bardzo chce zmienić swoje życie:
Robię wszystko, co mogę (aby zmienić swoje życie) - powiedziałem (Castaneda)
Nie. Nie zgadzam się z tym. Wcale nie robisz tego, co możesz. Tylko tak mówisz., ponieważ przyjemnie ci tego słuchać. Zawsze tak mówisz, kiedy do czegoś się zabierasz. Robisz wszystko, co możesz, całymi latami i bez żadnego rezultatu. Możesz robić to lepiej. W tym wszystkim jest tylko jedna zła rzecz: wydaje ci się, że masz dużo czasu. To, cokolwiek robisz teraz, może być twoim ostatnim czynem na ziemi. Równie dobrze może to być twoja ostatnia bitwa. Nie ma takiej mocy, która zagwarantowałaby ci, że przeżyjesz jeszcze minutę dłużej...
Jeśli chodzi o artykuł pana Wiśniocha z Dziennika Łódzkiego to odsyłam do "infostrady", gdzie drukujemy naszą odpowiedź na ten żenujący text.
szkolenia z marketingu
Ekspercie* drogi! Nie oburzyłem się, bo staram się od kilku miesięcy nie oburzać na nic (zgodnie z zasadą drogi wojownika opisaną przez Indianina don Juana jest niewiele powodów wartych oburzenia w życiu każdego z nas), chociaż wychodzi mi to z różnym skutkiem (Dominika coś o tym wie), i przeczytałem twój tekst do końca zachowując spokój.
Wspominasz o Tworzyjankach i szkoleniach z marketingu i public relations. Mam nadzieje, że był to marketing trochę w innym wydaniu niż u mnie na uczelni, bo na politechnicznych wykładach z marketingu włosy mi dęba stawały na głupotę i kretynizm płynący z wypowiedzi pani doktor od marketingu...
monopol na prawdę
Jeśli chodzi o działaczy takich jak Olaf Swolkień czy Janusz Korbel, to wcale nie przeczę i widać to w tym co robię na co dzień, że staram się korzystać z ich doświadczenia, bo niestety domeną Polaków (może nie tylko) "jest otwieranie dawno już otwartych drzwi" i "wymyślanie teorii dawno już wymyślonych". Ale to, że działacze ci nie zawsze mają rację i nie popełniają czasami głupich błędów - to fakt, bo jak często mówię na audycji "nikt nie ma monopolu na prawdę". Ale nie do końca zgodzę się z Twoim stwierdzeniem, że "metody działania antyautostradowców są zupełnie chybione".
pozytywne wieści
Pytasz o artykuł który byłby nam przyjazny. Oto wypowiedź pani Józefy Hennelowej w "Tygodniku Powszechnym": "Autostrada wydaje się w tej chwili wybawieniem z korków właśnie - nie wiadomo dlaczego zresztą, bo jest przecież tylko wywindowaniem wszystkich trudności na wyższy stopień, do którejś tam potęgi. I co najoczywistsze: musi się skończyć absurdem, czyli korkiem totalnym - takim, kiedy to już nie ma kędy jeżdżać i nie ma się gdzie rozładowywać. Chyba żeby auta dostały skrzydeł. Na razie widzą to tylko nieliczni młodzi z ruchów "zielonych". Nikt ich nie słucha... Doświadczenia innych nie przydają się nam na nic - z niczym chyba tak ciężko nie będzie się rozstać, jak z wyobrażeniem o samochodzie jako o najmilszej zabawce ludzi dorosłych... ("TP" z 13.04.97). Jeśli ktoś sobie życzy więcej to z przyjemnością pokażę kolejne wycinki.
A to że nie jesteśmy mocni to fakt. Przykład Góry Św. Anny gdzie 20 ludzi broni 185 tysięcy drzew - w akcji bezpośredniej z ochroniarzami czy policją mają marne szanse. Co innego gdyby zjechało się z całej Polski 1000 aktywistów, ale niestety jeszcze tylu nie mamy (na razie). Cały czas w Polsce wszystko albo prawie wszystko załatwia się jednym uśmiechem na twarzy, słowem oszołom, groźbą użycia siły i większość rezygnuje i się poddaje, do zasadniczego sporu nie dochodzi. Nie ma takiej sytuacji, jak w Niemczech, gdzie władza musi wysyłać setki tysięcy policjantów, aby powstrzymać Zielonych. W USA (jak podaje Time's ) w budżecie na pierwszym miejscu są wydatki na zbrojenia, na trzecim walka z narkotykami, a na drugim infiltracja ruchu ekologicznego, ciekawe czy dożyję takiej sytuacji w Polsce - bo ona świadczyć będzie o naszej skuteczności.
Ale, żeby nie wpadać w zupełne przygnębienie, zaczynają się pojawiać sygnały świadczące, że nasza praca nie idzie na marne. Przykłady z łódzkiego podwórka (wstrzymanie pieniędzy dla Źródeł przez wojewodę, Wydział Spraw Obywatelskich wstrzymuje również kasę dla nas) z jednej strony grozi to zawaleniem działalności a z drugiej świadczy o tym, że zaczynamy komuś przeszkadzać.
Dlaczego jeszcze nie poddałem się "do dymisji"? Przez 1.5 roku trwania kampanii mogłem poddawać się do dymisji dziesiątki razy i zaraz potem znowu robić swoje, bo osób w 80% zaangażowanych w kampanię oprócz mnie było zero. Teraz się to zmieniło, z czego bardzo się cieszę i oczekuję, jak najszybciej, wniosku o moje odwołanie.
Czy "jestem agentem, który stara się rozwalić od wewnątrz ruch ekologiczny"? Coś w tym jest, musicie pilnować się, bo bliski wasz koniec. Biorę pensje z UOP-u - 50 dolarów dziennie, a za wyjazd na blokadę 150 dolarów (bo to delegacja i premia).
w obronie społeczeństwa
"Ruch ekologiczny nie walczy przeciw społeczeństwu, ale dla społeczeństwa i wraz ze społeczeństwem". No cóż, zawsze powtarzam, że budowniczowie autostrad, bogaci, niszczyciele Ziemi są z nami, tylko jeszcze tego nie wiedzą. Mylisz się mówiąc, że nasza walka to "walka przeciw wszystkim". Są na tym świecie ludzie kochający piękno, cisze, las, prawdę, uczciwość i oni są z nami.
Nie zgadzam się zupełnie z tym, że nasze notowania "spadły po blokadzie Mickiewicza w dół o kilkanaście procent - i tak samo spadają teraz, gdy bronimy drzew na Górze Św. Anny". Zbiórka podpisów pod Górę Świętej Anny - 3,5 tysiąca w ciągu 6 godzin. 60% ludzi wiedziało o co chodzi bez dodatkowych wyjaśnień. Moim skromnym zdaniem Góra Św. Anny to największy sukces propagandowy od początku trwania kampanii. Wstrzymanie budowy przez okres miesiąca, dziesiątki milionów strat, kompromitacja działań decydentów... Piszesz, że społeczeństwo "w ogóle nie rozumie, przeciwko czemu walczymy!!!" Ale drogi Ekspercie my nie walczymy przeciw niczemu, my stajemy "W OBRONIE ZIEMI!". My stajemy w obronie 185 tysięcy drzew, w obronie ciszy, piękna, w obronie pieniędzy najbiedniejszych, w obronie miejsc przyrodniczo cennych, w obronie kolei i likwidowanych linii tramwajowych, w obronie istniejących dróg, w obronie rolników i ich ziem, w obronie... A jeśli chodzi o rozumienie przez społeczeństwo powodów naszych działań to fakt, że większość ich nie rozumie, bo nie jesteśmy w stanie dysponując tymi środkami jakie mamy dotrzeć do większości. Jest świetny film "Wpuszczeni w korek", który wyemitowany 21:00 w programie I wyjaśniałby prawie wszystko milionom ludzi. W Polsce, ale pan Fidyk go nie puszcza, bo twierdzi, że dla polskiego odbiorcy nie będzie on interesujący, gdy jednocześnie puszcza filmy o homoseksualistach na Haiti.
szukanie zwolenników
Moim zdaniem mylisz się mówiąc, że siedzenie na drzewach "to nie jest dobry sposób na szukanie zwolenników". Miliony ludzi w Polsce dowiedziało się dzięki akcji bezpośredniej o Górze Św. Anny i o tym, że używa się siły wobec bezbronnych Zielonych. 60% ludzi poproszonych o podpisanie petycji do Buzka w czasie naszej zbiórki na Pasażu Schillera mówiło, że nas popiera... Piszesz, że "media kreują nas na oszołomów". Oczywiście, ale nie wszystkie. Są uczciwi i rzetelni dziennikarze i po dwóch latach działań powoli zbieramy takich również w Łodzi. Jeśli chodzi o świadomość ekologiczną ludzi, to nie zaprzeczam, że jest ona mała, ale uważam, że akcje radykalne tą świadomość pogłębiają.
edukacja ekologiczna
Pytasz Ekspercie: "gdzie jest edukacja ekologiczna?" Uważam, że wszystko co robię na co dzień, jest edukacją ekologiczną: jeżdżenie rowerem po Łodzi w deszczu, przy -15 stopniach, z maską przeciw pyłową na twarzy to edukacja. Ciągłe gadanie ze znajomymi, ograniczanie konsumpcji, minimalne korzystanie z motoryzacji indywidualnej... Oczywiście nie jest to działanie masowe, ale od czegoś trzeba zacząć (szczególnie jeśli się na edukacji nie zarabia i nie ma możliwości poświęcania 24 godzin edukacji). Siedzenie na drzewach to też edukacja i nie mogę w żaden sposób zgodzić się ze stwierdzeniem, że uczę w ten sposób telewidzów "jak wygląda nienawiść". Jak ona wygląda to telewidzowie wiedzą, ale z reakcji ochroniarzy nas bijących, również bardzo dobrze z innych programów i filmów. Prowadzona przez nas od 2 lat audycja w Radiu "Żak" to też edukacja.
"Czemu nie siedzę z dziećmi w przedszkolu ucząc je miłości do przyrody?", bo moim zdaniem tych którzy "siedzą z dziećmi w przedszkolu" mamy w Polsce tysiące, a tych którzy usiądą przed buldożerami W OBRONIE ZIEMI - kilkudziesięciu. Ktoś musi akcje radykalne prowadzić i mi to odpowiada.
Na Górze Św. Anny gościliśmy pewnego dnia nauczyciela z dziećmi z podstawówki. Nauczyciel dając nas za przykład mówił, że tak się chroni przyrodę...
Zgadza się, że ty i ja oraz kilka osób czytających "Zielone Brygady", wiemy o tym, "że w sprawie Góry Św. Anny argumenty ekologów były ośmieszane i ignorowane od kilku lat a nie wie tego ani pan drwal, którego praca polega na wycinaniu drzew pod autostradę, ani pan inwestor, który temu drwalowi płaci, ani nawet pan dziennikarz, który przyjeżdża z nadzieją, że będzie zadyma i będzie miał "newsa" to jutrzejszego wydania." Ale dzięki akcji na Górze Św. Anny dowiedziało się o tym miliony Polaków i o to nam chodziło. Pytasz: "Gdzie była Wasza propaganda przez te ostatnie kilka lat?" - odpowiadam - próbowała się przebić za pośrednictwem środków masowego przekazu do społeczeństwa, ale nie byliśmy atrakcyjnym tematem dla mediów.
oglądanie telewizji
Drogi Ekspercie dobrze wiesz "dlaczego nikt nie wie o raportach Instytutu na rzecz Ekorozwoju dotyczących alternatywnego transportu...", więc nie wiem po co to piszesz, ale wyjaśniam: bo racjonalne, rzeczowe i prawdziwe argumenty nie są atrakcyjnym materiałem dla dziennikarzy, którzy puszczają tylko to, co jest sensacyjne i co przyniesie im dużo pieniędzy. (patrz pewien łódzki szmatławiec gazetowy piszący o wystawie pająków)
Jeśli chodzi "gości w kominiarkach niszczących betonowe słupki" to był wypadek przy pracy i "pomoc" kłamcy dziennikarza.
politycy
Radzisz mi, abym mówił do ludzi to, co chcą usłyszeć. Wiem, ale nie bardzo mogę kłamać i mówić, że każdy będzie miał samochód i trzy telewizory oraz willę w lesie. To co my mówimy, nie jest może popularne, ale uczciwe.
Dla kogo to wszystko robię: dla siebie i dla Ziemi. Jedno drugiego nie wyklucza a moim zdaniem te dwa powody łączą się nierozerwalnie.
rozwiązanie globalne
Nasza kampania, drogi Ekspercie, to nie tylko walka o to, aby "autostrada nie powstała tu czy tam". Mówimy zawsze o tym, że masowa indywidualna motoryzacja jest sednem problemu, że problemem jest kult samochodu i filozofia "im więcej się przemieszczamy, im więcej przewozimy tym lepiej"
Mówimy od dwóch lat "TIRy na TORY". Próbujemy zainteresować tym opinię publiczną i decydentów, ale mało kto nas słucha, a niestety nie mamy pieniędzy na reklamy i kampanie w całej Polsce przeprowadzoną z rozmachem wielkich firm zachodnich. Alternatywna Polityka Transportowa z Instytutu na rzecz Ekorozwoju to jest rozwiązanie globalne więc nie mów, że go nie mamy...
demolowanie koparek
Myślę, że "trochę" przesadzasz mówiąc o "gromadzie znudzonych młodzieńców, którzy chętnie postoją z transparentem w jakiejkolwiek sprawie". Ci znudzeni młodzieńcy często wkładają w to, co robią całą swoją duszę, swój czas, pieniądze... Kłamstwem jest (o ile odnosi się do Góry Św. Anny) stwierdzenie o demolce koparek, nic takiego tam nie miało miejsca. A gwoździe w drzewach są tak samo potrzebne, jak pisma do ministerstwa.
Drogi Ekspercie tyle mówisz o specjalizacji. "Grono fachowców, którzy są w stanie opracować alternatywny plan transportu dla naszego kraju" już mamy (patrz Instytut na rzecz Ekorozwoju). Jedni wchodzą na drzewa i przykuwają się do beczek, inni rozmawiają z ministrem i decydentami (SPECJALIZACJA), a jeszcze inni z powodzeniem łączą obie rzeczy (patrz Olaf Swolkień)
po co
Mówisz, że "fajnie jest jeździć po mieście rowerem, nie jeść cytrusów (bo sprowadzane zza granicy, a więc przywożone TIR-em) i negować wszelkie zdobycze cywilizacji". Nie wiem czy fajnie, bo mało kto tak robi, więc chyba nie "fajnie".
Ale na pewno łatwiej jest jeździć rowerem, niż przekonać kogoś, kto kocha samochód, jak swoją żonę do tego, aby przesiadał się na dwa kółka. My to robimy. Może ze słabym skutkiem, ale dajemy z siebie wszystko. I nieprawdą jest, że nie przekonuję innych wychodząc z założenia "po co, skoro ja mam czyste sumienie, a te głupki po prostu nie rozumieją". To może jest twoja filozofia, ale na pewno nie moja.
kompromisy
Jeśli chodzi o kompromisy, to ostatnio Olaf z Kotasem uknuli takie hasło "W obronie Ziemi pójdziemy na każdy kompromis" i chyba coś w tym jest.
Odpowiem słowami Johna Seeda: "Jedyną rzeczą, która mi pomaga jest metafora z kowbojskiego filmu, jeszcze z czasów dzieciństwa. Wszyscy kowboje zasnęli, ogień zgasł, nadeszły chmury i nagle uderzył grom z nieba. Bydło w panice zaczęło uciekać w kierunku przepaści. Kowboje wskakują na konie i gnają nie w przeciwnym kierunku, ale dokładnie w tę samą stronę, w stronę przepaści, nawet szybciej niż bydło. Ich celem nie jest skok w przepaść. Zdają sobie sprawę, że jedynie gnając w tym kierunku dogonią bydło i zawrócą je zanim dotrze do urwiska. Używam więc komputerów, wiem, że frytki były czyszczone CFC, ale nie ma sposoby by żyć bezpiecznie w dzisiejszych czasach. A jeśli jest i polega na zaszyciu się gdzieś w lasach, mnie to nie odpowiada. Jestem przygotowany na zabrudzenie sobie rąk tartakami, samolotami czy czymkolwiek innym, lecz wierzę, że jestem również przygotowany na pozbycie się ich skoro tylko... one znikną po rewolucji. To wszystko, co mogę powiedzieć."
A mówiąc, że idzie mi to łatwo, to grubo się mylisz. Szlag mię trafia, gdy siedzę teraz przed komputerem i to piszę.
małe dziecko
Nie "uważam, że w sprawie Góry Św. Anny ruch ekologiczny dał się podejść jak małe dziecko." Jeśli chodzi o rozmowy to takowe się odbyły i z wojewodą opolskim i z przedstawicielami Agencji Autostradowej i uczestniczyli w nich ludzie siedzący wcześniej na drzewach...
Nie uważam, żeby cała ogólnopolska kampania na rzecz ekologicznego transportu po wydarzeniach na Górze Św. Anny była skompromitowana. Moim zdaniem to największy jej sukces (na pewno propagandowy).
Mylisz się drogi Ekspercie, społeczeństwo NIE jest w tej chwili przeciwko nam. Spokojnie mogę powiedzieć, że mamy za sobą 40 - 50% ludzi w Polsce (nie jest to na pewno 0,4%). Akcja zbierania podpisów świadczy o tym najlepiej.
coś robię
Ekspercie "Jeśli miałbyś pojechać na Górę Św. Anny właśnie po to, żeby pokazać się innym działaczom, pokazać się w telewizji, dobrze się poczuć (przecież coś robię!) i za 10 lat chwalić się tym, tak jak dziś chwalą się Ci, którzy protestowali z Żarnowcu i Czorsztynie" to dobrze, że tam nie pojechałeś. Moje powody wyjazdu na Górę były zupełnie odmienne, a na pewno nie pojechałem tam niszczyć koparki. Dementuję pogłoski: Nikt nie niszczył koparek na Górze Św. Anny, to nieprawda.
Porównanie walki społeczeństwa z PRL i walki Zielonych w obronie Ziemi jest dla mnie lekką przesadą. Stosunek społeczeństw do komuny był zupełnie inny niż stosunek społeczeństwa do mamony i wzrostu gospodarczego.
zostałem w Łodzi
Jest wiele sposobów i metod stawania w obronie Ziemi i nas samych. Ty zostałeś w Łodzi i masz do tego prawo. Dla mnie każdy dzień w Łodzi jest męczarnią, gdy w tym samym czasie ścinają stare buki, biją moich przyjaciół, niszczą piękno i ciszę którą kocham.. Moim zdaniem żadnej broni nie wręczyliśmy autostradowcom. Akcja na Górze kompromituje system władzy, polskie prawo, decydentów...
wiem co mówię
Masz na pewno sporo racji mówiąc o tym, że zapominamy o alternatywie. Chociaż jak pamiętam to we wszystkich moich wypowiedziach do mediów pojawiał się temat alternatywnych środków transportu. Na promocje z prawdziwego zdarzenia nie ma szans: brak czasu, odpowiedzialnych ludzi, zdrowia, pieniędzy... Jeśli chodzi o dopisek "Serce rośnie" to niestety piszesz w nim nieprawdę (mam nadzieje nieświadomie). Text w GW nie "jest pierwszym od kilku lat pozytywnym tekstem o protestach antyautostradowych", dla niedowiarków mamy inne (do wglądu)...
Dzięki za słowa krytyki
Góra?l


*piszę nie zachowując oryginalnej pisowni, bo ty jej również nie zachowujesz w moim przypadku
**nie jestem do końca zadowolony ze swojej odpowiedzi, ale spędzanie czasu nad klawiaturą nie jest tym co Góral?e lubią najbardziej, dlatego odpowiedź nie jest pełna...

dlaczego jeszcze odpisuję na
odpowiedź Górala?

Bardzo się cieszę, że Góral mi odpisał, że się nie obraził (zresztą nie byłoby to w jego stylu), z przyjemnością i ciekawością przeczytałem jego artykuł. Ale, niestety, choć uważam, że ma rację (gdybym tak nie uważał, to już dawno robiłbym coś innego niż robię - mam na myśli działalność w ruchu ekologicznym), to wydaje mi się, że niestety, troszkę mnie nie zrozumiał, że przy pisaniu jego odpowiedzi wzięły górę emocje (w końcu pisał o swojej kampanii). Rozumiem to, bo każdy reaguje podobnie, gdy się go krytykuje. Z tym, że niestety, ja pisałem sobie, a Góral sobie - ja o Krymie, Góral o Rzymie. Powtarzam jeszcze raz i chciałbym być dobrze zrozumiany: nie jestem przeciwko akcjom bezpośrednim w ogóle, jestem jak najbardziej ZA, pod warunkiem, że zostały wyczerpane wszystkie inne możliwości i że akcje te mają na celu coś więcej niż zaspokojenie chęci ich uczestników na przeżycie przygody. Chociaż dziś już wiadomo, że demonstranci z góry Św. Anny zostali brutalnie usunięci przez policję, to jednak widać, że protest ten był potrzebny i rzeczywiście był ostatnią deską ratunku dla drzew z parku krajobrazowego. Jednak uważam, że blokada Al. Mickiewicza nie była konieczna, wręcz szkodliwa z punktu widzenia całości kampanii. Cóż, po prostu mamy różne metody działania i nic w tym złego. Przecież tekst swój pisałem w dobrej wierze - jeżeli skorzystasz z moich rad, to dobrze - ale to Twoja sprawa, ja Ci się przecież do kampanii wtrącać nie będę. Ale jedną rzecz powtórzę i powtarzać będę. Kiedy piszesz: "Radzisz mi abym mówił do ludzi to, co chcą usłyszeć. Wiem ale nie bardzo mogę kłamać i mówić, że każdy będzie miał samochód i trzy telewizory oraz willę w lesie. To co my mówimy nie jest może popularne ale uczciwe." to znaczy, że rzeczywiście szkoda, że nie byłeś na szkoleniu w Tworzyjankach... A był to naprawdę inny marketing, niż ten, którego uczą w szkole, oj tak. Nikt nie każe Ci mówić, że ludzie będą mieli trzy samochody i dom w lesie. Ale jeśli tu i teraz, mówisz im nagle, że nie mogą mieć ani samochodu, ani "nowoczesnych" technologii, ani mamony - to nie dziw się, że nie wszyscy popierają Twoje hasła. Masami naprawdę da się sterować, lecz jeśli bliższa Ci jest postawa "umierającego za grzechy świata", to oczywiście jest to też tylko Twój wybór. Przy okazji gratuluję "zwycięstwa" w świętej wojnie, czyli obcięcia Źródłom dotacji z Urzędu Miasta. Tak trzymać!
Xpert


P.S. Skoro moich rad Góral słuchać nie chce, to może posłucha odznaczonego Zieloną Kolumną znanego i lubianego dziennikarza Adama Wajraka (GW z dn. 9 czerwca): wyglądało na to, że ważniejszy jest dla nich protest i opowieści o technikach przypinania się do drzewa, niż przekonanie do swoich racji zwykłych zjadaczy chleba. Ale już dziś w Internecie czytam, że ruch ekologiczny prawie że "obraził się" na Wajraka. Cóż, jeśli komuś wszyscy wokoło mówią, że robi błąd, to ten ktoś może albo jeszcze raz zastanowić się nad swoimi metodami, albo płakać głośno nad spiskiem: żydowskim, masońskim, kapitału zagranicznego, technokratów (niepotrzebne skreślić). Jego wybór.