biuletyn nr 5
kwiecień - maj 1998



witajcie słonka !

Dziś nie będzie tak sympatycznie. Góral powiedział, że powinnam nawrzeszczeć na Was w tym biuletynie. Chociaż nie lubię krzyczeć i nie lubię awantur to należy się Wam. Mam już dosyć proszenia każdej osoby by dała mi teksty do biuletynu. Już na trzecim z kolei zarządzie ( na który przychodzi co tydzień około 12 osób) proszę, żebyście dawali mi na kartkach (można napisać też na komputerze) to o czym mówicie na zarządzie. Większość tych spraw jest chyba (?) na tyle ważna , skoro rozmawia o nich zarząd, że powinno o nich wiedzieć nie tylko tych kilka osób, które regularnie są na zebraniach, ale także inni członkowie stowarzyszenia oraz osoby spoza Źródeł, które czytają "biuletyn". A może nie chcemy żeby informacje o naszych działaniach wychodziły poza nasze wąskie grono ? Ja nie będę robić notatek na zarządach z kilku przyczyn. Po pierwsze nie mam na to ochoty, siły i czasu, ewentualnie mogłabym nagrywać to co mówicie na dyktafon, ale nie mam czasu na to by przekształcać Wasze wypowiedzi do druku. Po drugie nie chciałabym nieumyślnie pozmieniać Waszych myśli o co nie trudno, jeśli ktoś chociaż raz był na zarządzie to wie jak nam idzie porozumiewanie się. Po trzecie i najważniejsze, każdy z Was ma rączki i umiejętność pisania i moim skromnym zdaniem nie jest to aż tak kłopotliwe, żebyście nie mogli zrobić tego sami. wystarczy parę zdań na temat przez Was poruszany.
Powtarzam to, co mówił Góral na ostatnim zarządzie: powinniśmy się leczyć, bo chyba jesteśmy chorzy psychicznie. Za co my się zabieramy, czy możemy oczekiwać, tego, że skutecznie poprowadzimy jakąkolwiek kampanię, jeśli nie potrafimy zrobić czegoś tak prostego jak napisanie krótkiego sprawozdania z naszych działań. Chyba naprawdę mamy problemy ze sobą. Nie chce mi się powtarzać tego po raz już piąty (piszę o tym w każdym "biuletynie" od kiedy tylko zaczął się ukazywać) do czego ma służyć ta wymiana informacji. Chyba wszyscy wiedzą jaka jest jej rola. Zdajecie sobie chyba również sprawę, że sami siebie i swoje działania ograniczamy, po co narzekać, że tak niewiele osób bywa na akcjach, czy włącza się w nasze działania jeśli o nich nie wiedzą. A poza tym ludzie mają prawo do informacji.
Druga sprawa z pierwsza bardzo związana. Prosiłam już dwukrotnie o to by te osoby, które podjęły się konkretnych rzeczy na lutowym spotkaniu Źródlan (patrz biuletyn nr 2), zdały nam wszystkim pisemną relację z tego co zrobiły i jak, a także z tego czego nie zrobiły i dlaczego.
Następna sprawa niby już o czymś innym ale wciąż o tym samym. Asia powiedziała, że jedynym skuteczną metodą żeby cokolwiek wśród Źródlan załatwić, jest zrobić awanturę. Czy na to wszyscy czekamy, czy chcemy żeby każdy na każdego krzyczał, żeby cię czegoś dowiedzieć czy coś uzyskać. Ja wolałabym tego uniknąć. Prosiłabym (w dalszym ciągu jeszcze proszę) o więcej dojrzałości i odpowiedzialności. Pomimo to, że biuletyn czytają osoby całkowicie spoza Źródeł, a to co teraz napiszę nie świadczy o nas dobrze , to i tak o tym napiszę. Jak powiedział Góral, trzeba mówić o takich sprawach na głos, bo to może oczyści atmosferę i coś się zmieni. Do rzeczy więc. Chodzi o sprawę ubezpieczenia Źródeł. Kwestię tą poruszył 9 marca na zarządzie Xpert. W ciągu tygodnia spotkaliśmy się oboje z doradcą ubezpieczeniowym i otrzymaliśmy ofertę ubezpieczenia. Od samego początku było wiadomo, że nikt nas nie ubezpieczy dopóki nie będziemy mieli co najmniej dwóch w miarę dobrych zamków w drzwiach wejściowych. Od tamtego czasu przez prawie trzy tygodnie nie można było założyć drugiego zamka. A dlaczego ? Bo nie wiadomo gdzie on jest (był kupiony, więc nawet nie trzeba było go kupować) i w dodatku nie wiadomo, kto wie. Okazało się jednak , że wiadomo gdzie on jest. Niestety osoby odpowiedzialne nie potrafią same się porozumieć tylko potrzebują pośrednika. To jeszcze nie koniec. Trzeba przecież, żeby ktoś ten zamek założył i tu dopiero pojawia się problem. Jedna osoba wydaje dyspozycje drugiej by ta zadzwoniła po jakiegoś fachowca. Kiedy pytam czy jest on już umówiony okazuje się, że nawet nikt do niego nie zadzwonił, bo nie wiadomo do kogo tak naprawdę trzeba zadzwonić, albo numer się zgubił (a od czego jest buzia, można przecież zapytać). Od jednej osoby dowiaduję się, że to nie możliwe, żeby ta druga nie wiedziała gdzie zadzwonić, bo dostała dokładny numer. I w dalszym ciągu nikt do nikogo nie dzwonił. Chciałam więc zrobić to sama, wtedy nareszcie znalazł się czas na ten krótki telefon, z którego zresztą nic nie wyniknęło, bo fachowca nie było akurat w domu. Pojawił się jednak pomysł, że przecież jest u nas w Źródłach osoba, która potrafi założyć zamek. Jednak okazuje się, że zamek nie ma atestu i znów problem (chociaż atest wcale nie był konieczny). Wreszcie wytęskniony przez nas zamek pojawia się na drzwiach po długim oczekiwaniu. Jeśli ktoś by pomyślał, że to już koniec tej historii to się grubo myli. To fakt 27 kwietnia podpisałam wreszcie umowę na ubezpieczenie. Ale co z tego skoro od czasu założenia drugiego zamka i tak z niego nie korzystamy, bo klucze nie są do tej pory dorobione (dziś, kiedy to piszę jest 7 kwietnia). Oznacza to, po pierwsze, że złodzieje w dalszym ciągu bardzo łatwo mogą tutaj wejść, a po drugie w razie kradzieży czy aktu wandalizmu nie przysługuje nam żadne odszkodowanie, bo nie zamykamy lokalu na dwa zamki, jak to jest wymagane. Poza tym w dalszym ciągu nie posiadamy gaśnicy, którą oficjalnie w dokumentach mamy. Agent ubezpieczeniowy poszedł nam na rękę, bo obiecaliśmy kupić ją w ciągu tygodnia, minęło już 11dni i nie widzę raczej żeby były czynione jakieś kroki w celu zakupienia tejże gaśnicy, a również przypominałam o tym nie raz. Czy mamy czekać aż rzeczywiście coś się wydarzy, a wtedy umowę będziemy mogli pognieść, podrzeć i wyrzucić. Za dwa dni minie miesiąc o tego zarządu na którym pierwszy raz rozmawialiśmy o ubezpieczeniu, a do dziś naprawdę sprawa nie została zakończona. Jeśli w takim tempie załatwiamy tak proste sprawy, to jak niby chcemy zabierać się za poważne rzeczy, po co w ogóle rozmawiać o wizji Ośrodka za dwa czy pięć lat, z takimi sposobami działania już nas może nie być. Przepraszam za tak długi i szczegółowy opis w sumie nie najważniejszych rzeczy ale nie zamieszczam go bez powodu. Wracam do spraw "biuletynu".
Za miesiąc robię eksperyment. Nie będę za nikim chodzić i prosić o teksty. W biuletynie znajdą się tylko te, które znajdę w biuletynowej przegródce lub komputerze do 11 maja innych po prostu nie będzie. Jaką objętość będzie miał 6 numer biuletynu zależy od Was. Liczę jednak na to, że za miesiąc będę mogła napisać bardziej optymistyczny wstępniak.
Jeszcze tylko krótka informacja. Jak sami zauważy(liś)cie, góralowa Infostrada od tego numeru ukazywać się będzie jako wkładka do biuletynu i będzie wyglądać inaczej niż dotychczas.
Niedługo Dzień Ziemi, liczymy na waszą obecność i gotowość do działania, przeczytaj zaproszenia. Poza tym niedługo także Święto Pracy, niech pracocholicy wreszcie trochę odpoczną.
Pozdrawiam. Gosia


To co jest wyżej pisałam 3 dni temu, dziś jest już 10 kwietnia i kończę już składanie tego numeru. Miałam już nic nie pisać, bo i tak bardzo dużo napisałam, ale zrobię to, dopiszę jeszcze tych kilka(naście) zdań. Od poniedziałku bardzo często i natarczywie przypominałam, żeby nikt nie zapomniał donieść na czas swoich tekstów (nie mówiąc już o tym, że musiałam Wam mówić (ja) o czym macie pisać). Wszyscy solennie obiecywali, ze zdążą napisać. Obiecanki - cacanki. Z obiecanych rzeczy dostałam niecałą połowę. I nie liczę tu już notatek z żelaznych 20 minut. Nie będę tu wymieniała imion, zainteresowani chyba wiedzą o kim myślę. Powiem tylko, ze jest mi przykro, ze tak cenicie moją pracę. I tak mam sporo pracy z przepisaniem tego co dostaję na kartkach, żeby jeszcze szukać jakichś strzępów informacji o organizowanych przez Was spotkaniach i składać z tego teksty zaproszeń i relacji. Oprócz lenistwa bądź niezorganizowania, jedyny powód (dla którego teksty nie znalazły się w przegródce), jaki przychodzi mi do głowy jest taki, ze chcieliście oszczędzić mi czasu na przepisywaniu iluś tam jeszcze kartek. Nie martwcie się na przyszłość przepisywanie idzie mi coraz lepiej.
Jeszcze raz wszystkiego dobrego.
G.
Spis treści:

1. Manifest
2. Relacje
3. Różności
4. Zaproszenia
5. Co było?



Powrót do strony głównej