różności

używajmy rozumu

Drodzy Źródlanie!
Mój tekst nie będzie długi, z racji tego, że ma ukazać się w "biuletynie", a nie np. w "Magazynie Gazety Wyborczej", choć temat jest dość ważny. Chodzi mi o ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA TO CO MÓWIMY I PISZEMY. Dlaczego Wam o tym przypominam? Dlatego, że płakać mi się chcę, kiedy czytam niektóre artykuły (nie, nie tylko w "biuletynie", ale pozwólcie, że teraz napiszę o naszych błędach a nie np. red. Michnika). Nasi biuletynowi autorzy chyba zapominają, że słowo pisane ma swoją wagę, że nasz "biuletyn" to już nie niepozorny świstek papieru (siódmy numer miał 14 stron!) i dociera w różne miejsca, czyta go bardzo wiele osób, leży na stole w Źródłach i każdy może go wziąć, przeczytać i co gorsza... uwierzyć w niektóre napisane tam rzeczy. Jako że "biuletyn" nie jest cenzurowany (chwała za to Gosi!) tym bardziej powinniśmy zwracać uwagę o czym w nim piszemy. I nie tylko piszemy - moje uwagi odnosić się będą również do tego o czym mówimy: w radio, telewizji (tak, tak - ostatnio często Źródlanie prezentują się w mediach) a nawet do znajomych i przyjaciół.
Pewnie czekacie do czego się przyczepię? Nie chciałbym tu operować konkretnymi imionami, tytułami itd. Apeluję do Was ogólnie, żebyśmy przed powiedzeniem czegoś zastanowili się trochę. Nie chodzi o to, że mówimy nieprawdę, chodzi o to, że często powtarzamy zasłyszane, niepewne informacje, co gorsza - piszemy o takich w "biuletynie", ktoś to czyta, powtarza, przekręca - i w ten sposób rodzi się najgorsza PLOTA (nawet nie "plotka" tylko PLOTA), od której Źródła powinny trzymać się z daleka. Dla rozluźnienia atmosfery krótka anegdotka o PLOCIE:
Pociąg, którym jechałem kiedyś do Sieradza utknął w Zduńskiej Woli. Powód: zepsuta zwrotnica. Przynajmniej takiej informacji udzielił mi kierownik pociągu. Nie mnie jednemu zapewne, bo po kilkunastu minutach wśród pasażerów rozniosła się wieść o zepsutej zwrotnicy, awarii zwrotnicy, po dalszych kilkunastu minutach była to już awaria suwnicy (dla humanistów wyjaśnienie: to taki rodzaj dźwigu jaki często widuje się na stacjach rozładunkowych), by po godzinie zamienić się w katastrofę suwnicy. Wsiadając do podstawionego przez PKP zastępczego autobusu słyszałem biadolenie starszych pań: "taka straszna katastrofa, suwnica się przewróciła, tylu ludzi zginęło..."

Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie! Nie ma tu nic śmiesznego. Chcemy walczyć o czystą Ziemi, wiemy że gdzieś dzwoni, ale nie wiemy w którym kościele. Słyszeliście o takiej wzruszającej akcji - chory na raka chłopiec chciał znaleźć się w Księdze Guinessa po zebraniu największej na świecie ilości pocztówek z różnych krajów. Ten chłopiec od kilku lat nie żyje, lecz jeszcze niedawno do Źródeł przyszedł list (w formie "łańcuszka św. Antoniego") z prośbą o wysłanie chłopcu pocztówki. A może zbieraliście kiedyś kody kreskowe z czwórką na początku (ponoć za 10000 takich kodów chora osoba otrzymywała wózek inwalidzki)? Nie? To popatrzcie co robimy teraz - czytam w piątym "biuletynie" tekst Smalca:
... są petycje przeciw budowie autostrady A4 przez Górę Św. Anny, o zmianę ustawy o powszechnym obowiązku obrony, o utworzenie Jurajskiego Parku Narodowego, o utworzenie Turnickiego Parku Narodowego, o akt łaski dla Leonarda Peltiera (zabójca agentów FBI - stronniczy przypisek Xperta), przeciw reklamowaniu produktów tytoniowych, o ścieżki rowerowe w Łodzi, przeciw regulacji Wisły, przeciw wiwisekcji, o niemodernizowaniu kolejki na Kasprowy Wierch (pewnie, niech zardzewieje i spadnie w dół razem z turystami - złośliwy dopisek Xperta), o nie reklamowaniu produktów tytoniowych, o budowie dróg rowerowych w Łodzi, o objęciu parkiem narodowym całej Puszczy Białowieskiej, przeciw ustawie o płatnych autostradach (bo przecież powinny być darmowe - złośliwy dopisek Xperta).
Wszyscy wiemy że czasami petycje działają (np. w sprawie wilków - zadziałała!). Jestem jak najbardziej ZA zbieraniem podpisów pod petycjami (nie raz w deszczu czy na mrozie stałem i zbierałem). Tylko - po pierwsze: jeśli o czymś piszemy, to napiszmy tak, żeby każdy zrozumiał (vide moje złośliwe dopiski), przecież tak ładnie Smalec wyjaśnił kiedyś sens tych petycji w "Psubratach" 5/6, czemu nie w "biuletynie"??? Po drugie - znacznie ważniejsze - czy nie szkoda Wam czasu, energii i papieru na zbieranie podpisów np. pod petycją "w sprawie wiwisekcji". Ktokolwiek widział ten kawałek papieru (może jeszcze wisi przy wejściu?) wie, że nie zasługuje on nawet na miano "petycji". Nie wiadomo do kogo petycja jest skierowana, ani nawet nie wiadomo o co w niej chodzi ("... sprzeciwiamy się wiwisekcji..." - to tak jakby napisać "... sprzeciwiamy się niesprawiedliwości..." - porównaj moja propozycja "Manifestu" w bieżącym "biuletynie"). A czy zbierający te podpisy (nie wspominając o podpisujących się) czytali chociaż nową ustawę "o ochronie zwierząt"? Podoba się Wam? Mnie NIE! To może napiszecie petycję dotyczącą procedur doświadczalnych z wykorzystaniem zwierząt, uwzględniając niedoskonałości przepisów tejże właśnie ustawy? Nie? Za trudne? Pewnie, łatwiej skserować coś gotowego, rozdawać i mącić ludziom w głowach. A wiecie co napiszą gazety przy pierwszej okazji jak nas dziennikarz "zdybie" z taką petycją na Piotrkowskiej? Ech! Jeśli chodzi o Leonarda Peltiera to już nie będę Smalcowi dokuczał, mam nadzieję, że śledzi sytuację na bieżąco i ludzie nie podpisują się pod petycją w sprawie uwolnienia faceta dawno zwęglonego na krześle elektrycznym (mimo braku sympatii do pana Leonarda mam nadzieję, że nie) lub dawno hasającego na wolności (też mam nadzieję, że nie - a zresztą w sprawie Leonarda nie wiem nic ponad to, co mówił Smalec, więc się nie wypowiadam, bo skąd mam naprawdę wiedzieć o co chodzi w tej sprawie?). O, właśnie, tak jest najczęściej - nie mamy pojęcia o sprawie, przeciwko której walczymy. Fajnie jest zbierać podpisy np. przeciwko regulacji Wisły, ale gorzej jak akurat trafimy na inżyniera hydrotechnika. Więcej profesjonalizmu, Źródlanie!
Co tam jeszcze czytam w piątym "biuletynie"? Ot, choćby relacja Dominiki ze spotkania z makrobiotyczką, panią Bożeną Cyran. Co się dowiaduję: "wszystkie warzywa holenderskie są napromieniowane". Czym? Jak? Jak bardzo? Gdzie? Po co? Co z tego wynika? - tego się już nie dowiaduję (notabene: ekologiczne jabłuszko z wiejskiego ogrodu babci również jest bardzo, bardzo napromieniowane - promieniowaniem słonecznym oczywiście). Kolejne zdanie "w makrobiotyce liczą się tylko wartości energetyczne a nie kaloryczne". Dobry Boże! A czegoż jednostką jest kaloria (kcal) jak nie energii??? To tak jakby powiedzieć, że gdzieś tam liczą się tylko wartości wagowe, a nie kilogramowe. Mam nadzieję, że to Dominika coś przekręciła (odpierając ewentualne zarzuty - NIE byłem na spotkaniu z panią Cyran, ale... 90% czytelników "biuletynu" też nie!), a jeśli nawet nie, to nie można takich rzeczy ot tak sobie publikować - bez słowa komentarza, jako prawdę obiektywną. Skąd wiesz, Dominiko, kto będzie czytał nasz "biuletyn"??? Może wygląda niepozornie, ale to już PRASA - a prasa to potęga (kto ma pióro, ten ma władzę!).
Podobnie pisze Ewa: "... Ewangelia Życia Doskonałego jest przekładem oryginału Biblii znalezionego kilka lat temu w jednym z tybetańskich klasztorów buddyjskich". Kto ją odnalazł? Kto i kiedy zweryfikował jej autentyczność? Nie można podawać publicznie takich informacji, jeśli nie są do końca sprawdzone. Wystarczy podać jakieś źródło, literaturę. Nie wszyscy są tacy niesceptyczni! Na szczęście "biuletyn" to nasz organ wewnętrzny, i przepisy prawa prasowego go nie dotyczą (teoretycznie), ale już w "Psubratach" takie zdanie nie ma prawa się ukazać - w trosce nie tylko o czytelnika, ale i o image redakcji czy naszej organizacji.
Życzę Nam, Źródlanie, abyśmy nauczyli się używać takich zwrotów jak: "według mnie", "niektóre badania wykazują", "według niektórych naukowców", "niektórzy sądzą", "pewne osoby wierzą", a zapomnijmy raz na zawsze o zdaniach typu "przyjęte jest", "powszechnie sądzi się", "a przecież jest tak", "nie jest prawdą". Nikt nie ma monopolu na prawdę, ja też nie (chociażby: napisałem na początku, że tekst nie będzie długi - i co?), więc może całe moje wywody nie miały sensu. W każdym razie nie byłbym sobą, gdybym się do czegoś nie doczepił. A na razie pozdrawiam!
Xpert


o poprawie "Psubratów" słów kilka...
Jesteśmy świeżo po lekturze nowego numeru "Psubratów". Kwartalnik zaiste ciekawy i nie będący przysłowiowym wołaniem na wietrze. Od cnót pisma przejdźmy jednak do jego wad, bowiem na ekologię rzadko kiedy spogląda się przez różowe okulary, podobnie jak i na rażące błędy oraz liczne literówki. To one właśnie skłoniły nas, by poważniej potraktować kwestię braku profesjonalizmu wśród piszących i wpisujących. Dość przypomnieć, że nie tak dawno (17.04.) rozmawialiśmy o tym w kilkuosobowym gronie w Ośrodku. Postulaty drobnych reform i szukania nowej drogi dla gazety poskutkowały i nowe "Psubraty" czytaliśmy uważniej, leżąc blisko siebie w zaciszu domowego ogniska. To co spostrzegliśmy przerosło nasze najgorsze przeczucia. Doliczyliśmy się kilkuset (285) błędów językowych - od drobnych literówek, przez bardziej widoczne stylistyczne, do rażących ortograficznych. Zaniepokoiła nas, nie tylko częstotliwość (zdarzało się ponad 20 na niepełnej stronie), ale także to, że w naszym mniemaniu edytor tekstu, z którego korzysta redakcja zaopatrzony jest w słownik ortograficzny i autokorektor. Pogłębia to fakt, że teksty są czytane kilka razy (przez autora, przy zatwierdzaniu do druku, przy "wklepywaniu" i chyba po raz ostatni w czasie nanoszenia poprawek). Doprawdy ciężko nam zrozumieć nieumiejętność dostrzeżenia fali błędów interpunkcyjnych, jak i pisania niegramatycznego. By nie być gołosłownymi posłużymy się kilkoma z wielu błędów, jakie spotkaliśmy.
Drodzy "Źródlanie"! Tak się nas nazywa, zapominając o tym, że wyraz ten powinno się pisać małą literą, choćby tak jak słowa: "futuryści", "skamandryci" itp. Podobnie "Homo Sapiens" to tylko "człowiek myślący". Zawsze uważaliśmy, że gdyby istniały litery najmniejsze to ekolog pisałby o człowieku właśnie z takim brakiem szacunku. Cóż, widać i jemu oddaje się cześć. Niesłusznie!
Gdy w czasie "Świąt Bożego Narodzenia", będziecie pamiętać, że to tylko "święta". A w tym czasie klientów pod "McDonald'em", a nie "McDonald'sem" zacznie gonić rotwailer, to pomyślcie o tym, że ta niemiecka rasa psa, podobnie jak nowofunlandy kojarzą nam się z Nowofunlandią, a labradory z płw. Labrador w Ameryce pn., tak i te psy utożsamiane są z miastem Rottweil w Niemczech.
Pisanie łączne i rozdzielne nigdy nie należało do czynności najprostszych, ale nie możemy sobie wybaczyć i tu kilku dosadnych uszczypliwości. Słowa "nie opodal" i "na prawdę", czy też imiesłowy przymiotnikowe z cząstką "nie", jak "nie obdarzone" i "nie pokaleczone" piszemy łącznie. I mimo, że jest to rzecz, która w tym wymiarze obowiązuje od niedawna, to te zasady w każdym poważnym piśmie powinny być przestrzegane, by mogło ono być - w pełnym tego słowa znaczeniu - profesjonalne.
Na tym kończymy, rozchodząc się do domów, a nie - co również spotkaliśmy - "po domach". Mamy nadzieję, że nasz apel zostanie potraktowany poważnie, i większą uwagę zwróci się na pisanie bezbłędne, nim sięgnie się po numer katalogowy, wydawanie w drukarni i kolejne pismo...
Mały Miodek i Duży Grzegorz


Drogie Miodki małe i duże!
Dziękuję Wam bardzo za cenne uwagi. Doceniam Wasz trud i poświęcenie włożone w tak uważne przeczytanie wszystkich tekstów zamieszczonych w siódmym numerze "Psubratów", że aż udało się Wam znaleźć 284 (słownie: dwieście osiemdziesiąt cztery) rażące błędy. Cóż, nobody's perfect i mniejsze lub większe potknięcia (nie tylko językowe) zdarzały się "Psubratom" już od pierwszego numeru. Ponieważ do tej pory myślałem, że to ja jestem "czepliwy", pozwólcie, że odpłacę pięknym za nadobne i zapytam: cóż to takiego "ttymczasem"* (a to, że autor pisał tekst na komputerze wyposażonym w edytor tekstu z kontrolą pisowni, widziałem na własne oczy!). Podobnie "wołający na wietrze". Rozumiem, że chodziło Wam o "wołającego na puszczy" (crying on the wilderness) - zwrot ten pochodzi, nie wiem czy wiecie, z Biblii. Co do "Źródlan" i "źródlan", to pozwólcie, że mimo tego co gadająca głowa - prof. Miodek będzie mi wmawiał "w telewizorze", zawsze będę pisał to słowo z dużej litery, nie tylko z szacunku do członków tego stowarzyszenia, ale również tam, gdzie i ortografia taką pisownię zaleca (np. w zwrocie "Drodzy Źródlanie", kolego Grzegorzu duży, właśnie z dużej litery należy to słowo napisać, tak jak "Kochana Babciu"). Podobnie jest ze "świętami" i "Świętami" - tylko od nastawienia piszącego zależy jak to słowo napisać (analogicznie jak "ojczyzna" i "Ojczyzna").
Drogie Miodki! Wasz apel zostanie potraktowany jak najbardziej poważnie. Jednak ponieważ skromny budżet i nawał innych obowiązków nie zawsze pozwala nam na dokładną, kilkukrotną korektę naszego wydawnictwa, proponujemy Wam, abyście przed oddaniem następnego, ósmego numeru do druku, pewnej niedzielnej nocy (jako że "Psubraty" składane są w weekendy) znów dokładnie wszystko przeczytali i zdążyli nam o tym powiedzieć przed oddaniem pisma do naświetlania w poniedziałkowy poranek. Ewentualnie liczymy na wsparcie nas odpowiednio wysoką dotacją umożliwiającą zatrudnienie profesjonalnych korektorów i specjalistów od składu komputerowego. Mam nadzieję, że Wasz tekst był konstruktywną krytyką, a nie zwykłym czepianiem się i już wkrótce spotkamy się przy pracy. Z góry dziękujemy i pozdrawiamy.
Krzysztof Wychowałek
redaktor techniczny


P.S. (*) - w tak zwanym "międzyczasie" autorzy nanieśli pewne poprawki - zniknęło więc "ttymczasem", "Źródlanie" z małej litery awansowali na dużą, Miodki doliczyły się nawet kolejnego, dwieście osiemdziesiątego piątego błędu. Poprawki tej jednej strony zajęły Miodkom cały dzień. Przemnóżmy tą jedną stronę przez 52 strony "psubratowe"... Dwa miesiące? A więc i tak jesteśmy nieźli!
KAW


czasami odpisują
W kwietniu przyszła do mnie z Ministerstwa Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa odpowiedź na pocztówkę, którą tam wysłałam w sprawie objęcia parkiem narodowym całego terenu Puszczy Białowieskiej. Oto treść listu z Ministerstwa:
"W związku z Pani apelem skierowanym do pana Jerzego Buzka (...) uprzejmie informuję, że sprawa jest szczegółowo analizowana w MOŚZNiL. Bezsprzeczną sprawą są wartości przyrodniczo - naukowe Puszczy Białowieskiej uzasadniające objęcie jej w całości parkiem narodowym. Jednakże równocześnie występuje szereg problemów, które muszą być rozważone. Szczególnie trudnym problem jest sprzeciw lokalnych samorządów. Opory są na tyle znaczne, że dotychczas nie uzyskał akceptacji projekt utworzenia parku krajobrazowego. Z pewnością istnieje konieczność dokonania dokładnego studium uwarunkowań wynikających z projektu objęcia Puszczy parkiem narodowym. Wstępne rozpoznanie wskazuje, że do osiągnięcia ostatecznego celu niezbędne będzie działanie etapowe.
Najważniejszą sprawą jest faktycznie zapewnienie ochrony drzewostanom o dużym stopniu naturalności. W tym celu przewiduje się powiększenie istniejących i utworzenie nowych rezerwatów oraz dalsze doskonalenie metod zagospodarowania lasów na obszarze Leśnego Kompleksu Promocyjnego i w tym zakresie stosowne działania są kontynuowane.
Jednocześnie uprzejmie informuję, że obecnie tworzony jest wielostronny zespół roboczy dla opracowania strategii ochrony Puszczy Białowieskiej.
Dziękuje Pani za zainteresowanie się sprawą Puszczy Białowieskiej.
Wicedyrektor Departamentu Ochrony Przyrody
dr Zygmunt Krzemiński"
*29 kwietnia w Gazecie Wyborczej ukazała się krótka notatka o tym, że minister Jan Szyszko chce objąć całą Puszczę Białowieską parkiem narodowym.
Veggie


jeszcze raz to samo
Przypominam po raz kolejny o kilku rzeczach. I tak:
Prasówka zbieramy wycinki prasowe dotyczące wszystkich zagadnień, którymi zajmują się Źródlanie (ekologia, militaryzm, prawa człowieka - wydarzenia z Polski i ze świata). Wkładajcie je do specjalnej przegródki w biurze. Pamiętajcie o ich dokładnym opisywaniu (tytuł gazety i data wydania).
Legitymacje członkowskie i składki Jeśli jesteś członkiem ODE "Źródła" powinnaś/powinieneś posiadać legitymację członkowską. Właściciele legitymacji tj. pełnoprawni członkowie stowarzyszenia otrzymują bezpłatnie "biuletyn", kwartalnik "Psubraty", mogą korzystać z biblioteki ekologicznej (wypożyczać książki do domu), mają dostęp do wielojęzycznych czasopism, różnych dokumentów. Wszyscy członkowie stowarzyszenia zobowiązani są do opłacenia rocznej składki w wysokości 24 zł dla osób pracujących lub 12 zł dla uczących się. W tej sprawie kontaktuj się z Dominiką.
Petycje Przez cały czas możesz włączyć się w proces zbierania podpisów pod petycjami, o tematyce petycji czytaj w poprzednich numerach "biuletynu". Jeśli jesteś zainteresowana/y skontaktuj się z Mikołajem.

wystawa fotografii
Już po raz drugi w naszym Ośrodku odbędzie się wystawa prac Bartka Szmidta. Tym razem będziemy mogli obejrzeć zdjęcia przedstawiające starość. Wystawa nosi tytuł "Starzy ludzie, stare drzewa, stare domy". Obecnie, tj. od 13 do 17 maja wystawa znajduje się w Łódzkim Domu Kultury (przy ul. Traugutta), gdzie reprezentuje ODE "Źródła" podczas Dni Łodzi, które się właśnie odbywają. Od 19 maja, przez miesiąc, będzie można ją oglądać w "Źródłach".
nowe zasady
To ważna informacja dla wszystkich, którzy korzystają ze sprzętu biurowego, tj. komputerów, faxu, ksero. Pamiętaj, że zawsze pierwszeństwo u używaniu sprzętu mają osoby pracujące w Ośrodku oraz te, które prowadzą jakieś źródłowe kampanie, akcje itp. Poza tym w zamian za korzystanie, na przykład z komputera, powinnaś/powinieneś zrobić coś dla "Źródeł". Nie zdziw się więc, kiedy zostaniesz poproszona/y o wykonanie jakiejś pracki na rzecz Ośrodka. Nie zapominaj także o tym, ze za korzystanie z ksero, faxu, telefonu czy internetu należy zapłacić. Niestety "Źródłom" się nie przelewa. Będziemy wdzięczni za stosowanie się do powyższych reguł.

o czym nie wiem
Nic nie wiem o rytuałach, które od jakiegoś czasu były organizowane, zgodnie z moim postanowieniem starałam się o nic nie pytać. Na ten temat informacji można zasięgać u Mikołaja.
Również nie wiadomo co z planowanymi wycieczkami rowerowymi, a to z powodu znikomego nimi zainteresowania. Prawdopodobnie odbędzie się jedna wycieczka w czerwcu, nie posiadam jednak bliższych informacji na ten temat, pytajcie Jacusia.
Także gimnastyka ostatnio przestała odbywać się regularnie, choć mam nadzieję, ze niedługo wrócimy do spotkań dwa razy w tygodniu. Jeśli jesteś zainteresowana uczestnictwem pytaj Dominikę.
Z przyczyn nie wiadomo jakich nic nie wiem o terminach najbliższych spotkań Etnicznego Klubu Muzyki i Ruchu. O to kiedy spotkania te odbywają się, zapytaj Czubę.